Zakłócenia sygnału GPS, znane jako jamming (ang. zagłuszanie) i spoofing (fałszowanie), polegają na emisji silnych sygnałów radiowych, które zakłócają słabe transmisje z satelitów nawigacyjnych. W Europie zjawisko to nasiliło się od lutego 2022 r., czyli od momentu rozpoczęcia przez Rosję pełnoskalowej inwazji przeciwko Ukrainie.
Z danych platformy Gpsjam.org, która monitoruje skalę i siłę zakłócania sygnału GPS, wynika, że obszar oddziaływania to głównie kraje bałtyckie (Litwa, Łotwa, Estonia), Polska i dalej na południe wzdłuż wschodniej flanki NATO. W ostatnich miesiącach problem przypominał postać sinusoidy – gwałtownie narastał, po czym zjawisko zagłuszania GPS opadało na kilka dni, by następnie uderzyć z podwójną siłą.
Dane ze wspomnianego wyżej systemu GPSJAM z 28 maja oraz poprzednich dni jednoznacznie pokazują potężną czerwoną strefę zakłóceń nad Rumunią, Mołdawią oraz Morzem Czarnym. To zjawisko bezpośrednio łączy się z uderzeniem rosyjskiego drona typu Shahed w blok mieszkalny w rumuńskim Gałaczu.
W nocnym rosyjskim ataku rannych zostało kilka osób. Rumuńska prokuratura wszczęła postępowanie karne w kierunku usiłowania zabójstwa, zniszczenia mienia oraz naruszenia prawa lotniczego.
Zapewniłem Nicusora Dana (prezydenta Rumunii – red.) o absolutnej solidarności NATO z Rumunią i wyraziłem współczucie dla tych, którzy zostali ranni w tym incydencie. Potwierdziłem, że NATO jest gotowe bronić każdego cala terytorium Sojuszu. Będziemy kontynuować wzmacnianie naszej gotowości do odstraszania i obrony przed wszelkimi zagrożeniami, w tym ze strony dronów
– podkreślił dziś szef NATO, Mark Rutte.
Warto podkreślić, że od początku wojny na Ukrainie, fragmenty rosyjskich dronów spadały na terytorium Rumunii już 47 razy. Dotychczas jednak incydenty te nie powodowały obrażeń wśród ludności cywilnej.
Wielowymiarowa operacja
Rosja rutynowo i na masową skalę stosuje fałszowanie sygnatury oraz zagłuszanie sygnału GPS. Robi to z dwóch powodów. Po pierwsze – aby oślepić systemy NATO. Po drugie – by "osłonić" własne ataki.
Utrzymujący się od wielu miesięcy paraliż sygnału GPS tworzy tzw. "szarą strefę". Ciągłe zakłócenia utrudniają działanie systemów radarowych i obrony powietrznej krajów w regionie oraz patrolujących przestrzeń myśliwców NATO. Środowisko całkowicie zdegradowanego sygnału GPS sprawia, że czas reakcji na zagrożenia drastycznie spada, co Rosja wykorzystuje do prowadzenia agresywnych operacji.
Równocześnie rosyjskie drony kamikadze wykorzystują cywilne i wojskowe pasma GPS/GLONASS do korygowania trajektorii lotu. W warunkach tak silnego zagłuszania systemy nawigacji drona często zawodzą. Maszyna zaczyna polegać wyłącznie na znacznie mniej dokładnej nawigacji bezwładnościowej (Inercyjnej – INS). W efekcie dron "znosi się" z kursu o kilkanaście kilometrów i uderza w zupełnie inny punkt niż pierwotnie obrany.
Dzisiejszy atak na Rumunię brutalnie dowodzi, że rosyjska wojna radioelektroniczna przestała być jedynie "abstrakcyjnym" tłem konfliktu – stała się realnym zagrożeniem dla życia obywateli państw NATO. Oślepiając systemy nawigacyjne, Kreml stworzył niebezpieczny rykoszet: dron, który miał uderzyć w Ukrainę, zgubił drogę w wywołanym przez samą Rosję chaosie informacyjnym i spadł na terytorium Sojuszu. To już nie są przypadkowe "odłamki" – to bezpośredni dowód na to, jak agresywne operacje w cyber i radioprzestrzeni fizycznie uderzają w bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO, testując granice cierpliwości i systemy obronne Zachodu.