Zdemoralizowani szantażyści
ZNP pod prezesurą Sławomira Broniarza to polityczny relikt czasów zamordyzmu Jaruzelskiego, stojący na straży miernoty w naszym szkolnictwie.
ZNP pod prezesurą Sławomira Broniarza to polityczny relikt czasów zamordyzmu Jaruzelskiego, stojący na straży miernoty w naszym szkolnictwie.
To doprawdy paradne, że gdy padają pytania o alimenciarstwo, Marcinkiewicz mówi, iż to sprawa osobista, ale już sposób życia prezesa PiS to w jego ocenie temat publiczny.
W czasach prezesury profesora Kurtyki IPN postrzegany był jako największy sukces wolnej Polski.
Przyznam szczerze, że nie jestem już w stanie słuchać wypowiedzi przeróżnych mędrców instruujących, jak teraz Polska powinna zachowywać się wobec Izraela – że bez miłości, bez przyjaźni, bez podlizywania się itp. Jednym słowem, przez trzy ostatnie dekady budowaliśmy nasze relacje z tym ważnym krajem, opierając je na wyobrażeniach przedszkolaka – skoro takie porady dziś królują. A jak powinno być? Beznamiętnie.
Były premier „yes, yes, yes” jest dla nowego tworu wyborczego Schetyny postacią wręcz symboliczną, bo uosabia wszystko to, co tej formacji zarzuca się od lat – niewyobrażalną hipokryzję.
4 czerwca Polacy potrafili dać wyraz swojej wolności, mimo że wybory z wolnością miały mikroskopijnie mało wspólnego.
Jarosław Kaczyński na ujawnionych nagraniach nie występuje w roli biznesmena, który działa na rzecz powiększenia swojego majątku. „Taśmy prawdy” PO to rozmowy w większości ludzi o sposobie bycia gangsterów.
Gorąco polecam Państwu lekturę najnowszego numeru „Nowego Państwa” – bardzo dokładnie analizujemy zjawisko pogardy w życiu publicznym, pokazujemy, czemu naprawdę ma służyć rozkręcana przez opozycję akcja walki z mową nienawiści.
Trzeba jasno nakreślić granice – pokazać, czym jest nienawiść i pogarda w życiu publicznym, a czym dozwolona, a wręcz pożądana krytyka prasowa. Trudno bowiem nie odnieść wrażenia, że na fali szoku po tragedii w Gdańsku zaktywizowało się środowisko polityczne, które podjęło próbę wymuszenia na dziennikarzach zaprzestania publikowania niewygodnych dla niego informacji. Jasno i wprost – informowanie opinii publicznej o wątpliwościach wobec majątku polityka czy jego problemach z prawem, o stawianych zarzutach, powiązaniach z ludźmi kojarzonymi z grupami przestępczymi, NIE JEST HEJTEM. Przeciwnie – jest OBOWIĄZKIEM każdego dziennikarza.
Posmoleńskie barbarzyństwo rozkręcono m.in. po to, by stłamsić i zaszczuć rodziny ofiar, przede wszystkim bliskich śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Młode pokolenie Polaków powinno być dosłownie zasypane ofertami finansowego i organizacyjnego wsparcia wszelkich projektów, których celem jest propagowanie prawdziwej historii naszego kraju.
Wydział wschodni MSZ poczuł się jak listonosz Putina i przekazał cenzorskie oczekiwania Moskwy publicznej telewizji.
Miłujący wolność, kulturę i tolerancję naród niemiecki marzy o pogłębieniu relacji z Rosją! Wszak tam, pod demokratycznym okiem Władimira Putina, praworządność rozkwita.
Od trzech lat tydzień bez celebryty, który ogłasza, iż boi się wyjść na ulicę, albo drży o przyszłość Polski pętanej więzami faszyzmu, albo – jeszcze lepiej – nie spodziewał się, iż dożyje czasu powrotu PRL (to kwestie starszych), to tydzień stracony. Być może należy sporządzić rejestr wszystkich okropieństw, zniewoleń, o jakich prawią lokalne znane twarze.
Czy Smoleńsk i wszystko to, co wydarzyło się po śmierci delegacji RP, nie pokazało nam, iż postkomuna w MSZ, zaciągi Cimoszewicza na Szucha to nasz dramat, balast, a nie żaden atut?
Prowokacje dziennikarskie mają na celu testowanie różnych sfer naszego życia publicznego. Wiele lat temu „Gazeta Polska Codziennie” opublikowała zapis rozmowy z prezesem sądu okręgowego w Gdańsku. Sprawa rezonuje do dziś, a zachowanie rozmówcy –przeświadczonego, iż rozmawia z wpływowym pracownikiem KPRM – w społecznej świadomości funkcjonuje jako przykład patologii w wymiarze sprawiedliwości. Czwarta władza może sobie na dużo pozwolić, aranżując testy choćby uczciwości urzędników. Działa wszak w naszym wspólnym interesie, a ujawnione w ten sposób patologie czy wręcz przestępstwa, które wcześniej nie były znane opinii publicznej, ukazują ułomność instytucji państwa. Jest jednak jeden warunek – trzeba publikować wszystko.
Najbardziej przeraża fakt, że na przestrzeni ostatnich lat nie znalazł się nikt z przedstawicieli komunistycznego reżimu, kto chciałby ujawnić tajemnice pochówków Wyklętych.
W publicystycznej aktywności Agnieszki Holland widać nienawistne i antyhumanistyczne elementy propagandy komunistycznej z czasów stalinowskich.
Kilka lat temu na łamach miesięcznika „Nowego Państwa” bardzo dokładnie analizowaliśmy cel wprowadzenia na tzw. celebryckie salony osobnika o pseudonimie Nergal. Człowieka, który zupełnie otwarcie przedstawiał się jako swego rodzaju wyznawca szatana. Swoją artystyczną działalnością ów jegomość nie miał najmniejszych szans na wybicie się do poziomu autorytetu w lifestylowych mediach. Być może czułby uwielbienie dość osobliwej grupy odbiorców jego ryku, ale bez powszechnej rozpoznawalności.
Cyba nie mógł przeżyć, że obywatele upamiętniają śp. Lecha Kaczyńskiego. A on stawiałby pomniki Jaruzelskiemu.