Sprawdź gdzie kupisz Gazetę Polską oraz Gazetę Polską Codziennie Lista miejsc »
Z OSTATNIEJ CHWILI
Gawkowski: środowy atak na biura parlamentarzystów PO przeprowadziły grupy z Federacji Rosyjskiej i Białorusi • • • Rubio: kraje NATO powinny zobowiązać się do zwiększenia wydatków na obronę do co najmniej 5 proc. PKB • • • Sekretarz stanu USA Marco Rubio: obawy przed wyjściem USA z NATO są nieuzasadnione, chcemy silniejszego Sojuszu • • •

Szwabski western

Prawnik Sadurski grzmiał w studio TVN, że ośmieszyć się mieli adwokaci zatrzymanego wiceministra, a ośmieszył się on sam.

W jednym z najlepszych westernów w historii, w „Dzikiej bandzie” Sama Pekkinpaha, finałem jest „jatka” kręcona w zwolnionym tempie. Walą karabiny maszynowe, konie z kwikiem padają na ziemię, a kowboje i bandyci wzajemnie się wybijają, strzelając z koltów i winchesterów. Western, oparty często na motywie zemsty, nierzadko potrafi kończyć się właśnie taką jatką. I tak zapewne pragnęli przedstawić wyborcom kwestię „rozliczania PiS” ludzie Tuska.

On sam miał być „szeryfem”, a reszta bodnarowców – jego przybocznymi. W komiksowej scenerii rozprawy ze „złymi” mieli oni masowo wsadzać do więzień i „rozliczać”. Jednym z najmocniej napędzających zemstę był Roman Giertych – nie wiadomo tylko, czy bardziej obsadzano go w roli wierzchowca, czy szybkostrzelnego „Lucky Romka”. Niestety, oczekiwany „western” okazał się jakąś marną podróbą. Niezamierzoną komedią. Jak kręcone za komuny niemieckie filmy o kowbojach, w których Winnetou krzyczał „Hände hoch!” do bladych twarzy. Szwabski western nabrał cech parodii szczególnie w sprawie Marcina Romanowskiego. Olanie immunitetu Zgromadzenia Rady Europy to numer tak gruby, że aż niewiarygodny. Prawnik Sadurski grzmiał w studio TVN, że ośmieszyć się mieli adwokaci zatrzymanego wiceministra, a ośmieszył się on sam. W każdym razie jest to dość dobry finał owego „szwabskiego westernu”. I to taki, że widz się nawet nie spodziewa nagłego zwrotu akcji – oto po stronie „bandy” staje sąd i demokratyczne organy. A „szeryf” i jego ludzie? Ha! Okazuje się, że to oni sami są „dziką bandą”… Ten kto rozlepia „list gończy”, udaje świętoszka, lecz sam czyni rzeczy, za które można hop, siup wpaść do miasteczkowego aresztu. A strojący się w piórka „obrońcy prawa” szeryf okazuje się szefem okrutnej szajki łotrzyków.

W sumie dobry scenariusz na niemiecką komedię…

 



Źródło: Gazeta Polska

Tomasz Łysiak