Urszula Dubejko obnażyła kłamstwa świadka "koronnego"
Była urzędniczka Ministerstwa Sprawiedliwości, Urszula Dubejko, zakwestionowała dziś w sądzie narrację prezentowaną wcześniej przez Tomasza M. Były urzędnik, reprezentowany przez Romana Giertycha i występujący w charakterze tzw. "świadka koronnego", przekazywał mediom nagrania, które miały ujawniać kulisy przyznawania dotacji z Funduszu Sprawiedliwości.
W trakcie rozprawy współpracująca z nim urzędniczka przedstawiła również przebieg jego kariery zawodowej. Znała go od początku pracy w resorcie, ponieważ prowadziła zajęcia w Krajowej Szkole Administracji Publicznej oraz w Instytucie Wymiaru Sprawiedliwości, gdzie był związany zawodowo.
Szczegóły w tekście: Sprawa Funduszu Sprawiedliwości. Prześladowana urzędniczka obnażyła kłamstwa świadka "koronnego"
Po rozprawie Dubejko rozmawiała z reporterem TV Republika.
Nie mogłam powiedzieć tego wcześniej i nie chciałam mimo, iż druga strona grała znaczonymi kartami, publikowali różne „wycieki”. Teraz przed sądem mogę wyjaśnić, jak było naprawdę. Mogę pokazać niekonsekwencję pewnych depozycji pana Tomasza M. Mogę pokazać nieprawdziwość pewnych stwierdzeń w akcie oskarżenia, które zawarła prokuratura. Mogę też pokazać taki paradoks, że jeśli nam prokuratura zarzuca jakieś nieprawidłowości w konkursach, gdzie komisja konkursowa miała jedynie rolę doradczą, bo dysponent dysponował środkami. Z drugiej strony ma miejsce taka sytuacja, że nie jest zakończony konkurs na Sieć pomocy pokrzywdzonym Przestępstw
– powiedziała.
"Co my robimy na ławie oskarżonych?"
Przypomniała, iż "dysponent Funduszu, pan minister Żurek podpisuje z wybranymi podmiotami umowy, to jest zaprzeczeniem prac komisji - nie ma protokołu zbiorczego z konkursu, nie ma wyłonionych wszystkich zwycięzców, a nagle dysponent podpisał z wybranymi podmiotami umowy".
Pytanie brzmi: jeśli prawdziwa jest wersja prokuratury i te konkursy mają kluczowe znaczenie, to dlaczego nie postawiła zarzutów panu ministrowi Żurkowi za przekroczenie uprawnień i podpisanie takich umów? Jeśli prawdziwa jest nasza wersja, że komisja pełni funkcję doradczą, to co my w takim razie robimy na ławie oskarżonych? Co robią na ławie oskarżonych ci urzędnicy, którzy są razem z nami oskarżeni?
– oznajmiła.
Wskazała także, że obecnie urzędnicy resortu sprawiedliwości "boją się podejmować decyzje".
Dlaczego została wyłoniona firma zewnętrzna? Dlatego, że pracownicy boją się oceniać te oferty. Wiedzą, że jak by ich nie ocenili, może się to dla nich źle skończyć. Pragnę zwrócić uwagę na osoby, które nie chcą być eksponowane publicznie. To nasi koledzy z departamentu, którzy mieli tego pecha, że oceniali tą ofertę. Tylko za to, że ją oceniali, zgodnie ze swoimi najlepszymi umiejętnościami, siedzą na ławie oskarżonych, ich życie jest zniszczone, mają pozajmowane mienie. W tej chwili panuje pat urzędniczy w Ministerstwie Sprawiedliwości
– mówiła.
W trakcie rozmowy padło także pytanie, czy była urzędniczka liczy na sprawiedliwy wyrok sądu.
Widzę, co zadziało się na naszym procesie, chociażby te kwestie związane z ławnikami. Wbrew rozumowi sercem wierzę, że wygra prawda. [...] Ja przeżywam ciężkie chwile. Borykam się z zespołem stresu pourazowego, ciężko mi się występuje publicznie. Mimo tego, robię to, aby dać świadectwo prawdzie. Ważne jest dla mnie to, iż są ze mną tutaj te osoby, te kochane panie. To jest potęga ludzi, która daje moc
– zadeklarowała.