Łukaszence ciągle mało
Niezależne białoruskie media informują od kilku dni o zaostrzeniu represji wobec przeciwników reżimu Łukaszenki na Białorusi.
Kierownik działu Świat „Gazety Polskiej Codziennie”. Dziennikarz tygodnika „Gazeta Polska” oraz portalu Niezależna.pl
Dziennikarz z wykształcenia i zamiłowania. Z zawodem związany od 2012 roku. W mediach Strefy Wolnego Słowa od 2014 roku. Autor wielu tekstów poświęconych głównie polityce wschodniej, a także z zakresu bezpieczeństwa, obronności i armii. Prywatnie pasjonat militariów oraz fan piłki nożnej.
Kontakt: [email protected]
Niezależne białoruskie media informują od kilku dni o zaostrzeniu represji wobec przeciwników reżimu Łukaszenki na Białorusi.
Bez większego echa przeszedł w zachodnich mediach ubiegłotygodniowy szczyt Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ) zwanej „rosyjskim NATO”. W Mińsku zabrakło przełomowych oświadczeń i decyzji. Podobnie jak Armenii, o której przypominała jedynie flaga w sali posiedzeń. Tak jak zapowiedział premier Nikol Paszynian, Erywań nie wysłał swojego przedstawiciela.
Wydaje się, że takie kwestie jak bezpieczeństwo państwa czy rozbudowa potencjału armii powinny być ponad politycznymi podziałami. Tymczasem w przestrzeni medialnej znów podaje się w wątpliwość kierunek polityki obronnej realizowany w ostatnich latach. 300-tysięczna armia? Po co, wystarczy połowa. Zakup nowoczesnego uzbrojenia – czy wszystko jest potrzebne? Budowa własnego, wielowarstwowego parasola rakietowego – po co, skoro jest „europejska kopuła” pod egidą Niemiec? Wojska Obrony Terytorialnej?
Eksperci z Uniwersytetu Yale wyliczyli niedawno, że co najmniej 2,4 tys. dzieci z Ukrainy zostało wywiezionych na Białoruś i poddanych indoktrynacji. Uważam jednak, że prawdziwa liczba jest znacznie większa. Już w czerwcu na ponad 2 tys. przypadków zwracał uwagę Paweł Łatuszka, wicepremier w białoruskim opozycyjnym Gabinecie Przejściowym.
Wielkimi krokami zbliża się tegoroczny szczyt Rady Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ), potocznie nazywanej „rosyjskim NATO”, choć z potęgą tego właściwego, zachodniego Sojuszu, nie ma ona nic wspólnego. Przywódcy pięciu krajów spotkają się 23 listopada w Mińsku, by omówić kwestie dalszej współpracy i reakcji na pojawiające się wyzwania.
W Czartajewie w województwie podlaskim rozpoczął funkcjonowanie batalion czołgów wchodzący w skład nowo tworzonej 1 Dywizji Piechoty Legionów.
Walentina Matwijenko, stojąca na czele Rady Federacji, czyli de facto trzecia osoba w Rosji, zaproponowała przed kilkoma dniami utworzenie „ministerstwa szczęścia”. Zadaniem tego resortu byłoby stanie na straży społecznego zadowolenia i uśmiechu, m.in. poprzez badanie, czy decyzje i ustawy podejmowane przez inne rosyjskie ministerstwa takową społeczną reakcję wywołują.
Trwająca od miesiąca wojna między Izraelem a terrorystami z Hamasu, a także jej eskalacja, która w obliczu ostatnich zdarzeń wydaje się nieunikniona, to bardzo dobra wiadomość dla Rosji. Gdy oczy całego świata skierowane są na Bliski Wschód, Kreml może realizować swój scenariusz na Ukrainie, wiedząc, że uwaga części zachodnich krajów wobec Kijowa została nieco rozproszona.
Mołdawskie władze kontynuują zakrojoną na szeroką skalę akcję walki z rosyjską propagandą. W zeszłym tygodniu tamtejsze służby zdecydowały o zamknięciu 22 portali szerzących kremlowską dezinformację. Na czarnej liście znalazły się m.in. strony mediów Putina, w tym państwowej Jedynki, i portal telewizji RT, dawniej Russia Today.
Białoruskiemu dyktatorowi chyba nie wszystkie amerykańskie zwyczaje przeszkadzają. Wzorem obchodzonej dziś halloweenowej maskarady zaczął wszędzie widzieć trupy. Najwięcej – na białoruskich rubieżach, ponownie oskarżając Polskę, Litwę oraz Łotwę, a konkretnie obecne władze tych krajów, o zbrodnicze praktyki wobec imigrantów, próbujących przedostać się dalej do Europy.
Od wielu tygodni nie milkną pogłoski dotyczące śmierci Władimira Putina i zastępowania go podczas oficjalnych wystąpień przez sobowtóra lub sobowtórów. Baczni obserwatorzy rosyjskiej sceny politycznej potrafią wychwycić różnice między "Putinami", m.in. w mimice, sposobie chodzenia czy gestykulacji. Jednocześnie w rosyjskiej przestrzeni medialnej pojawia się coraz więcej pytań odnośnie przyszłorocznych wyborów prezydenckich, planowanych na marzec. Putin oficjalnie nie zapowiedział jeszcze startu. Rzecznik Kremla, Dmitrij Pieskow, zapytany o to, jaki powinien być kolejny prezydent Rosji, stwierdził, że po Putinie będzie...Putin. – Ten sam, albo inny – powiedział polityk.