Przed warszawskim sądem doszło do złożenia wyjaśnień w sprawie związanej z Funduszem Sprawiedliwości. Była urzędniczka resortu sprawiedliwości Urszula Dubejko obnażyła przed sądem tezy, które kolportował Tomasz M. Reprezentowany przez Romana Giertycha były urzędnik resortu sprawiedliwości występując jako "świadek koronny", przekazywał mediom m.in. sensacyjne nagrania, na których miały być omawiane sposoby przyznawania dotacji z Funduszu Sprawiedliwości.
Pracująca z nim urzędniczka opowiedziała przed sądem ścieżkę kariery Tomasza M. Znała go od początku jego pracy, ponieważ była jedną z osób, które wykładały w Krajowej Szkole Administracji Publicznej i Instytucie Wymiaru Sprawiedliwości.
W ramach kursu Pracownia Liderów Prawa Dubejko prowadziła jako urzędnik KPRM zajęcia ze struktury służby cywilnej. - Już wtedy Tomasz M. dał się poznać jako osoba bardzo zaangażowana w kreację swojej kariery zawodowej, chętna do podejmowania wyzwań i pokazania się z jak najlepszej strony - mówiła.
W KSAP Dubejko była przewodniczącą komisji naukowo-dydaktycznej, która oceniała studentów i słuchaczy. - Mogłam zaobserwować profil motywacyjny Tomasz M. i wyrobić sobie opinię na jego temat. Już wtedy uważałam, że jego priorytetem jest zrobienie kariery i posługuje się w tym celu postawą dostosowawczą. Inaczej mówiąc - jest koniunkturalistą i stara się w jak największym stopniu wkupić w łaski osób, które ocenia, że mogą mieć pozytywny wpływ na rozwój jego kariery - opisała Dubejko.
Zablokowała szybki awans
Przyznała, że podczas stażu w departamencie Funduszu Sprawiedliwości starał się zasłużyć w jej oczach, "jak również w oczach ministra Romanowskiego, z którym miał bezpośredni kontakt". Po zakończonym okresie M. złożył ofertę właśnie to ich departamentu.
- Minister Romanowski chciał, żeby Tomasz M. został zastępcą dyrektora departamentu FS. Ja wtedy pełniłam funkcję dyrektora. Nie zgodziłam się na to i powiedziałam ministrowi, że M. nie jest dojrzały do roli i pełnienia funkcji zarządczej zarówno jeśli chodzi o zadania, jak i o zarządzanie ludźmi. Postawiłam sprawę na ostrzu noża mówiąc, że nie wyobrażam sobie współpracy z Tomasze M. na poziomie zastępcy dyrektora. Natomiast mogę sobie wyobrazić jego prace na niższym stanowisku, bo wiem, że realizował swoje zadania z zaangażowaniem podczas stażu. Tak też się stało. M. otrzymał stanowisko urzędnicze naczelnika wydziału organizacji i promocji z dwoma podległymi mu osobami
- wyjaśniła była urzędniczka departamentu.
Dodała, że z relacji Marcina Romanowskiego i innych osób wie, że M. miał do niej pretensje, o to, że "zablokowała jego karierę i że nie został od razu zastępcą dyrektora". Co więcej, miał on się usilnie starać o zastąpienie jej na dyrektorskim stanowisku. - Robił wszystko, żeby nim (dyrektorem-red.) zostać. Łącznie z tym, że aby mieć bezpośredni dostęp do ministra, zapisał się do wspólnoty religijnej, w której on był - przyznała Dubejko.
Szczególnie bolesny cios
Podkreśliła, że działa M. skłoniły ją do zmiany pracy. Gdy tylko o tym poinformowała swoich współpracowników, "Tomasz bardzo zabiegał, abym rekomendowała go na stanowisko, które opuszczam". Mimo jej negatywnej rekomendacji minister Romanowski zdecydował się na mianowanie M. dyrektorem Departamentu Funduszu Sprawiedliwości.
Jak wyjaśniła Dubejko, Tomasz M. nie zrezygnował dobrowolnie ze swojego stanowiska, a został o to poproszony przez swoich przełożonych w związku z utratą zaufania. - Wówczas zostałam poproszona o powrót na stanowisko dyrektora przez ministra Romanowskiego, co M. postrzegał jako szczególny cios mu zadany - dodała.
Podczas składania wyjaśnień omówiła szczegółowo kwestię oceny oferty Fundacji Profeto. Przytoczyła sprzeczne ze sobą fragmenty zeznań Tomasza M. podczas przesłuchania przez ABW i jego częste zmiany zdania, co do faktów i zarzutów przez niego formułowanych.