Jak ustalił nasz portal, z przeprowadzonych w ostatnich kilkunastu miesiącach symulacji ewakuacji Warszawy na wypadek wojny lub głębokiego kryzysu płynie przerażający wniosek: sprawna ewakuacja stolicy jest skrajnie niemożliwa. Informację tę potwierdziliśmy w trzech niezależnych źródłach.
"Głównym winowajcą paraliżu, który grozi niemal dwumilionowemu miastu, jest postępująca elektryfikacja miejskiej floty autobusowej. Co gorsza, instytucjonalna schizofrenia władz i unijne przepisy sprawiają, że odsetek bezużytecznych w czasie wojny „elektryków” będzie tylko rósł" - pisze red. Grzegorz Wierzchołowski.
Szczegóły w tekście: UJAWNIAMY. Ewakuacja Warszawy skrajnie niemożliwa. Głównie przez autobusy elektryczne
"Skutków nikt nie przewidział"
O ustalenia naszego portalu, red. Michał Rachoń zapytał swojego rozmówcę - Przemysława Wiplera z Konfederacji.
Po pierwsze - obyśmy nigdy nie musieli ewakuować Warszawy. Po drugie, należy zakładać, że może będziemy musieli ją ewakuować. Tego rodzaju procedury, tego rodzaju działania przygotowuje się na czas, kiedy trzeba to wdrożyć, zrobić. Cały pomysł tej elektromobilności to jest pomysł wielkiej transformacji, której skutków militarnych, skutków dla obrony, obrony cywilnej również - nikt nie przewidział. Moim zdaniem jest to pole do rewizji. Mocno się tym nie przejmuję, ponieważ uważam, że w obecnym kształcie jest to coś, co się bardzo słabo przyjmuje - mówię o elektrykach. Widzę, że wszystkie prognozy dotyczące sprzedaży czy liczby sprzedawanych samochodów elektrycznych były radykalnie przeszacowane. To jest jednym z powodów gigantycznych problemów ekonomicznych europejskich koncernów samochodowych.
– mówił polityk na antenie Republiki.
Wipler odniósł się także do zapowiedzi niemieckiego kanclerza, który wielokrotnie przekonywał, że będzie trzymał się założeń związanych z unijną polityką klimatyczną.
"Kanclerz Merz może mowić sobie, że będzie się trzymać polityki klimatycznej i że jej nie skoryguje. Ale jeśli tego nie zrobi, to nie będzie Audi, nie będzie BMW, nie będzie tego, co jest "perełką" niemieckiej gospodarki, czyli całego przemysłu motoryzacyjnego, co uderza też w Polskę, bo jesteśmy ogromnym podwykonawcą różnych elementów i podzespołów potrzebnych do produkcji. I tu polscy przedsiębiorcy mają ten sam problem i ten sam interes, co niemieccy przedsiębiorcy. Trzeba znieść ten gorset, który zabija jednych i drugich. Który doprowadza do tego, że padną fabryki europejskich samochodów, a w ich miejsce będą samochody z Dalekiego Wschodu, z którymi próbuje się walczyć" - zaznaczył poseł Konfederacji.
Poinformował również, że złożył interpelację do ministerstwa obrony narodowej - dotyczącej bezpieczeństwa i elektryków.
Jeżeli MON mówi, że będzie ograniczać dostęp samochodów chińskich do jednostek wojskowych, możliwość tego, by żołnierze nimi jeździli, bo mogą mieć szpiegowskie oprogramowanie, to zadałem pytanie, co zrobimy z Volvo - które od lat jest chińską fabryką. Czy one też będą objęte. Tych kwestii, których nikt nie przemyślał dot. rewolucji od paliwa (diesla, benzyny) do elektroenergetyki jest bardzo wiele. Jedną z podstawowych jest to, jak będą wyglądały dochody skarbu państwa, w sytuacji w której Polacy nie będą podjeżdżać do stacji benzynowej jak do urzędu podatkowego, bo większość tego, co płacimy w tych cenach to podatek. Gdyby odbyła się faktycznie ta transformacja, nikt nie powiedział skąd my mamy tę gigantyczną część wpływów budżetowych uzupełnić.
– tłumaczył.