Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Zabić bliźniaka. "Gazeta Polska": Aborcja selektywna, czyli szok kontrolowany

Sprawnie przeprowadzona prowokacja Aborcyjnego Dream Teamu na chwilę zelektryzowała kraj. Feministki miały pomóc Polce w usunięciu za granicą jednego dziecka i pozostawieniu przy życiu drugiego – bliźniaka. Szok przetoczył się w komentarzach i opinia publiczna szybko przeszła do innych tematów. Tym bardziej warto postukać w drugie dno - pisze Jakub Maciejewski w "Gazecie Polskiej".

Rozmawiam ze specjalistami: prawniczką, doktorem nauk społecznych, działaczką pro-life. Choć cała nasza czwórka uznaje usunięcie dziecka z łona matki za morderstwo, w tym wypadku grzęźniemy w pułapce zastawionej przez aborcjonistki. Mówimy o strasznej aborcji selektywnej, gdzie zabija się jednego bliźniaka w łonie matki, a zostawia przy życiu drugiego, a potem porównujemy to ze „zwykłą” aborcją.

Jaką? „Zwykłą”?!

Zarówno w wypadku aborcji selektywnej, jak i tej „zwyczajnej” zabija się dziecko, dlaczego jednak jedno morderstwo oburza bardziej niż drugie?

– Każde mordowanie dziecka jest straszne – mówi „Gazecie Polskiej” Weronika Krawczyk z Fundacji Życie i Rodzina.

– W przypadku selektywnej aborcji dochodzi jednak dodatkowy aspekt – narażanie drugiego dziecka na ogromne ryzyko, podobnie jak samej matki, bo taka procedura może prowadzić do bardzo poważnych komplikacji. Zresztą każda aborcja niesie za sobą ryzyko powikłań, choć środowiska proaborcyjne często temu zaprzeczają. Tutaj mamy jednak także do czynienia z rozdzielaniem bliźniąt. Badania pokazują, że bliźnięta mają między sobą wyjątkowo silną więź emocjonalną. Dziecko odczuwa już od 6. tygodnia życia płodowego – bliźnięta czują swoją obecność, dotykają się, są ze sobą związane jeszcze w łonie matki.

Weronika Krawczyk zasłynęła tym, że skazano ją za nazwanie aborcjonistą lekarza, który... przeprowadzał aborcje. Mimo sądowego nakazu nie przeprosiła lekarza – sprawa odbiła się szerokim echem, a prezydent Nawrocki zdecydował się kobietę ułaskawić. Wcześniej Krawczyk odrzuciła propozycję lekarza o przeprowadzeniu aborcji z powodu (niesłusznego, jak się okazało) podejrzenia, że dziecko będzie miało zespół Downa. Kobieta więc nie tylko jest działaczką pro-life, ale też dała świadectwo swoich wartości. O aborcji selektywnej mówi więc z głębokim przekonaniem: – W tym przypadku jedno z dzieci zostało zabite poprzez podanie chlorku potasu do serca, co prowadzi do zawału serca. To potworna zbrodnia. Nie tylko cierpi dziecko, które jest zabijane, ale obok znajduje się jego brat lub siostra. Są też badania wskazujące, że nawet jeśli ocalałe dziecko nie pamięta świadomie tego wydarzenia, może przez całe życie odczuwać pustkę. To nie jest – jak próbują przedstawiać aktywistki – „łatwo, szybko i bezboleśnie” – mówi.

Mamy więc do czynienia z nową przesłanką zabijania dziecka – nie ze względu na schorzenie, nie z powodu niechcianej ciąży, ale wtedy, gdy przyczyną jest niechciane dodatkowe dziecko. – W tej sytuacji nie było nawet mowy o chorobie czy innych przesłankach medycznych. Po prostu matka zgłosiła się dlatego, że nie spodziewała się bliźniąt – zaznacza z przejęciem pani Weronika. Dodaje też nowy wątek. – Myślę też o konsekwencjach dla dziecka, które przeżyje. Jeśli taki człowiek po latach dowie się, że jego brat albo siostra zostali wybrani do śmierci, a on „wylosowany” do życia, może pojawić się u niego ogromne poczucie winy. Gdybym jako osoba dorosła dowiedziała się o czymś takim od własnej matki, pojawiłyby się we mnie złość, brak zrozumienia, ale przede wszystkim ogromne poczucie winy, że to ja przeżyłam – podsumowuje.

Łamanie prawa – i co z tego?

Aborcjonistki pochwaliły się więc kolejną szokującą akcją, choć jest to ewidentne łamanie prawa. – W wypadku selektywnej aborcji przestępstwem z całą pewnością jest już pomoc w dokonaniu aborcji – mówi Katarzyna Gęsiak, prawniczka z Instytutu Ordo Iuris. – Tego rodzaju pomoc jest karalna na mocy polskiego Kodeksu karnego. Aktywistki organizacji aborcyjnych, które udzielają takiej pomocy, wykonują bez względu na to, jakie przepisy obowiązują w państwie, do którego wyjeżdża kobieta. W związku z tym osoby organizujące i świadczące pomoc w aborcji w Polsce powinny podlegać odpowiedzialności karnej – stwierdza. Ordo Iuris zamierza złożyć zawiadomienie do prokuratury, ale pewność siebie działaczek z Aborcyjnego Dream Teamu pozwala przypuszczać, że nie spadnie im włos z głowy. Gęsiak sama przyznaje, że może tu decydować polityka, a nie prawo. – To, czy prokuratura podejmie działania, jest już inną kwestią. W mojej ocenie często decydują tu względy niemerytoryczne i polityczne – komentuje.

Mamy więc sytuację, w której jakaś kobieta ma przez całe życie patrzeć na jedno swoje dziecko ze świadomością, że z tej samej ciąży zabiła drugie – być może nawet identyczne, jednojajowe. Żywe dziecko będzie więc żywym wyrzutem sumienia. 

Doktor Piotr Guzdek, zajmujący się m.in. bioetyką i antropologią rodziny, patrzy na ten przypadek także jako obserwator ruchów proaborcyjnych. – Mam poważne wątpliwości, czy wydarzenie relacjonowane przez aktywistów Aborcyjnego Dream Teamu w ogóle miało miejsce – mówi „Gazecie Polskiej”.

– Z pewnością jednak ma propagandowy charakter. Ewidentnie środowiska proaborcyjne zmierzają do otwarcia kolejnej odsłony dyskursu aborcyjnego w Polsce. Tak przygotowuje się grunt pod rozmowy o legalizacji nowej formy aborcji – wybiórczej. 

Nieograniczone żądania

Ogłoszenie przez aborcjonistki brutalniejszej wersji usunięcia ciąży nie jest pojedynczym przypadkiem, ale konkretnym procesem, który ma swój cel.

– W ten sposób aktywiści dążą do przygotowania opinii publicznej na nową eskalację swoich żądań – legalizacji aborcji selektywnej z przyczyn społecznych

– tłumaczy dr Guzdek.

– Przez ostatnie trzy lata aktywiści mocno podnosili kwestię zagrożenia zdrowia psychicznego matki i niepomyślnej diagnozy prenatalnej. Obecnie medialnie neutralizują aborcję „na żądanie” (z tzw. przyczyn społecznych) w przypadku prawidłowo rozwijających się bliźniąt.

Doktor Guzdek zna metody aborcjonistów i jasno tłumaczy, o co tutaj naprawdę chodzi. – Taka prowokacja ma pokazać, że środowiska aborcyjne nie zaakceptują innego stanu prawnego, jak tylko legalizującego aborcję nieograniczoną jakimkolwiek kryterium. Jest także wtórny motyw tej prowokacji – wywołanie poczucia bezkarności wśród osób zaangażowanych w proceder nielegalnej aborcji, w tym zwłaszcza tych prowadzących w sieci handel środkami do aborcji chemicznej – wyjaśnia.

Choć aborcja jest plagą ludzkości od zawsze („spędzanie płodu” było stosowane już w starożytności), to jednak usuwanie tylko jednego z bliźniaków jest możliwe dzięki nowszej technologii, zwłaszcza że pojawia się to częściej przy zapłodnieniu in vitro. W artykule „Ciąża w wersji dwa minus jeden” w „The New York Times” z sierpnia 2011 roku podkreślało się właśnie ten aspekt usuwania dziecka. Niektóre kobiety długo starały się o dziecko, za pomocą metody in vitro pojawiły się bliźniaki, co często było efektem „ponadplanowym”, zatem „nadmiar” usuwano. Ostatecznie w mainstreamie zachodniej medycyny argument, że dziecko usuwa się „dla wygody” czy „ze względów społecznych”, jest wystarczający – ale w 2011 roku jeszcze wywołał szok. 

I dziś też nie ma wątpliwości, że szokowanie społeczeństwa ma na celu oswajanie nas z jeszcze bardziej radykalnymi postulatami, ale też wywołanie moralnego zamętu. Nawet wśród ludzi obeznanych z tematem – jak trójka moich rozmówców – nie da się uniknąć poczucia, że ta „selektywna” aborcja jest bardziej mroczna, gorsza, przy której „zwykła” aborcja wydaje się wariantem łagodniejszym i cywilizowanym. I nawet my – choć rozumiemy się w zupełności – rozgraniczamy zabicie dziecka nienarodzonego na złe i jeszcze gorsze. Morderstwo bliźniaka wpędza nas w moralne i językowe zakłopotanie, bo skala aborcyjnego okrucieństwa zdaje się nie mieć końca. 

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska