A jednak ci wszyscy Polacy, doświadczający największych przegranych, upokorzeń i trudów, zsyłani w deportacjach na daleką Syberię, zamykani w łagrach i więzieniach, mordowani przez NKWD dziesiątkami tysięcy w katyńskim ludobójstwie czy też i wcześniej, zabijani przez Niemców, zamykani w obozach koncentracyjnych, chwytani w łapankach, bici, głodzeni – w końcu jednak odnajdywali w sobie jakąś siłę niezwykłą, by z tego wszystkiego dźwignąć się i walczyć. Gdzie były i są źródła tej siły?
Z pewnością jednym z zasadniczych jej fundamentów było wychowanie. Wychowanie w domu rodzinnym i w szkole polskiej – w których budowano nie tylko wiedzę, ale też lepiono ducha młodzieży. Gdzie się oko nie przyłoży, do któregokolwiek z wielkich naszych antenatów, bohaterów walk o niepodległość i wolność, czy to w dobie pierwszej, czy
drugiej wojny światowej, czy za czasów komuny, to odnajdujemy ten sam kamień węgielny, na którym stoi duchowa konstrukcja moralna Polaka – bohatera walk o wolność.
Jest nim wychowanie na podstawie historii, języka polskiego i kultury. Tam znajdziemy i Traugutta, i Piłsudskiego, i Dmowskiego, i żołnierzy Andersa, i Powstańców Warszawskich. Solidarność wydawała znaczki pocztowe, specjalne karty i pieczątki, druki poświęcone powstaniom, walkom o wolność, wielkim naszym przodkom. To było potrzebne i ważne.
Minęła właśnie, w „wolnej Polsce”, DWUSETNA ROCZNICA urodzin ostatniego dyktatora Powstania Styczniowego, bohatera narodowego, Romualda Traugutta. Owszem, wspomniano o tym lokalnie, tu i ówdzie napomknięto w mediach społecznościowych, pojawił się artykuł w „Gazecie Polskiej”, ale… dlaczego poza tym było cicho? Jak mamy budować Polskę silną, gdy osuwamy się w słabość? Czy nic nas nie uczą upadki minionych wieków?