W niezapomnianym serialu „Alternatywy 4” w reżyserii Stanisława Barei jest taka scena, gdy tow. Winnicki Jan słyszy, jak dysydent prof. Dąb-Rozwadowski mówi przez telefon do któregoś ze współpracowników o prowokacji. „Ja bardzo przepraszam, panie profesorze, że się wtrącam, ale ja myślę, że z tymi prowokacjami to trzeba by ostrożnie. Wie pan, to się tak mówi. Na przykład kiedyś w jednej fabryce oddział zgłosił się na ochotnika, żeby uporządkować salę na sesję. Wszyscy zaczęli krzyczeć: prowokacja, prowokacja! A oni przyjechali, poustawiali krzesła, posprzątali i poszli” – uspokaja Winnicki.
Przypomniała mi się ta scena po manewrach „Zapad-2017”. Miała być prowokacja militarna, a nic się nie stało. Cóż, swoje zrobiła obecność wojsk NATO na wschodniej flance. Choćby z tego powodu atak na Polskę czy kraje bałtyckie był i tak mało prawdopodobny. Trzeba się jednak wciąż przyglądać, co się teraz będzie działo z Białorusią. Zobaczymy, czy wszystkie rosyjskie wojska wysłane na manewry opuszczą Białoruś. Zobaczymy, jak w następnych miesiącach będzie postępował Aleksander Łukaszenka. Dopiero wtedy będzie można w pełni ocenić, jaki był cel i efekt tych manewrów.