Zakładnicy rządu
77 proc. – w sondażach to nokaut, a nie chwilowa zadyszka, niegroźne zawahanie czy efekt sezonu ogórkowego. Tyle właśnie procent Polaków uważa, że rząd Donalda Tuska nie radzi sobie z aferami wokół służby zdrowia.
Kierownik działu Świat „Gazety Polskiej Codziennie”. Dziennikarz tygodnika „Gazeta Polska” oraz portalu Niezależna.pl
Dziennikarz z wykształcenia i zamiłowania. Z zawodem związany od 2012 roku. W mediach Strefy Wolnego Słowa od 2014 roku. Autor wielu tekstów poświęconych głównie polityce wschodniej, a także z zakresu bezpieczeństwa, obronności i armii. Prywatnie pasjonat militariów oraz fan piłki nożnej.
Kontakt: [email protected]
77 proc. – w sondażach to nokaut, a nie chwilowa zadyszka, niegroźne zawahanie czy efekt sezonu ogórkowego. Tyle właśnie procent Polaków uważa, że rząd Donalda Tuska nie radzi sobie z aferami wokół służby zdrowia.
Dyktator Czeczenii Ramzan Kadyrow ostrzegł, że podległe mu siły są w stanie w każdej chwili ruszyć na Zachód, by uderzyć w państwa wspierające militarnie i politycznie Ukrainę. W tej deklaracji jednego z najbardziej gorliwych namiestników Putina nie ma cienia przypadku – ani pod względem momentu, ani przyjętej formy.
Polska stała się państwem przetrwania dla obywateli. I to na wielu płaszczyznach. Rządzący snują kolejne wizje, jak to nasza gospodarka rośnie w siłę i jest odporna na wszelkiego rodzaju kryzysy.
Czyżby Alaksandr Łukaszenka obawiał się powtórki masowych protestów po sfałszowanych tzw. bezwyborach w 2020 r.? Świadczą o tym doniesienia tamtejszych środowisk opozycyjnych o trwających od miesięcy ćwiczeniach białoruskiej milicji z pacyfikacji i rozpędzania demonstracji.
Myślałem, że bardziej skompromitowanej organizacji od FIFA (Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej) już nie ma. Od dawna jest to świątynia mamony, gdzie ducha sportowej rywalizacji i wyższe idee zastąpiły bezwstydne usypywanie hałd pieniędzy i działanie według zasady „kto da więcej!”, czego trwający mundial jest kolejnym przykładem.
Białoruski reżim, choć sam przedstawia siebie jako krzewiciela pokoju, od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę nie jest wyłącznie cichym zapleczem logistycznym armii Putina, lecz pełnoprawnym wsparciem dla agresora.
Szczerze powiedziawszy, nie zazdroszczę komuś, kto w najbliższym czasie wybiera się samochodem na wakacje. Zwłaszcza jeśli do pokonania ma sporo kilometrów. Na stacjach benzynowych od środy czeka na kierowców niemiła niespodzianka.
Najnowsze doniesienia służb, m.in. z Łotwy, o możliwej rosyjskiej prowokacji w Polsce lub krajach bałtyckich nie są w żaden sposób sensacyjne. Po raz kolejny potwierdzają, że wojna hybrydowa zajmuje jedno z kluczowych miejsc w polityce zewnętrznej Rosji.
Trudno mi już policzyć, ile razy pisaliśmy na łamach „Gazety Polskiej Codziennie” o tym, że zapewnienia Rosji o dążeniu do pokoju i stabilizacji w Europie nie są warte funta kłaków. Obecny tydzień przyniósł nam kolejny argument na potwierdzenie tej tezy.
Za oknem upał, na krajowej scenie politycznej także gorąco, a w rządzie pożar, bo afera goni aferę. Słupki mierzące poziom odklejenia od rzeczywistości niektórych polityków niedługo także wystrzelą poza skalę.
Obserwowanie, jak obóz polityczny skupiony wokół Donalda Tuska reaguje na relacje prezydenta Karola Nawrockiego z Donaldem Trumpem, budzi coraz większe zażenowanie. Trudno racjonalnie wytłumaczyć, czemu ma służyć nieustanne dyskredytowanie transatlantyckich działań głowy państwa.
W sytuacji, w której Zachód szacuje zagrożenie, zastanawia się, czy atak nastąpi w 2029, czy w 2030 r., jaki będzie miał przebieg i kto stanie się pierwszym z celów, Rosja systematycznie odbudowuje zdolności militarne.
Wieloletnie pompowanie kolejnych miliardów w służbę zdrowia nie skróciło kolejek i nie zwiększyło dostępności lekarzy. Szpitale toną w długach, a tempo wzrostu zadłużenia jest więcej niż niepokojące. W ostatnim czasie na stole pojawiły się trzy propozycje – dwie ze strony rządzącej koalicji i jedna przygotowana przez opozycję, dotyczące poprawy sytuacji w publicznej służbie zdrowia. Gen. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego, stawia sprawę jasno: czas odłożyć polityczną broń. Zamiast wymieniać kolejne ciosy, obie strony muszą natychmiast wypracować z tych projektów merytoryczny konsensus, bo bez niego system po prostu runie. A wtedy odczują to wszyscy, niezależnie od barw i sympatii politycznych.
W 2021 r. brał udział w wiecu poparcia dla Aleksieja Nawalnego w Rosji. W swojej twórczości kpił nie tylko z Władimira Putina i Alaksandra Łukaszenki, ale także z czeczeńskiego dyktatora Ramzana Kadyrowa. To właśnie z tego otoczenia otrzymywał masowe pogróżki, o których po raz ostatni poinformował we wpisie w mediach społecznościowych zaledwie 1,5 godziny przed śmiercią. Został wpisany na czarną listę kontrowersyjnego ukraińskiego pozarządowego Centrum Myrotworec. Pozostawił żonę w ciąży i pięcioro dzieci, które obecnie mają znajdować się pod ochroną polskich służb. Dwa dni po zabójstwie Roberta Kuzowkowa, znanego pod pseudonimem „Siemion Skrepecki”, na jaw wychodzą kolejne fakty z życia rosyjskiego aktywisty.