Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Szpitale przestają płacić za krew. "To przepis na krach systemu ochrony zdrowia"

Problemy finansowe szpitali destabilizują publiczną służbę krwi. Zobowiązania za 2025 r. wobec 21 regionalnych centrów krwiodawstwa i krwiolecznictwa to ok. 100 mln zł i wciąż rosną, ponieważ szpitale nie płacą RCKiK za krew, nie mając pieniędzy z NFZ. – Brak terminowych płatności wpływa negatywnie na płynność finansową RCKiK i może zagrażać stabilności ich funkcjonowania – mówi Wojciech Wiśniewski, ekspert FPP. – Brak środków dla centrów krwiodawstwa to przepis na krach systemu ochrony zdrowia i zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa – komentuje Janusz Cieszyński, były wiceminister zdrowia.

Codzienna” dotarła do danych, jakie centra udostępniły Federacji Przedsiębiorców Polskich. Wynika z nich, że łączne należności wobec RCKiK to około 100 mln zł, przy czym najgorsza sytuacja jest w trzech regionach: na Mazowszu, Śląsku i w Lubelskiem. Warszawskie centrum czeka na ponad 20 mln zł, katowickie na ponad 10 mln, a lubelskie na ponad 14 mln zł.

Zagrożona płynność RCKiK

Te liczby pokazują mechanizm zatorów płatniczych, jakie powoduje brak pieniędzy z NFZ. W tym przypadku ten mechanizm ma bardzo groźne skutki dla całego systemu ochrony zdrowia i przede wszystkim może mieć fatalne skutki dla pacjentów. Część podmiotów leczniczych nie reguluje w terminie należności wobec placówek publicznej służby krwi. Zaległości dotyczą przede wszystkim szpitali znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej. Brak terminowych płatności wpływa negatywnie na płynność finansową RCKiK i może zagrażać stabilności ich funkcjonowania

– mówi Wojciech Wiśniewski, ekspert ds. ochrony zdrowia Federacji Przedsiębiorców Polskich.

W przypadku systemu krwiodawstwa jest on w sensie prawnym służbą, w odróżnieniu od placówek ochrony zdrowia, które mogą być prywatne, publiczne, podporządkowane samorządom czy resortom itd. W przypadku krwiodawstwa jest to sieć placówek pod nadzorem ministra zdrowia i tworzy „publiczną służbę krwi”. W sensie ekonomicznym funkcjonuje jak sieć usługodawców, która zapewnia innym podmiotom leczniczym zaopatrzenie w krew i pochodne. Realizuje także szereg zadań wobec pacjentów, np. rozwozi leki chorym na hemofilię. Środki, jakie pozyskuje, to właśnie opłaty z tytułu użycia preparatów krwi w procedurach medycznych, za które płaci szpitalom NFZ. Szpitale z tych środków powinny płacić centrom. Kiedy same nie mają pieniędzy, nie płacą, a centra muszą im nawet w takiej sytuacji udostępniać krew i jej preparaty.

Pieniędzy nie płacą, długi rosną

– Regionalne centra krwiodawstwa i krwiolecznictwa pełnią ważną funkcję w systemie ochrony zdrowia. Odpowiadają za pobór, przechowywanie i dystrybucję krwi oraz jej składników, dbając jednocześnie o bezpieczeństwo zaopatrzenia w krew szpitali w całym regionie. Dostępność krwi jest niezbędna do ratowania życia i zdrowia pacjentów – wykorzystuje się ją podczas operacji, transfuzji, terapii onkologicznych oraz leczenia chorób hematologicznych. Ograniczenie funkcjonowania RCKiK może mieć poważne konsekwencje dla sprawności działania systemu ochrony zdrowia, szczególnie ratownictwa medycznego i lecznictwa szpitalnego. Trzeba też pamiętać, jak ważna jest sprawność tej sieci w sytuacji katastrofy czy konfliktu zbrojnego – tłumaczy Wiśniewski.

– Dlatego nawet jeśli podmioty medyczne nam nie płacą, muszą od nas dostać krew i jej pochodne. Sytuacja, mówiąc jak najbardziej delikatnie, jest dla nas mocno niekomfortowa

– mówi „Codziennej” dyrektor warszawskiego centrum dr Dariusz Piotrowski.

20 mln, jakie ustaliła w swoich danych FPP, dotyczą 22 grudnia. – Obecnie jest to już 28 mln zł, które są nam należne ze strony podmiotów leczniczych. Jednocześnie my mamy zobowiązania wobec naszych dostawców na ok. 17 mln zł. W tej sytuacji musimy „żebrać”, to znaczy prosić o przesuwanie terminów płatności, tłumaczyć, że współpracujemy tyle lat, więc muszą chwilę poczekać. Obecnie nie ma sytuacji dramatycznej, ale chodzi o to, by nie doprowadzić do takiej, w której staniemy na skraju przepaści – mówi nam Piotrowski i tłumaczy, że koszty funkcjonowania centrum są wysokie i nie jest tak, jak czasem słyszy od ludzi ze szpitali, że „przecież krew macie praktycznie za darmo”.

– Krew trzeba pobrać, przebadać, przechować. To oznacza zatrudnianie ludzi, utrzymywanie kosztownego sprzętu, opłaty za energię, ponieważ krew i jej pochodne muszą być utrzymywane w niskiej temperaturze. Wreszcie jest to utrzymanie sieci punktów terenowych poboru. W sytuacji, w której my nie mamy odpowiedniego preparatu, korzystamy z rezerw innych centrów regionalnych i płacimy im za to. Obsługujemy 150 podmiotów leczniczych w regionie, więc cały czas musimy być gotowi na zapewnienie im krwi i pochodnych

– tłumaczy dyrektor Piotrowski.

Podkreśla, że „jest daleki od siania paniki”. – Mamy krwiodawstwo na najwyższym światowym poziomie, chętnych do oddawania krwi nie brakuje, dotychczas takich problemów nie było. Pojawiły się teraz – mówi Piotrowski.

Będzie gorzej?

Krew to jedyny lek, którego nie da się wytworzyć w fabryce. Brak środków dla centrów krwiodawstwa to przepis na krach systemu ochrony zdrowia i zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Raz zniszczonych instytucji nie będzie tak łatwo odbudować. Ten rok będzie jeszcze trudniejszy niż ubiegły i jeśli nie zostaną zaproponowane radykalne reformy, pieniądze mogą się skończyć już we wrześniu, maksymalnie w październiku – komentuje sytuację Janusz Cieszyński, poseł PiS i były wiceminister zdrowia. Przypomina, że budżet na zdrowie na ten rok, jaki przyjęła koalicja, zakłada dziurę w finansach NFZ na poziomie 23 mld. – Do tego trzeba doliczyć około 5 mld zobowiązań z 2025 r. – dodaje Wojciech Wiśniewski.

Dyrektorzy szpitali, z którymi rozmawiała „ Codzienna”, nieoficjalnie nie zaprzeczali, że w sytuacji ciągłego braku środków i niepewnych perspektyw na ten rok będą kredytować działalność placówek, m.in. nie płacąc usługodawcom, w tym centrom, tak długo, jak się da. O takiej strategii przetrwania (odsuwania płatności kontrahentom) mówił m.in. szef Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Powiatowych Waldemar Malinowski.

Jednocześnie w tym roku centra czeka wzrost kosztów funkcjonowania. Chodzi nie tylko o rosnące koszty energii, ale także podwyżki płac pracowników. Centra i ich personel są objęte ustawą podwyżkową, co do której rząd nie przeprowadził żadnej reformy.

W zaistniałej sytuacji 16 stycznia w sprawie funkcjonowania centrów zbierze się Podzespół ds. Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa, działający przy Trójstronnym Zespole ds. Ochrony Zdrowia. Posiedzenie zostało zwołane nie przez resort zdrowia, ale przez Federację Przedsiębiorców Polskich po analizie danych otrzymanych od RCKiK.

Źródło: Gazeta Polska Codziennie, niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane