Jak już pisaliśmy, Marek Woch, który kandydował w ubiegłorocznych wyborach na urząd prezydenta RP, poinformował o piśmie, które wpłynęło z Państwowej Komisji Wyborczej do jego komitetu wyborczego. PKW (konkretnie KBW - red.) wzywa w nim m.in. do przekazania informacji w zakresie źródeł finansowania programów telewizyjnych, w tym także debat prezydenckich realizowanych przez TV Republika.
Obserwuj nas w Google News. Kliknij w link i zaznacz gwiazdkę
Pisma - nie tylko do Wocha. Trzaskowski musi się tłumaczyć
Jak się okazuje, analogiczne pisma z pytaniami o różne aspekty kampanii otrzymali wszyscy zarejestrowani kandydaci i ich komitety. To standardowa procedura przed przyjęciem w PKW sprawozdań finansowych komitetów.
Pytania otrzymali też współpracownicy Rafała Trzaskowskiego i Karola Nawrockiego. Pytania nie dotyczą tylko debat i sposobu ich przeprowadzenia. W wypadku Trzaskowskiego chodzi również o potencjalne, nielegalne finansowanie reklam uderzających w innych kandydatów w internecie.
15 maja portal Wirtualna Polska poinformował, że Fundacja Akcja Demokracja była związana z produkcją internetowych spotów wyborczych promujących Rafała Trzaskowskiego, na które wydano setki tysięcy złotych. O możliwej ingerencji w wybory alarmowała dzień wcześniej państwowa Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa (NASK).
Najpierw instytut NASK wydał nie tylko spóźnione, ale i absurdalne oświadczenie, z którego wynikało, że kampania hejtująca Nawrockiego i promująca Trzaskowskiego, realizowana za ogromne i nie wiadomo czyje pieniądze, szkodzi tak naprawdę... temu drugiemu. Potem opublikował szereg twierdzeń, zdementowanych niemal od razu przez koncern Meta, właściciela Facebooka. A następnie NASK ukrył przed dziennikarzami i opinią publiczną raport ustalający, kto mógł stać za nielegalną hejterską kampanią.
Misja obserwatorów wyborów w Polsce OBWE opublikowała oświadczenia o swoich wstępnych ustaleniach i wnioskach. W dokumencie kilkukrotnie zwrócono uwagę na podmioty o nieznanym źródle finansowania, które prowadziły w internecie kampanię na rzecz Rafała Trzaskowskiego. Jako przykład wymieniono organizację Akcja Demokracja, która opłaciła 600 cyfrowych billboardów, czy też firmę Fat Frogs Media, która wykupiła reklamy w Google na łączną kwotę 131 tys. zł, a także facebookowe profile Wiesz Jak Nie Jest oraz Stół Dorosłych.
Od 16 kwietnia do 14 maja profile Wiesz Jak Nie Jest oraz Stół Dorosłych wydały łącznie około 500 tys. zł na reklamy promujące Rafała Trzaskowskiego, a jednocześnie wymierzone przeciwko Nawrockiemu oraz przeciwko Sławomirowi Mentzenowi.
OBWE wyraziła zaniepokojenie reakcją władz na reklamy promujące Trzaskowskiego. W oświadczeniu podkreśla, że wątpliwości budzi sposób, w jaki instytucje publiczne zajęły się przypadkiem wspomnianych reklam.
Wp.pl kilku źródłach potwierdziła że firma Estratos z kapitałem austriackim stoi za nielegalnymi reklamami politycznymi dotyczącymi wyborów prezydenckich w Polsce. Większościowym udziałowcem Estratosa jest fundusz Higher Ground Labs Fund III LP, powiązany z amerykańską Partią Demokratyczną.
Sprawą zajmuje się prokuratura – póki co nie przedstawiła dotychczasowych wyników prac. Podobnie jak ABW.
TVP w likwidacji podczas kampanii udostępniała swoje materiały za bardzo niskie stawki komitetowi Rafała Trzaskowskiego. Ten wykorzystywał je w mediach społecznościowych i materiałach wyborczych. Współpraca na zasadach umowy licencyjnej trwała przez całą kampanię - od lutego do końca maja 2025. Dokumenty, do których dotarliśmy, obejmują większość spotkań i konwencji Trzaskowskiego, również debatę w Końskich. Zapytaliśmy rzecznika KBW czy również ta sprawa jest przedmiotem badania i pytań tej instytucji. Czekamy na odpowiedzi.
Komitet Nawrockiego też złożył wyjaśnienia
Pytania od KBW otrzymał także komitet Karola Nawrockiego. Chodzi w nich m.in. o emisję przez Telewizję Republika przez 2,5 miesiąca kampanii prezydenckiej blisko 1,5 tys. spotów po, co sugerowała Wp.pl, niskiej cenie. Stacja działała tu zgodnie z prawem. Prezes zarządu i redaktor naczelny Telewizji Republika Tomasza Sakiewicz powiedział, że ceny wynikały z troski przede wszystkim nie o spółkę, a o budżet kandydatów w wyborach prezydenckich. Sakiewicz stwierdził też, że stacja zachowała zasadę równości.
"Wszystkie komitety, które chciały się reklamować, dostały identyczną ofertę. Ostatecznie zdecydowały się dwa. Gdyby były inne, dostałyby taką samą cenę. Cena była tak skalkulowana żeby było stać każdego kandydata i to był główny cel"
– podkreślił Sakiewicz w odpowiedzi dla WP.pl.