W cieniu kłamstwa
Po napaści Rosji na Ukrainę świat zaczął dostrzegać rzecz dla nas oczywistą – że 10 kwietnia 2010 r. mogło dojść i zapewne doszło do zamachu, za który odpowiedzialne są władze Federacji Rosyjskiej.
Po napaści Rosji na Ukrainę świat zaczął dostrzegać rzecz dla nas oczywistą – że 10 kwietnia 2010 r. mogło dojść i zapewne doszło do zamachu, za który odpowiedzialne są władze Federacji Rosyjskiej.
„WP” podała nazwy części firm, które miały kupować zboże z Ukrainy. Wyszło na to, że polskich rolników oszukali głównie inni rolnicy. Najczęściej ci, którzy protestowali przeciwko tzw. piątce dla zwierząt. „WP” próbuje temu nadać konotacje polityczne, jednak to tylko część prawdy.
Do zespołu, który ma się zająć kredytowaniem odbudowy Ukrainy po zniszczeniach wojennych, Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBRD) wyznaczył cztery osoby: dwóch Rosjan, Bułgara i Węgierkę. Jeden z najważniejszych bankowców ukraińskich skomentował to następująco: „To tak, jakby do odbudowy za międzynarodowe pieniądze Polski po II wojnie światowej wyznaczyć Niemca i Austriaka” (jako historyk przypomnę, że procentowo najliczniej reprezentowaną nacją w administracji i wśród kapo w niemieckich obozach śmierci byli Austriacy)!
Według amerykańskich przecieków Egipt szykował się do dostarczenia Rosji 40 tys. rakiet oraz innych materiałów wojskowych. Zgodnie z zaleceniem prezydenta Abdela Fattaha al-Sisiego cały transport egipskiej broni dla Putina miał być utrzymany w tajemnicy, aby „uniknąć problemów z Zachodem”.
Ostatnie tygodnie przed świętami Wielkanocy przyniosły medialną burzę z udziałem przerażonych publicystów i zatroskanych autorytetów. Pierwszym akordem tej polityczno-moralnej paniki był tzw. sondaż obywatelski, którego wyniki „Gazeta Wyborcza” ogłosiła tuż przed pierwszym dniem wiosny. Badanie pokazało dość słabą kondycję opozycji, a wszyscy zgodnie uznali, że jego celem nie było przedstawienie autentycznych nastrojów wyborczych, a wsparcie, wymuszenie wręcz, realizacji postulatu jednej listy wyborczej Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, Polski 2050 i PSL. Efektem ubocznym było odkrycie, że poza głównym sporem w siłę rośnie Konfederacja, a za nim poszło pytanie, skąd wziął się ten problem klasy politycznej i co można z nim zrobić.
W Azji Środkowej trwa wielki geopolityczny mecz, w którym ścierają się wpływy Rosji, Chin, Turcji, Iranu oraz szeroko rozumianego Zachodu. Sytuacja jest dynamiczna i można zaryzykować tezę, że powoli – może nazbyt powoli – kończy się około 200-letni okres, w którym dzielił tu i rządził najpierw Sankt Petersburg, a potem Moskwa.
W związku z zapowiadanym przez kraje OPEC ograniczeniem wydobycia ropy od maja do końca roku spodziewany jest wzrost cen surowca, która może przekroczyć 100 dol. za baryłkę. Ta kontrowersyjna decyzja została podjęta, jak twierdzą kraje arabskie, w związku ze spodziewaną recesją gospodarki światowej i potrzebą zachowania „stabilności rynkowej”.
Na Białorusi przeprowadzono kolejny sprawdzian gotowości bojowej wojsk. Nawet najbardziej wnikliwy obserwator tamtejszej sceny może mieć problem z doliczeniem się, który to już raz Łukaszenka „sprawdza” armię.
Najpierw niemieccy europosłowie zagłosowali za wykluczeniem tradycyjnych samochodów spalinowych (pewnie zresztą ku wściekłości niemieckich wyborców).
To, co wyprawia lewica w USA w kwestii okrutnego mordu dokonanego przez osobę transpłciową na dzieciach uczęszczających do katolickiej szkoły, to jedna z najbardziej obrzydliwych rzeczy, jakie można sobie wyobrazić.
Podczas pobytu w Warszawie prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiedział: „Zapraszamy polskich biznesmenów do aktywnego wejścia na ukraiński rynek. Kto będzie wcześniej, ten z pewnością więcej zarobi”. Oprócz wielu innych temat odbudowy Ukrainy i udział w nim Polski był ważnym punktem rozmów pomiędzy liderami obu krajów.
Socjologowie mitrężą nad polską religijnością. Martwią się „Gazeta Wyborcza”, TVN, Onet.pl i mnóstwo pomniejszych neomodernistycznych mediów. Gdyby im wierzyć, nikt już nie chodzi do kościoła w Wielkanoc. Bo obciach, bo zero prezentów, bo nikt nie wierzy w zmartwychwstanie.
Jeżeli na warszawski marsz, poświęcony pamięci papieża Jana Pawła II ktoś dojechał metrem i chciał skorzystać z windy, by z przejścia podziemnego dostać się na Rondo Dmowskiego od strony rotundy, nie miał niestety szans. Winda tego dnia nie działała, a potencjalnych pasażerów witał napis „Awaria platformy, przepraszamy”. Nie dopatrywałbym się tu złośliwości miejskich służb, prędzej rzeczy martwych. Tutaj co chwila coś nie działa, jak nie windy, to schody ruchome w metrze, mieszkańcy zdążyli się przyzwyczaić. Sam napis jednak, zdobiący banalną kartkę A4, zmusza jednak do refleksji i prowokuje sporo aktualnych, politycznych skojarzeń.
Przewodniczący Platformy nie walczy o zwycięstwo w wyborach, lecz o to, by utrzymać się na stołku we własnym ugrupowaniu.
Ostatnio z niezwykłą siłą ujawnia się pogarda polityków POstkomuny wobec polskiego społeczeństwa. Jednym z głośnych przykładów są słowa Bartłomieja Sienkiewicza o tym, że tworząc programy społeczne, Prawo i Sprawiedliwość „wyspecjalizowało się w tworzeniu marginesów społecznych” i dzięki tym programom wspiera osoby, które „biorą i nic nie dają społeczeństwu”.
W Triduum Paschalnym mało się obecnie mówi o tym, co się działo z Chrystusem po śmierci krzyżowej a przed Zmartwychwstaniem. Tymczasem spędził On ten czas nader pracowicie, zstępując do Piekieł, pokonując ponownie Szatana i wyzwalając z Otchłani nie tylko naszych cierpiących za grzech pierworodny Prarodziców, ale i np. pogańskich mędrców starożytnych.
Długo czekaliśmy na wizytę prezydenta Ukrainy w Warszawie – i ona wreszcie nastąpiła. Odbywała się w kordialnej atmosferze, która charakteryzuje stosunki obu państw: dziś są one najlepsze w historii. To bardzo dobrze, że strona polska nie zamiotła pod dywan tzw. trudnych tematów. Najwyżsi przedstawiciele Rzeczypospolitej mówili o Wołyniu i o ukraińskim zbożu. To istotne, bo umieszczając te tematy w agendzie rozmów polsko-ukraińskich, zmniejszamy możliwości Rosji gry na podzielenie nas. Nie unikając spraw trudnych czy bolesnych, tak naprawdę zabieramy amunicję Putinowi i jego propagandystom.
Gdy Moskale wprowadzili stan wojenny i usiłowali zakazać obchodów patriotycznych rocznic, Polacy stanęli okoniem.