Katarzyna Kuczyńska-Budka z Koalicji Obywatelskiej, prezydent Gliwic prywatnie żona Borysa Budki, europosła KO nie zapłaciła gliwickiemu restauratorowi za posiłki diety pudełkowej, które ten dla niej przygotowywał jeszcze w trakcie kampanii wyborczej. Łukasz Smerkowski wycenił je na 400 zł.
"Odbijałem się, jak od ściany"
- Gdybyśmy się chcieli policzyć, wtedy z moją koleżanką, tak jak z innymi klientami, to byłaby to kwota rzędu kilku tysięcy - mówi nam pan Łukasz, dodając:
Koszt takiego jednego dania wyniósłby ok. 100 zł. Ja umówiłam się z panią Kuczyńską-Budką, że zapłaci tylko za produkty, moja praca była gratis, dlatego zaproponowałem 22 zł za jeden posiłek. To była trudna dieta do zbilansowania pod względem biochemicznym, posiłki były przygotowywane specjalnie dla pani Katarzyny. Pani Kuczyńska-Budka nie zapytała ani razu, ile jest mi dłużna. Potem kontaktowałem się z nią kilkakrotnie, wysyłałem wiadomości tekstowe, dzwoniłem. Odbijałem się, jak od ściany. Zdenerwowałem się i zrobiłem pierwsze w życiu wystąpienie w mediach społecznościowych na ten temat. Tu mamy chyba do czynienia z arogancją, butą. To karygodne.
"Poczułem się, jak złoczyńca"
Pan Łukasz jest nadal członkiem Koalicji Obywatelskiej, choć już chce ugrupowanie opuścić. Był gościem ostatniej sesji Rady Miasta w Gliwicach, siedział na miejscu dla widzów. Milczał. Nie komentował niczego. Mimo to w sali pojawili się strażnicy miejscy, a pod budynkiem 2 radiowozy policji.
- Poczułam się, jak złoczyńca - dodaje Łukasz Smerkowski. - Strażnicy miejscy stali 3 metry ode mnie i ciągle na mnie patrzyli, a po 15 minutach trwania sesji, podszedł do mnie mój kolega dziennikarz i powiedział: "Łukasz na dole pytała o ciebie policja. Wtedy, poczułem się, jak złoczyńca do sześcianu". Mało tego, gdy na ulicy spotykam moich kolegów partyjnych, nadal należę do KO, odwracają głowę na mój widok. To wszystko, tylko dlatego, że upomniałem się o moje pieniądze.
Przewodnicząca klubu KO i Nowy Ratusz od sprawy się odcina
O komentarz poprosiliśmy Dariusza Kopcia, rzecznika prasowego prezydent Katarzyny Kuczyńskiej-Budki, ale nabrał wody w usta. Nina Drzewiecka, radna, przewodnicząca klubu KO i Nowy Ratusz, którzy rządzą w Gliwicach od sprawy się odcina.
- Jako przewodnicząca klubu radnych KO i NR wypowiadam się w kwestiach dotyczących spraw, którymi zajmuje się Rada Miasta - stwierdziła radna Drzewiecka. - Nie widzę uzasadnienia do komentowania prywatnych wypowiedzi czy twierdzeń konkretnego mieszkańca, jeżeli nie były one przedmiotem prac rady i nie odnosiły się do jej decyzji. A strażnicy miejscy rutynowo zabezpieczają nie tylko obrady, ale również Urząd Miasta. Dbają o porządek i bezpieczeństwo radnych oraz mieszkańców – to standardowa praktyka. Sugestie, że ich obecność była związana z konkretnym uczestnikiem obrad, są nieuprawnione ponieważ, tak jak na każdej sesji, byli obecni do końca obrad, a wspomniany pan Smerkowski opuścił je po około 30 minutach.
Zupełnie inaczej na zachowania Katarzyny Kuczyńskiej-Budki patrzy radny Olaf Pest z Prawa i Sprawiedliwości, który jest opozycyjny wobec rządzącej w mieście Koalicji.
"Pani prezydent mogłaby pokryć sporną kwotę z podwyżki"
Pan europoseł Borys Budka zarabia 70 do 100 tys. zł miesięcznie (wartość z dietami), pani prezydent Kuczyńska-Budka ma maksymalne wynagrodzenie – około 20 tys. zł miesięcznie. Teraz dostała podwyżkę od swoich radnych na sesji Rady Miasta o 1070 zł, brutto miesięcznie. Restaurator jest dalej członkiem KO i był jej hojnym darczyńcą. Wpłacił na kampanię pani prezydent 60 tys. zł. Ta kwota 400 zł, którą pani prezydent jest winna, to nie jest duża suma dla małżeństwa zarabiającego tak dużo. Pani Kuczyńska-Budka mogłaby ją pokryć z podwyżki, którą właśnie dostała. A, to jest uregulowanie swoich zobowiązań. Jeżeli ktoś nie chce zapłacić 400 zł za usługę, czy produkt z którego skorzystał, a próbuje pouczać inne osoby, jak należy postępować, uważa się za osobę etyczną, dobrze wychowaną i wszystkowiedzącą, to jest to zaskakujące...
– mówi w rozmowie z Niezalezna.pl radny Pest.
- A, co do sesji i udziału w niej Straży Miejskiej, tego nigdy wcześniej nie było, żeby strażnicy byli w pełnym uzbrojeniu - w formie patroli interwencyjnych - dziwi się Pest. - Pani Kuczyńska-Budka przekazała prezydium, że poprosiła o wejście na salę Straży Miejskiej, motywując to obawą o własne bezpieczeństwo, chociaż pan Smerkowski nie przeszkadzał w prowadzeniu obrad i niczego nie komentował. Mimo, to jego obecność wyraźnie się nie spodobała - zakończył.