Tego nie można TVN-owi zapomnieć
Materiał TVN był wezwaniem Ukrainy do schylenia głowy przed Putinem.
Materiał TVN był wezwaniem Ukrainy do schylenia głowy przed Putinem.
Każdego dnia dostajemy kolejne wstrząsające relacje z Ukrainy. Rosja przekracza wszelkie granice, widać, że nie cofnie się przed niczym, byle tylko siać śmierć i terror w najechanym przez siebie państwie.
Ostatnie dni spędziłem na Ukrainie. W Kijowie i w okolicach tego miasta, w tym w Wasilkowie. Mogłem być z tymi ludźmi chociaż te kilka dni, zrozumieć, co się tam dzieje. Chowałem się z nimi w schronach, gdy ostrzeliwano ich z nieba. Byłem z ich samoobroną, gdy odpierała rosyjskie ataki. Cierpienie ukraińskich cywili jest niesłychane.
Guru „GW” i TVN-u, znanemu głównie z bycia ojcem rapera, znowu udało się zostać pośmiewiskiem. Normalnie żal przytaczać mądrości Matczaka, jednak pozwolę sobie na dwa cytaty z jego tekstu, ze względu na ich „wyjątkowość”.
Ostatnio, w ramach walki z rządem i Polskim Ładem, Onet zdecydował się użyć dość zaskakującego eksperta od ekonomii. Okazał się nim Owsiak. Jak można się domyślać, pupilek PO nie jest fanem Polskiego Ładu.
Dyrektor z CBA zmarł na covid. Reakcja? Cyniczne hieny z PO natychmiast okrzyknęły, że został zamordowany. Większość z nich to „tylko” sugerowała, Giertych jednak wprost, ku zachwytowi swoich fanów i sojuszników, zaczął opowiadać o „jednym świadku mniej” w sprawie Pegasusa.
Nie wiem jak szanowni Czytelnicy, ale ja jestem zniesmaczony nagonką, jaka uderzyła ostatnio w Bartłomieja Sienkiewicza. Skąd to oburzenie niesłychane? Bo przyszedł nawalony jak stodoła do Sejmu, że aż Budka musiał go, zataczającego się, wyprowadzić z sali posiedzeń? Jasne, w lepszym świecie byłby to skandal nie z tej Ziemi.
Łaska celebrytów i liberalnych elit na pstrym koniu jeździ. Migranci na granicy polsko- białoruskiej. Nie tak dawno ostateczny wyrzut sumienia, dowód na panujący w Polsce nazizm, zbrodnia taka jak Holocaust oraz podstawowy „koń pociągowy”, za pomocą którego wspomniane środowiska pławiły się we własnej wspaniałości i gardziły innymi.
Jednym z bardziej ponurych widoków, jakie można było zaobserwować podczas minionych świąt Bożego Narodzenia, były czysto polityczne hucpy i prowokacje, które z zapałem urządzali Platforma i jej zwolennicy.
Jednak się udało, przegłosowano słynne „lexTVN”. Histeria i żałoba, jakie zapanowały w mediach totalnej opozycji, były oczywiście do przewidzenia. Znowu w Polsce upadła demokracja, znowu zapanował totalitaryzm, znowu zniszczono po raz kolejny (i znowu ostatecznie) wolność słowa.
Pokazane przez Anitę Gargas nagrania, w których Adam Michnik, ewidentnie pod wpływem alkoholu, przytula się do Wojciecha Jaruzelskiego i całuje go, nie pokazują nam, jeśli chodzi o prawdę tamtych dni, niczego specjalnie nowego. Każdy, kto chce uczciwie patrzeć na moment transformacji, na „pierwociny” III RP, dobrze wie, jak wyglądały układy między częścią byłych opozycjonistów antykomunistycznych a wierchuszką dawnego reżimu.
Marine Le Pen, wraz z grupką poważnych polityków Unii Europejskich (m.in. Orbanem), tzw. eurosceptyków, spotkała się w sobotę w Warszawie z premierem Morawieckim i prezesem Kaczyńskim.
„Gazeta Wyborcza” jest dziś tylko cieniem swojej potęgi sprzed lat. Z poziomu prawdziwego rozgrywającego, równoprawnego gracza w polskiej polityce, spadła do roli standardowego biuletynu partyjnego PO. Co więcej, nie jest już najważniejszym dystrybutorem propagandy Platformy.
W Stanach Zjednoczonych uniewinniono Kyle’a Rittenhouse’a. Młodego chłopaka, który zastrzelił dwie osoby w samoobronie podczas zamieszek, które przez wiele dni przetaczały się przez amerykańskie miasto Kenosha.
Niejaki Migalski, znany autorytet TVN-u, „Gazety Wyborczej”, Natemat i innych „Newsweeków”, pamiętany głównie z tego, że zdołał zmienić już kilkakrotnie wszystkie swoje poglądy polityczne, w zależności od tego, skąd aktualnie płynął strumień pieniędzy, uznał, że po raz kolejny musi o sobie przypomnieć.
Jest taki rysunek, na którym widać dwie postacie, z których jedna mówi do drugiej: „Pamiętaj, tę rękę wyciągaj po kasę, ale tamtej nie podawaj”. Przypomniał mi się on w kontekście hucpy, jaką reżyser Ryszard Brylski urządził z okazji premiery jego filmu „Śmierć Zygielbojma”.
Łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Szczególnie tak ważnego pana jak Rafał Trzaskowski. Jeszcze niedawno narodowcy to fajni chłopcy byli.
Bezczelność mediów opozycji, jeśli chodzi o prowokację Putina i Łukaszenki względem Polski, przekracza kolejne granice. W swoim cynizmie stają się wręcz ostentacyjni, niespecjalnie już udając, odsłaniając w sposób pełny swoje prawdziwe intencje.
Nowy film Smarzowskiego, w sposób najbardziej banalny intelektualnie i estetycznie toporny, dał pożywkę do rozprawiania o tym, że Polacy to tacy mniej kulturalni naziści, że – zarówno kiedyś, jak i dziś – jedyne, co ich interesuje, to mordowanie Żydów, palenie stodół i taplanie się w błocie albo wręcz odchodach.
Polityka jako taka jest sceną wielu dwuznacznych, a czasem odpychających wygibasów moralnych, wolt ideowych czy rozmaitych gestów „poddaństwa”, jakie słabszy w rozgrywce okazuje silniejszemu. Niemniej czegoś tak jednocześnie odrażającego i zabawnego jak samokrytyka złożona publicznie przez Siemoniaka dawno nie było.