Marszałek Senatu Tomasz Grodzki odpierał dziś zarzuty dotyczące oskarżeń o przyjmowanie łapówek w czasie, gdy pracował jako lekarz. Podczas konferencji prasowej ujawniona została lista osób, które zostały pozwane przez marszałka Grodzkiego, padały nawet stwierdzenia, że to "zamach na konstytucyjny organ państwa".

Podczas konferencji prasowej marszałek Grodzki puścił nagranie, na którym wypowiadać ma się jego pacjent. Starszy mężczyzna mówi, że przyszła do niego osoba, która oferowała mu 5 tysięcy złotych w zamian za napisanie oświadczenia o tym, że marszałek Grodzki przyjmował od niego pieniądze na leczenie. "Pan Staszczyk", jak nazywał go Tomasz Grodzki, nie zgodził się na tę propozycję i miał powiadomić o tym samego profesora, obecnie marszałka Senatu.

Dziś, powołując się na Radio Szczecin, informowaliśmy już o Tadeuszu Staszczyku. Mężczyzna w przeszłości pracował, najpierw w Urzędzie Bezpieczeństwa, później w Służbie Bezpieczeństwa. Pisał o swojej żonie, że ta ma wrogi stosunek do obecnej rzeczywistości, co spotyka się z jego niezadowoleniem.

Dziś na antenie Telewizji Republika padły kolejne informacje nt. „człowieka honoru” Tomasza Grodzkiego.

„Miałem dziś okazję przejrzeć akta osobowego tego byłego funkcjonariusza UB. Jako młody człowiek zatrudnił się w Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w 1950 roku. Pracował tam przez 7/8 lat. Później został funkcjonariuszem Służby Bezpieczeństwa. Tę funkcję pełnił do 1980 roku” - mówił Tomasz Duklanowski w programie Telewizji Republika „Dziennikarski Poker”.

Miał bardzo dobrą opinię w Służbie Bezpieczeństwa. Był oddany, rozwijał się… To pozwoliło mu na awans. Najpierw był oficerem operacyjnym. Prawdopodobnie zajmował się werbowaniem i inwigilowaniem Żołnierzy Wyklętych, być może ich przesłuchiwał… Potem został oficerem szkoleniowym

- mówił Duklanowski w rozmowie z red. Tomaszem Sakiewiczem.

Odnosząc się do zarzutów prof. Grodzkiego, jakoby świadkowie zeznający o wręczonych łapówkach byli anonimowi, dziennikarz zapewnił, że osoby, z którymi rozmawia, „mają twarze, nie są cieniami”.

Dysponuje ich imionami i nazwiskami. Są to osoby wiarygodne. Jedna z nich wykonuje zawód zaufania społecznego. Nigdy wcześniej nie były karane. Co ważne, nie były UB-ekami ani SB-kami. Dla mnie ich wiarygodność jest 100-procentowa

- tłumaczył.


Do dzieła! Marszałek Grodzki bez koperty jest jak Wałęsa bez kuponów totolotka, Kwaśniewski bez flaszki albo Tusk bez Angeli Merkel, jednym słowem czuje się nieswojo bez czegoś, co dotąd towarzyszyło mu w życiu. W najbliższym, środowym wydaniu tygodnika "Gazeta Polska" znajdą Państwo specjalną kopertę, którą można wysłać Tomaszowi Grodzkiemu.