Serial stał się rzeczywistością. Wołodymyr Zełenski, komik, aktor i producent związany z telewizją oligarchy Ihora Kołomojskiego, zostaje prezydentem Ukrainy. Głosowanie przez tak wielu Ukraińców (prawie 3/4 wyborców!) na polityka (?), który gra w serialu prezydenta idealnego, to wyraz desperackiej potrzeby zmiany.
Tak czy inaczej, ukraińską politykę po erze Petra Poroszenki takowe czekają. Zwłaszcza że już jesienią wybory parlamentarne. Ale nie wiadomo jeszcze, jakie to będą zmiany, bo sam Zełenski unikał wywiadów, debat, skąpo przedstawiał swoich współpracowników. Jedno natomiast jest jasne: widać, jak kłamliwe i oderwane od rzeczywistości były narracja i propaganda (płynące głównie z Rosji, ale nie tylko) o „faszystowskiej”, „nazistowskiej”, „banderowskiej” Ukrainie, skoro ponad 70 proc. poparcia w wyborach prezydenckich dostaje polityk mówiący zwykle po rosyjsku i nieukrywający żydowskiego pochodzenia. Pojawia się jednocześnie propaganda o niedemokratycznej „juncie kijowskiej”. Co to za „junta”, która przeprowadza prawdziwie wolne wybory, po czym je przegrywa?