„Boję się, jak każdy”. Działaczka kazachskiej opozycji jedzie z misją mediacyjną do swojej ojczyzny [NASZ WYWIAD]

Boję się, jak każdy normalny człowiek, ale obawiają się też moi rodacy, kiedy wychodzą na protesty - przyznała w rozmowie z Niezalezna.pl prezes stowarzyszenia Wspólnota Kazachska i działaczka opozycji kazachskiej za granicą Balli Marzec, która wybiera się w najbliższych dniach do ogarniętej chaosem ojczyzny z misją mediacyjną. Zaapelowała też o wsparcie do polskich władz: „Polska ma moralne prawo i obowiązek, by zabierać głos w temacie Kazachstanu, bo tam mieszkają tysiące Polaków zesłanych w czasach stalinowskich” – podkreśliła Marzec.

Prezes stowarzyszenia Wspólnota Kazachska Balli Marzec
youtube.com/print screen/@Balli Marzec


Przemysław Obłuski: Złożyła pani dzisiaj wizytę w ambasadzie Republiki Kazachstanu w Warszawie, aby poinformować o misji mediacyjnej, z jaką wybiera się pani do swojej ojczyzny. Jak przebiegała rozmowa z panem ambasadorem Alimem Kirabayevem?

Balli Marzec: Przyszliśmy, żeby zapytać co się dzieje w Kazachstanie, bo docierają do nas informacje, że giną ludzie w czasie pokojowych protestów; że tysiące ludzi wyszło na ulice, sprzeciwiając się polityce prowadzonej przez obecną władze – to było pierwsze pytanie do ambasadora. Drugie dotyczyło obecności w Kazachstanie wojsk obcych państw w ramach ODKB (Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym). Pytaliśmy jak długo oni tam będą. Trzecie pytanie związane było z wysłaniem przez opozycję Kazachstanu za granicą obserwatora, który też mógłby prowadzić negocjacje między władzą i protestującymi. Pan ambasador, mimo, że jest zajęty i miał jechać właśnie na spotkanie do (polskiego) MSZ, znalazł czas, żeby porozmawiać z nami.

Ambasador powiedział nam, że nie ma kontaktu z prezydentem Kazachstanu Tokajewem [Kasym-Żomart Tokajew-red.], bo nie ma łączności. W Kazachstanie odłączono nie tylko internet, ale też telefony i jest on w tym momencie izolowany od świata.

Nie był w stanie powiedzieć nam ilu ludzi zostało dotychczas zabitych wśród protestujących, ale poinformował, że zginęło już 18 policjantów. My wiemy, że oficjalne źródła w Kazachstanie podają liczbę 45 ofiar (wśród protestujących), ale ta liczba jest z pewnością zaniżona, bo władze kazachskie w czasie poprzednich protestów nie mówiły prawdy.

Pamiętam, w Żanaozeniu [kaz: Жаңаөзен-red.] w 2011 r., kiedy zginęły setki ludzi, władza podała też, że zginęło ok. 45 osób. Później ludzie znajdowali trupy zakopane w ziemi. Odpowiadając na pytanie o obce wojska ODKB, które przylatują do Kazachstanu i już tam są, ambasador powiedział, że przecież Polska też ma na granicy z Białorusią obce wojska. Na moją uwagę, że Polska jest w NATO i bazy NATO są w Polsce oficjalnie za zgodą narodu, ambasador odpowiedział, że „Polska ma NATO, a my mamy ODKB”. A przecież umowa w ramach ODKB przewiduje pomoc tylko w sytuacji zagrożenia z zewnątrz.

Dowiedzieliśmy się dzisiaj, że tymi „pokojowymi” siłami ODKB będzie kierował rosyjski generał, Andriej Sierdiukow, który w 2014 r. dowodził w operacji krymskiej. To by mogło wskazywać, że Kreml się szczególnie przykłada do tej „bratniej pomocy”.

My dostaliśmy informacje, że te siły ODKB będą użyte tylko do ochrony obiektów strategicznie ważnych, że nie będą użyte przeciwko narodowi kazachskiemu, przeciw protestującym. Ale to jest oficjalne stanowisko władz, a oni już tam są. Docierają do nas informacje, że naród kazachski jednym głosem mówi – „nie” dla obcych wojsk na ziemi kazachskiej. Uważamy, że Tokajew powinien im „podziękować” i powiedzieć, że mają się wynosić z terytorium Kazachstanu.

Dla usprawiedliwienia misji ODKB, w rosyjskich i kazachskich mediach rządowych pojawiła się narracja o rzekomym inspirowaniu i wspieraniu protestów ze strony Zachodu, który miałby w ten sposób odwracać uwagę Rosji od Ukrainy, poprzez jej zaangażowanie w Kazachstanie. Mówi się wprost o „terrorystach” inspirowanych przez USA. Jak pani to skomentuje?

Prezydent Tokajew rzeczywiście powiedział, że to są terroryści, a przecież wiadomo, że protestuje naród, zwykli obywatele. Mówi, że ci „terroryści” są uzbrojeni i strzelają w Ałma-Acie, a ja pytam: gdzie dowody? Nie ma zgody na strzelanie z ostrej amunicji do bezbronnych ludzi, co zdarzyło się wczoraj wieczorem.

Żadne tłumaczenie władzy, że to są „terroryści” nie tłumaczy zabijania i udziału w tych strzelaninach wojsk obcych państw. To co oni mówią o inspiracji Zachodu, to nieprawda.

Naród kazachski interesuje się tym co dzieje się w Kazachstanie. Te demonstracje, te protesty, nie zostały zorganizowane z powodu sytuacji na Ukrainie. Ludzie protestują dlatego, że władza kolejny raz podniosła ceny i ludzie już nie mieli z czego żyć. To było wszystko spontaniczne. Zachód, ani nikt inny nie miał tu nic do powiedzenia. Naród wyszedł sam na te protest, nawet nie opozycja je zorganizowała. 

Na początku ludzie wyszli spontanicznie na ulice w Żanaozeniu tam gdzie wydobywa się gaz, bo ten gaz zdrożał im dwukrotnie. I mimo, że to oni ten gaz wydobywają, nie było ich na niego stać. Później dołączały inne miasta w geście solidarności z protestującymi w Żanaozeniu i władza cofnęła tę podwyżkę, a nawet obniżyła cenę gazu w tym mieście. Wtedy ludzie doszli do wniosku, że jak władza obniża tam cenę, to niech obniży też w całym kraju. I cały naród początkowo wyszedł na ulice z żądaniami ekonomicznymi, a kiedy władza się ugięła doszły żądania polityczne. Ludzie chcą, żeby ten kat „krwawy Nazarbajew” [poprzedni prezydent Kazachstanu 81-letni Nursułtan Nazarbajew-red.] ustąpił, bo on rządzi nadal, mimo, że formalnie nie zajmuje żadnych stanowisk w Kazachstanie. Wiemy z nieformalnych źródeł, że wyjechał z Kazachstanu z całą swoją rodziną i wcale nie do Rosji, jak Janukowycz [Wiktor, były prezydent Ukrainy-red.] Okazuje się, że wyjechał do któregoś z państw arabskich.

Pani mówiła, że apelujecie do władz Kazachstanu, żeby nie strzelać do protestujących, tymczasem prezydent Tokajew w dzisiejszym przemówieniu do narodu oznajmił, że wydał siłom bezpieczeństwa i armii rozkaz strzelania do protestujących bez ostrzeżenia tak, aby zabić. To wygląda na eskalację.

Nie ma zgody na strzelanie do ludzi. Być może on tak mówi, żeby zastraszyć naród kazachski, tego nie wiemy, ale apelujemy do prezydenta Kazachstanu, żeby zamiast strzelać do narodu, usiadł i rozmawiał z protestującymi. My, jako opozycja za granicą, żądamy też wyprowadzenia wojsk obcych państw z terytorium kazachskiego.

Nasz naród sam sobie poradzi ze swoimi problemami. Wysyłamy do Kazachstanu swojego przedstawiciela – będę nim właśnie ja – żeby na miejscu rozmawiać z władzą, namawiać do negocjacji i do dialogu z protestującymi.

Poinformowałam dzisiaj ambasadora o mojej misji i on powiedział, że mogę jechać bez wizy, bo obywatele państw UE od 1 stycznia nie muszą jej posiadać przy wjeździe do Kazachstanu.

Czy nie obawia się pani tego wyjazdu?

Boję się, jak każdy normalny człowiek, ale obawiają się też moi rodacy w Kazachstanie, kiedy wychodzą na te protesty. Jednak ktoś musi powiedzieć dość, żeby nie ginęli ludzie, żeby przywołać władzę do dialogu. My, kazachska opozycja żyjąca za granicą, chcemy być w tej sprawie pośrednikami. Wiem, że naród posłucha nas, bo ma szacunek do opozycji i władza dzięki temu ma szansę, by skorzystać z naszej mediacji. W kraju opozycjonistów już nie ma, albo nie żyją, albo siedzą w więzieniach.

Co dla narodu kazachskiego może na gruncie politycznym zrobić UE i Polska?

Polska ma moralne prawo i obowiązek, by zabierać głos w temacie Kazachstanu, bo tam mieszkają tysiące Polaków zesłanych w czasach stalinowskich.

Tam nie ma tysiąca Amerykanów, tam nie ma tysiąca Francuzów, ale Polacy tam są. I dlatego Polska w tej sprawie w Europie i na całym świecie ma specjalny status, by interesować się i wpływać na to co dzieje się w Kazachstanie.

Prosimy polskie władze, żeby skorzystały z tej – powiedziałabym – prerogatywy. 



W niedzielę wybuchły w Kazachstanie gwałtowne protesty, które były początkowo skierowane przeciwko wzrostowi cen paliw, a potem przybrały charakter polityczny. Podczas demonstracji wykrzykiwano hasła przeciwko poprzedniemu prezydentowi, 81-letniemu Nursułtanowi Nazarbajewowi, od którego według protestujących Tokajew przejął obowiązki szefa państwa tylko formalnie. 

Protestujący w Kazachstanie domagają się również reform politycznych, w tym zapewnienia wolności słowa oraz wolności działalności partii politycznych, a także reprezentacji w ka-zachskim parlamencie.

Rosja postanowiła wysłać do Kazachstanu swoje siły zbrojne w ramach tak zwanej „misji pokojowej”.

 


Źródło: niezalezna.pl

Przemysław Obłuski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo