W najbliższą niedzielę mieszkańcy Krakowa staną przed decyzją, która może wstrząsnąć polityczną mapą drugiego największego miasta w Polsce. 24 maja odbędzie się referendum, w którym krakowianie zdecydują, czy ze stanowiskiem pożegna się prezydent Aleksander Miszalski oraz czy rozwiązana zostanie obecna rada miasta. Eksperci nie mają wątpliwości - głosowanie zapowiada się emocjonująco, a wszystko może rozstrzygnąć się na ostatniej prostej.
Klucz do całego referendum to frekwencja. Aby głosowanie miało moc prawną, musi w nim wziąć udział odpowiednio duża liczba krakowian.
W przypadku odwołania prezydenta Miszalskiego do urn musi pójść co najmniej 158 555 mieszkańców Krakowa. To minimum 3/5 liczby osób, które głosowały w drugiej turze wyborów prezydenckich w 2024 roku. Z kolei aby skutecznie odwołać radę miasta, wymagana jest jeszcze wyższa frekwencja - minimum 179 792 wyborców.
Te liczby pokazują, jak wysoko ustawiona jest poprzeczka. W praktyce do urn musi udać się około 27 procent uprawnionych do głosowania krakowian. Historia polskich referendów lokalnych pokazuje, że osiągnięcie takiej frekwencji jest trudne - ale nie niemożliwe.
Szczegóły w artykule: Ważą się losy Miszalskiego i rady miasta. Już za tydzień referendum w Krakowie
Portal Gazety Krakowskiej poinformował ostatnio, iż radni z Koalicji Obywatelskiej i Nowej Lewicy w Krakowie wystraszyli się konfrontacji z opozycją przed referendum i... zbojkotowali nadzwyczajną sesję Rady Miasta Krakowa, przez co nie mogła się odbyć.
Nie pojawił się również prezydent Aleksander Miszalski. Ostatecznie sesja nadzwyczajna została uznana za niebyłą. Po chwili chaosu i cyrków z wyłączaniem transmisji zdecydowano o organizacji spotkania z mieszkańcami. Ale niesmak pozostał...
- brzmi fragment publikacji.
"Prowadzi zakrojoną akcję propagandową"
Dziś rano na antenie TV Republika gościł Jan Hoffman, pełniący funkcję przewodniczącego rady dzielnicy Stare Miasto w Krakowie, inicjator referendum w Krakowie.
W jego ocenie - "prezydent Miszalski prowadzi zakrojoną akcję, taką propagandową - w moim odczuciu. Znacząco zwiększył nakład gazetki miejskiej, prowadzi też inne działanie - de facto za publiczne pieniądze. Ławki dialogu to koszt kilkunastu tysięcy miesięcznie. Spotyka się z mieszkańcami, mówi jakim to dobrym jest prezydentem, zniechęca do tego referendum. Istotne, moim zdaniem, jest jednak nie to, co mówi i robi, a to czego nie mówi i czego nie robi".
Odnosząc się do ostatnich wydarzeń, kiedy to radni koalicji zbojkotowali nadzwyczajną sesję Rady Miasta Kraków, na chwilę przed referendum, Hoffman ocenił: "wszyscy widzieliśmy te obrazki, wszyscy widzieliśmy, jak słabo to wyglądało i punktów politycznych prezydentowi Miszalskiemu to nie nabijało".
Moim zdaniem, otoczenie prezydenta Miszalskiego dokładnie miało świadomość, jak będzie to wyglądać. Uznali jednak, że polityczna cena jest niższa do zapłacenia niż jakby pokazali ten plan. My go pewnie poznamy w przyszłym tygodniu. Zresztą, oni w zasadzie bez ogródek mówią, że nie pokazują tego ze względu na referendum, że ten projekt od miesięcy jest gotowy. Doszło nawet do tego, że zrywając sesję, zaplecze prezydenta Miszalskiego powiedziało, że zrobią sesję w środę - na spokojnie, po referendum. Gdyby okazało się tak, że rada miasta się utrzyma, prezydent też, wtedy mieszkańcy poznają plan ogólny i się pewnie chwycą za głowy, jak zobaczą, co tam jest, co im zaplanowano. A to nie jest jakiś tam dokumencik urzędowy, który trzeba uchwalić. Jest to coś, od czego będzie zależał rozwój miasta Krakowa na następne 20 lat do przodu. Na podstawie tego planu zostaną pewnie ramy planistyczne określone - gdzie można budować, gdzie nie można.
– tłumaczył.
Dodał również, "ciekawe przede wszystkim jest to, że nie jest to kwestia radykalnej zmiany politycznej w Krakowie, bo sondaże pokazują, że jeśli chodzi o rozkład poparcia dla partii politycznych, to wielkiego wahnięcia nie ma. Jest jednak ogromna utrata zaufania do Aleksandra Miszalskiego, bo jest złym prezydentem. Począwszy od kwestii wizerunkowych - tańców na dachu, potrafił wyjść w trakcie Juwenaliów i wypiąć pewną część ciała w kierunku studentów. Coś, do czegoś tutaj w Krakowie nie przywykliśmy, ale i jest niespotykane w innych miastach. Ja takich obrazków raczej nie widziałem...".
W niedzielę referendum. Miszalski produkuje się na X
W piątek, tuż przed referendum ws. swojego odwołania, prezydent Krakowa Aleksander Miszalski opublikował długi wpis, w którym przekonywał, że kampania referendalna przerodziła się w brutalną polityczną walkę.
Polityk KO ocenił, że zamiast „obywatelskiego ruchu” doszło do „bezpardonowej - daleko wykraczającej poza granice etyki i ludzkiej przyzwoitości - kampanii politycznej”. Jak stwierdził, stoi za nią „osobliwa koalicja partii opozycyjnych i ludzi niezwykle zdeterminowanych do objęcia władzy”, wymieniając m.in. Łukasza Gibałę, Barbarę Nowak, Prawo i Sprawiedliwość, Konfederację, Grzegorza Brauna czy Konrada Berkowicza.
„Ciężko nie oprzeć się wrażeniu, że referendum stało się poligonem, w którym nie chodzi o Kraków, a o wielką politykę i rozhuśtanie ogólnopolskich emocji”
– napisał Miszalski.
Jednocześnie próbował przekonywać, że ostatnie tygodnie były dla miasta „ważnym czasem dialogu”, wskazując m.in. na organizowane przez siebie „Ławki Dialogu”, spotkania z mieszkańcami i debaty online. „Paradoksalnie to był dobry czas dla Krakowa” – ocenił.
Urzędujący jeszcze prezydent Krakowa zaznaczył również, że chciałby „dokończyć swoją kadencję i rozliczyć się z mieszkańcami za 3 lata w trakcie wyborów”, a skuteczne referendum oznaczałoby dla miasta „chaos i stagnację”. Według niego nowe wybory mogłyby opóźnić ważne inwestycje oraz zmiany w mieście. „To w dużej mierze nie jest przecież walka o lepszy Kraków, a o ‘wywrócenie stolika’” – przekonywał.
Na końcu wpisu Miszalski wprost zaapelował do mieszkańców o bojkot referendum. „Jedyny sposób, żeby referendum odwoławcze okazało się nieskuteczne to niska frekwencja” – podkreślił. „Dlatego proszę nie bierzcie udziału w tym referendum. Poczekajcie z oceną mojego urzędowania do wyborów” – dodał.
Kampania referendalna dobiega końca. Przyszedł czas podsumowań. Nie wiem jak Wy, ale ja mam poczucie, że w tym czasie w Krakowie toczyły się dwie równoległe kampanie.
— Aleksander Miszalski (@Miszalski_) May 22, 2026
Jedną prowadzili inicjatorzy referendum i ta kampania wyraźnie zmieniła swój pierwotny charakter. Miała być… pic.twitter.com/UeVmMTjFHH