Były senator PO zatrzymany razem z innymi ludźmi z Work Service. O polityku i biznesmenie pisała "Gazeta Polska"

CBA i CBŚ zatrzymały właśnie byłego senatora Tomasza M. i inne osoby z branży outsourcingowej. Razem z nim zatrzymano byłych członków władz założonej przez niego firmy Work Service - Iwonę Sz. i Tomasza H. A także Macieja W., szefa Konfederacji Lewiatan, który do 2019 r. był prezesem Work Service. "Tomasz M., były senator Platformy Obywatelskiej, zasiada w radzie nadzorczej spółki, która należy do konsorcjum – zwycięzcy przetargu polskiej ambasady w Kijowie na obsługę wydawania wiz na Ukrainie. Tymczasem w Szczecinie toczy się śledztwo w sprawie, w którym pojawia się postać M. Obejmuje zarówno polityczną przeszłość, jak i zawiadomienie żony dawnego polityka. Kobieta oskarża męża m.in. o doprowadzenie przemocą do obcowania płciowego. Tomasz M. zaprzecza wszelkim zarzutom" - pisała rok temu "Gazeta Polska".

Arkadiusz Markowicz, CC BY-SA 4.0 <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0>, via Wikimedia Commons

Zespół prasowy CBA poinformował, że zatrzymano ich w związku z postępowaniem dotyczącym wielomilionowych wyłudzeń z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych i Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w latach 2010-19.

"Funkcjonariusze CBA i CBŚP zatrzymali na polecenie Prokuratury Regionalnej w Szczecinie byłych członków spółek z branży outsourcingowej. Wśród zatrzymanych jest między innymi były senator RP Tomasz M."

- podał zespół.

Jak ujawnił Michał Rachoń, w ramach tej samej sprawy zatrzymano też m.in. przewodniczącego Rady Nadzorczej Orange Polska i prezydenta konfederacji Lewiatan Macieja W., który do 2019 r. był prezesem Work Service.

Maciej W. został zatrzymany w hotelu w Jelitkowie - dowiedział się portal Niezalezna.pl.

O senatorze Tomaszu M. wielokrotnie pisała "Gazeta Polska". Poniżej publikujemy tekst z sierpnia 2021 r.


W lipcu „Gazeta Polska” informowała, że miesiąc wcześniej rozstrzygnięto przetarg na obsługę procesu wydawania polskich wiz na Ukrainie oraz tzw. małego ruchu granicznego. Ambasada RP kierowana przez Bartosza Cichockiego wybrała ofertę konsorcjum, którego liderem jest TLScontact. Partner tej firmy to m.in. spółka Personnel Service SA, a w jej radzie nadzorczej zasiada Tomasz M. – były senator Platformy Obywatelskiej.

Kontrowersje po przetargu

„Sęk w tym, że firma Personnel Service SA, która ma współuczestniczyć w procesie wydawania wiz dla Ukraińców, specjalizuje się jednocześnie w... kompleksowej rekrutacji pracowników dla przedsiębiorstw w Polsce. W tym także osób z Ukrainy. (…) Sytuacja, w której firma kontraktuje pracowników, a jednocześnie odpowiedzialna jest za procedury wizowe, wydaje się oczywistym konfliktem interesów”

– podkreślał w „Gazecie Polskiej” Grzegorz Wierzchołowski. A w zeszłym tygodniu portal Niezależna.pl ujawnił nowe informacje. „Dziś przegrali z konsorcjum związanym z byłym senatorem PO, wcześniej padli ofiarą »czarnej kampanii«, która była na rękę spółkom kremlowskiego oligarchy remontującego Tu-154 nr 101. Międzynarodowa VFS Global, która została niedawno wyeliminowana z procesu wydawania polskich wiz na Ukrainie, wcześniej podpadła firmom kontrolowanym przez Olega Dieripaskę” – pisał Grzegorz Wierzchołowski.

Śledztwo w Szczecinie

Ustaliliśmy również, że Prokuratura Regionalna w Szczecinie – we współpracy z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym – prowadzi śledztwo, w którego aktach pojawia się postać Tomasza M. Trzeba podkreślić, że jest to postępowanie w sprawie, a więc nikt nie usłyszał zarzutów. Sprawdziliśmy, jakich wątków dotyczy postępowanie. I otrzymaliśmy odpowiedź: 

„I. Przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przez funkcjonariusza publicznego w związku z przygotowaniem projektu ustawy z dnia 19 grudnia 2008 r. [wówczas M.był senatorem – przyp. red.] o postępowaniu kompensacyjnym w podmiotach o szczególnym znaczeniu dla polskiego przemysłu stoczniowego;
II. Udzielania w okresie od 2011 r. daty bliżej nieustalonej do co najmniej 2016 r. ustalonym osobom pełniącym funkcje publiczne, w związku z pełnieniem funkcji publicznej, korzyści osobistych i majątkowych w postaci m.in. pieniędzy, wartościowych przedmiotów takich jak sprzęt elektroniczny i alkohol, oraz zatrudniania osób najbliższych związanych ze wskazanymi osobami pełniącymi funkcje publiczne w oparciu o fikcyjne umowy, w tym umowy o pracę, umowy o świadczenie usług ze spółkami należącymi do ustalonej grupy kapitałowej”.

Sygnatura wskazuje, że śledztwo trwa od trzech lat. „Prowadzone jest w sprawie, w jego toku prokurator nie wydał postanowienia o przedstawieniu konkretnym osobom zarzutów. Śledztwo, ze względu na jego zakres, wciąż jest na etapie gromadzenia materiału dowodowego” – potwierdził „GP” prokurator Marcin Lorenc z Prokuratury Regionalnej w Szczecinie. W tym postępowaniu pojawia się jednak jeszcze jeden wątek.

Zarzuty żony

Prokurator Lorenc:

„Ponadto do śledztwa połączono śledztwo dotyczące znęcania się psychicznego i fizycznego w okresie od 2013 r. daty bliżej nieustalonej do dnia 14 grudnia 2017 r. w Warszawie nad osobą pozostającą w związku małżeńskim oraz doprowadzenia jej przemocą do obcowania płciowego”.

Zawiadomienie w tej sprawie złożyła żona byłego senatora Ewa M. (proces rozwodowy trwa od kilku lat). Oboje są w ostrym konflikcie. O jego kulisach „Gazeta Polska” po raz pierwszy pisała latem 2018 roku. Od tamtej pory nie udało się załagodzić sporu, wręcz przeciwnie, eskaluje on. W minionym tygodniu skontaktowaliśmy się z Ewą M. „Nie mogę udzielać informacji na temat postępowań ze względu na tajemnicę śledztwa, jednakże mam nadzieję, iż sprawa zakończy się niebawem i sprawiedliwości stanie się zadość” – przekazała nam Ewa M.

Konflikt pomiędzy małżonkami skutkuje różnymi zawiadomieniami do prokuratur. Niektóre postępowania zostały umorzone lub wydano postanowienie o odmowie wszczęcia, inne są otwarte. Jak przekazał nam prokurator Lorenc, z postępowania Prokuratury Regionalnej w Szczecinie wyłączono kilka wątków dotyczących rozmaitych zarzutów sfery prywatnej wysuwanych przez obie strony i przekazano je do prowadzenia przede wszystkim warszawskim prokuraturom.

Co powiedział M.?

Skontaktowaliśmy się z pełnomocnikami Tomasza M. i otrzymaliśmy oświadczenie. Sprowadzało się do stwierdzenia, że nasza publikacja będzie wkraczać w sferę życia prywatnego ich klienta, a ujawnienie informacji dotyczących śledztwa może naruszyć zakres jego tajemnicy. Nie będziemy cytować obszernego pisma adwokata, bo do dziennikarza „GP” zadzwonił… Tomasz M. Według byłego senatora, wspomniane przez nas postępowanie prokuratorskie jest skutkiem zawiadomień żony w reakcji na konflikt dotyczący rozdzielności majątkowej. Zaprotestował, aby opisując finał przetargu ws. wiz, wykorzystywać jego prywatne sprawy. Chociaż w rozmowie z naszym reporterem sam poświęcił im sporo uwagi.

A dlaczego śledztwo szczecińskiej prokuratury trwa tak długo? W jego ocenie, to skutek zawiadomień kierowanych przez żonę, liczonych już w dziesiątkach. – Jest tam nawet morderstwo. To tak, żebyście mieli świadomość, z kim po drugiej stronie macie do czynienia – stwierdził były senator. – Ja w tej sprawie jestem ofiarą, a nie krzywdzącym – dodał.

M. twierdzi również, że postępowanie dotyczące ustawy stoczniowej także jest efektem zawiadomienia żony. – Wydano już setki tysięcy złotych na prowadzenie tego śledztwa, które nie ma najmniejszego sensu, bo oparte jest na kłamstwie – przekonuje. – Proszę wierzyć, cokolwiek o mnie napiszecie, nie zatrzyma to postępowania przetargowego ambasady dotyczącego wiz. Co najwyżej, wyrzucą mnie z rady nadzorczej – zakończył.
 

 



Źródło: niezalezna.pl

 

Grzegorz Broński,Grzegorz Wierzchołowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo