USA mówią „sprawdzam”
Zwiększenie amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce leży zarówno w naszym interesie geopolitycznym, militarnym, jak i biznesowym. Do tej kwestii chyba nie trzeba nikogo przekonywać.
Kierownik działu Świat „Gazety Polskiej Codziennie”. Dziennikarz tygodnika „Gazeta Polska” oraz portalu Niezależna.pl
Dziennikarz z wykształcenia i zamiłowania. Z zawodem związany od 2012 roku. W mediach Strefy Wolnego Słowa od 2014 roku. Autor wielu tekstów poświęconych głównie polityce wschodniej, a także z zakresu bezpieczeństwa, obronności i armii. Prywatnie pasjonat militariów oraz fan piłki nożnej.
Kontakt: [email protected]
Zwiększenie amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce leży zarówno w naszym interesie geopolitycznym, militarnym, jak i biznesowym. Do tej kwestii chyba nie trzeba nikogo przekonywać.
Nikt tak jak kraje sąsiadujące z rosyjskim agresorem nie zna skali zagrożenia wywołanego neoimperialną polityką Kremla. Ważny głos w sprawie zabrał niedawno dowódca łotewskiej armii gen. Kaspars Pudāns. Masowa produkcja dronów i ich stałe unowocześnianie, będące doświadczeniem inwazji na Ukrainę, to jasny dowód na to, że Rosja szykuje się do konfrontacji.
Deklaracje ws. zakończenia wojny na Ukrainie mają taką samą „moc” sprawczą, jak przewidywania co do tego, kiedy ostatecznie zakończy się konflikt na Bliskim Wschodzie. Można dużo mówić, żądać i nalegać, a rzeczywistość sobie. Patrząc na to, co w ostatnich dniach wyprawia rosyjski agresor na Ukrainie, pokój jest ostatnią rzeczą, o której można myśleć.
Tysiące obywateli wysyłanych na front albo giną w okopach, albo trafiają do niewoli jako jeńcy. Rosyjska gospodarka, przetrzebiona społecznymi i ekonomicznymi skutkami wywołanej przez Putina wojny, przeżywa spory kryzys. Brakuje rąk do pracy.
Przyznam szczerze, że dawno nie widziałem wpisu w serwisie społecznościowym tak w punkt oddającego obecną sytuację w rządzie Donalda Tuska.
Na Kremlu znów wrzucili „atomową” płytę do gramofonu. Oto wiceszef MSZ FR Siergiej Riabkow zagroził bezpośrednim starciem z NATO w obliczu „prowokacyjnych działań w sferze nuklearnej”. Nawiązał m.in. do niedawnej deklaracji prezydenta Francji Emmanuela Macrona, który zapowiedział zwiększenie liczby głowic nuklearnych.
2029, 2030, a może później – ilu ekspertów, tyle przewidywań, kiedy wybuchnie konwencjonalny konflikt na linii NATO–Rosja. Bo przed tym, że on nastąpi, ostrzega coraz więcej analityków i wojskowych.
Kolejne dni potwierdzają, jak bardzo premier Donald Tusk zabrnął w ślepy zaułek, mówiąc, że nie będzie „podbierał” amerykańskich żołnierzy, gdy ci zostaną w liczbie kilku tysięcy wycofani z Niemiec.
Tradycją i standardem było, że matką chrzestną nowych samolotów zostaje Pierwsza Dama, małżonka Zwierzchnika Sił Zbrojnych. W przypadku myśliwców F-16 została nią śp. Maria Kaczyńska, a w przypadku Bielików – Agata Kornhauser Duda. Szczytem hipokryzji jest to, że Władysław Kosiniak-Kamysz złamał tradycję i zdecydował, że matką chrzestną F-35 zostanie jego żona – mówi portalowi Niezależna.pl Mateusz Kurzejewski, były dyrektor Centrum Operacyjnego MON.
Kolejnych 5000 żołnierzy ze Stanów Zjednoczonych w Polsce to nie gest polityczny. To strategiczna konieczność. Polska przestała być dziś państwem „na tyłach NATO”. Polska stała się państwem pierwszej linii odstraszania. Dlatego dodatkowa obecność wojsk amerykańskich nie jest opcją. Jest elementem nowej architektury bezpieczeństwa Europy. Bo odstraszanie działa tylko wtedy, gdy przeciwnik widzi nie deklaracje, lecz zdolność do natychmiastowej odpowiedzi – wskazuje w ekskluzywnym komentarzu dla portalu Niezależna.pl. gen. bryg. pil. rez. Dariusz Wroński, były dowódca wojsk aeromobilnych.