SN przeciw dekomunizacji
Deklaracja blokowania baneru z hasłem „Dekomunizacja” to nie unikanie jątrzenia, lecz zwyczajna obrona swoich.
Deklaracja blokowania baneru z hasłem „Dekomunizacja” to nie unikanie jątrzenia, lecz zwyczajna obrona swoich.
Były szef resortu spraw wewnętrzny, który przejdzie do historii opisem Polski jako państwa teoretycznego, zarejestrowanym przez kelnerów „Sowy i przyjaciół”, wyraził zatroskanie losem dziennikarzy portalu Onet. Bartłomiej Sienkiewicz uznał, iż autorzy rewelacji o taśmie z premierem Morawieckim, której nie ma, potrzebują ochrony po tym, jak wicemarszałek Sejmu Beata Mazurek użyła wobec zatrudniającego ich medium przymiotnika „niemieckie”. Najwyraźniej z biegiem lat minister w rządzie Donalda Tuska uwrażliwił się na los żurnalistów.
Dlaczego sprawa wyprowadzenia z Polski niebotycznych wręcz pieniędzy, upłynnienia ich w gąszczu spółek, a nawet śmierci tych, którzy odkryli zaledwie wierzchołek góry lodowej tego historycznego megaskandalu, nigdy nie została wyjaśniona? A wręcz przeciwnie – z roku na rok tonęła w morzu milczenia – stopniowo, konsekwentnie wyprowadzano ją z przestrzeni debaty publicznej.
Sposób relacjonowania wizyty prezydenta Dudy i komentowania jej w instytucjach medialnych tworzących trzon przekazu dominujący w III RP jest całkowicie po myśli Moskwy.
Strona polska zgodziła się na udział przedstawicieli Berlina na trójmorskim szczycie, ale w charakterze obserwatora, a nie uczestnika.
Czas uśpienia, spowodowany zmieniającą się na lepsze rzeczywistością, już się skończył. Teraz pora na działanie. Uruchamiamy akcję #2Kadencja.
Trudno wszystkie działania totalnej opozycji tłumaczyć nienawiścią do PiS. Ta najlepiej czuje się w roli odbiorcy sygnałów, a nie nadawcy. Ci ludzie zawsze muszą mieć jakąś Moskwę, jakieś politbiuro, które co prawda kontroluje, ale też chroni.
Ewentualne działania siłowe w siedzibie SN będą wyłącznie jedną z ostatnich konwulsji odchodzącego do historii postkomunistycznego wymiaru sprawiedliwości.
Zbliżamy się do pierwszych od 2015 roku wyborów. Choć decyzje co do składu władz samorządowych na większości poziomów nie są zdeterminowane sympatiami partyjnymi, to ich wynik daje obraz siły poszczególnych ugrupowań. Z kolei wiosną przyszłego roku będziemy decydować o składzie reprezentacji Rzeczypospolitej w Parlamencie Europejskim.
Spektakularny transfer z partii rządzącej do opozycji zakończył się dla Ujazdowskiego spektakularną kompromitacją.
Dzisiejsi oburzeni Tysonem, mówiącym z szacunkiem o warszawskim Sierpniu, jak lwy walczyli o to, by pedofil Polański nie trafił przed oblicze amerykańskiego sądu.
„Wolne sądy” są jedną z najbardziej bezczelnych ściem postkomuny. Do uwiarygodnienia tej akcji użyto wiele środków – od manipulacji medialnych po twarze celebrytów.
Wiemy już, że sędziowie, przynajmniej ci z Sądu Najwyższego, znają swoją przeszłość. A to oznacza, że mówiąc o oczyszczeniu środowiska, po prostu kłamią.
Jeszcze nie ucichły echa debaty w Parlamencie Europejskim, podczas której premier Mateusz Morawiecki musiał się mierzyć z kompletnie fałszywym opisem zmian w polskim sądownictwie, jak gruchnęła informacja, że p.o. I prezesa SN to wychowanek wojskowej bezpieki. Można powiedzieć, że szef rządu w Strasburgu uderzył w stół, a nożyce odezwały się z wyjątkowym hukiem.
Mija właśnie 75 lat od apogeum ludobójstwa Polaków na Wołyniu. Niestety, do dziś Rzeczpospolita nie potrafiła w sposób godny uczcić pamięci tysięcy swoich obywateli, którzy ponieśli śmierć w niewyobrażalnych wprost męczarniach. Gdy wiele lat temu poszukiwałam świadków tych wydarzeń wśród naszych rodaków ciągle mieszkających na terenach dawnych Kresów, usłyszałam od nich historie, które zwyczajnie zwalały z nóg.
Obie sprawy budują naszą pozycję – wyłaniamy się po nich jako zdecydowany, nieulegający presji gracz.
Mamy oto sędziego, który jako przedstawiciel najważniejszej sędziowskiej instytucji aktywnie walczył i walczy z jedną opcją polityczną.
Trudno nie odnieść wrażenia, że nawet w najbliższym otoczeniu głowy państwa projekt referendum, a szczególnie zakres pytań, nie wzbudził entuzjazmu.
Te wypowiedzi są niczym innym jak powiedzeniem Polakom zupełnie wprost: my jesteśmy reprezentantami sił zewnętrznych, które nas wesprą, blokując należne wam pieniądze, a jeśli chcecie tego uniknąć, to musicie nas wybrać. Tak oto opozycja wyobraża sobie demokrację - tak słowa Rafała Trzaskowskiego o "zamrażaniu" środków unijnych skomentował w wywiadzie dla "Gazety Polskiej" prezes PiS Jarosław Kaczyński.