W minionym tygodniu informowaliśmy, że największym beneficjentem z listy projektów przewidzianych do realizacji programu SAFE w zakresie produkcji kluczowej amunicji jest prywatny podmiot - spółka Polska Amunicja. Kieruje nią były poseł KO i kandydat do parlamentu z jej list Paweł Poncyljusz.
Nasz portal dotarł kolejnych informacji. Okazuje się, że spółki państwowej Polskiej Grupy Zbrojeniowej na produkcję amunicji 155 mm mają w ramach SAFE otrzymać około 800 mln euro. W przeciwieństwie do spółki kierowanej do Poncyljusza, już ją wytwarzają i mogą wytwarzać jeszcze więcej.
Więcej w tekście: Afera SAFE: 800 mln dla PGZ, 2,3 mld dla prywatnego podmiotu. Kto zarobi na polskich pociskach?
Do naszych ustaleń odnieśli się dziś posłowie Prawa i Sprawiedliwości w trakcie konferencji prasowej.
Nie ma naszej zgody na to, żeby firemka "krzak", na której czele stoi były poseł KO Paweł Poncyliusz, czyli kumpel Cezarego Tomczyka i Donalda Tuska, żeby otrzymała 10 mld zł na produkcję amunicji
- mówił poseł PiS, Janusz Kowalski.
Wipler ujawnił szokujące szczegóły
Członek sejmowej komisji obrony narodowej, Przemysław Wipler (Konfederacja) na antenie Radia Wnet przekazał szokujące informacje, co do programu SAFE. Powiedział, kiedy członkowie komisji obrony narodowej mogli zapoznać się z listą projektów.
Warto w tym kontekście przypomnieć, że kilka dni temu, inny członek tej samej komisji - Andrzej Śliwka (PiS) na antenie Republiki ujawnił, iż ambasador Niemiec - Miguel Berger dużo wcześniej znał "tajną listę", podczas gdy nawet polska opinia publiczna nie wie, na co tak dokładnie Polska zaciąga kredyt.
Posłowie Komisji Obrony Narodowej, w której ja pracuję, dostali możliwość zapoznania się z listą tych projektów wysyłanych do Brukseli dwa dni przed komisją sejmową, na której mieliśmy o tym dyskutować. Dostaliśmy jeden egzemplarz kilkuset stronnicowego dokumentu w języku angielskim. Minister odpowiedzialna za ten program przekazała nam, że w ogóle nie powstała wersja w języku polskim. To kilkaset stron w bardzo technicznym języku angielskim
– mówił Wipler.
To jednak nie wszystko...
Jak ujawnia polityk, "tylko kilku (posłów z komisji - red. dop.) miało szansę się z nim (dokumentem) zapoznać, bo jak ktoś usiadł, to czytał to kilka godzin. I w takim trybie tajny dokument przyjeżdża do Sejmu dwa dni przed dyskusją na temat tego, od kogo i co mamy. I to jest tajne, nie można o tym mówić, by pan, panie redaktorze, nasi słuchacze nie mogli się dowiedzieć, co dokładnie i od kogo mamy kupić. I później wychodzi, że 10 mld zł ma dostać spółka kierowana przez polityka PO, w której rząd oddał właśnie połowę udziałów za 2 mln złotych".