Do incydentu doszło w niedzielę 19 maja. Według świadków, z którymi rozmawiał "ND", pani prezydent w towarzystwie kilku osób chciała wejść na teren ogrodu, ale nie miała biletu. Pan z obsługi nie chciał jej wpuścić, argumentując, że nie ma takiego zapisu w regulaminie, który uprawniałby taką darmową wizytę. Na to ona odparła, że jest prezydentem Warszawy i może wejść - czytamy w "ND".
Ponadto Gronkiewicz-Waltz miała zagrozić pracownikowi ogrodu, że jeśli nie wpuści jej za darmo, będzie w jego sprawie „interweniować u samego dyrektora”. Wystraszony strażnik w końcu ustąpił pani prezydent.
Hanna Gronkiewicz-Waltz nie odpowiedziała na pytania "Naszego Dziennika" w tej sprawie. Elżbieta Grygiel z muzeum w Wilanowie potwierdziła jednak fakt incydentu. Wyjaśniła, że strażnik, który nie chciał wpuścić Hanny Gronkiewicz-Waltz do ogrodu, wykonywał swoje obowiązki właściwie i zachował się w sposób zgodny z procedurami postępowania z osobami nieposiadającymi biletu wstępu. Był przy tym uprzejmy, ale jego zdecydowana postawa wobec prezydent stolicy spotkała się z „pewnym niezadowoleniem” Gronkiewicz-Waltz.