dywersja
Ukrainiec podejrzany o przygotowanie aktu dywersji. Sąd zdecydował o areszcie
Obywatel Ukrainy Artem S., podejrzany o udział w przygotowaniu podpalenia zakładu zbrojeniowego w Rumunii, trafił na siedem dni do aresztu. W środę, 28 października, zdecydował o tym Sąd Okręgowy w Warszawie. Informację przekazała Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Mężczyzna jest poszukiwany przez Rumunię na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania. Jak podała prokuratura, nie zgodził się na wydanie go stronie rumuńskiej. Ma obrońcę z wyboru.
"Rozpoznanie lub atak na infrastrukturę w Warszawie mogły być celem zatrzymanych Ukraińców"
- Mamy do czynienia z dwoma możliwymi scenariuszami. Zatrzymani mogli być członkami grupy dywersyjnej, której celem było rozpoznanie kluczowych obiektów wojskowych i cywilnych, których w Warszawie nie brakuje lub atak na stołeczną infrastrukturę telekomunikacyjną. Mogli to być też agenci wywiadu radioelektronicznego, zajmujący się zbieraniem strategicznych informacji i przekazywaniem ich do centrali. Jedno jest pewne: nie znaleźli się w Warszawie przypadkowo – mówi w rozmowie z portalem Niezależna.pl płk Marek Utracki, były wiceszef Służby Kontrwywiadu Wojskowego (SKW).
Ze ściśle tajnego śledztwa wyciekły informacje, które pomogą wrogom. Cenckiewicz o nieodpowiedzialności służb
Ściśle tajne informacje z postępowania w sprawie sabotażu na kolei w Polsce trafiły do prasy. "Rzeczpospolita" napisała o tym, że na miejscu znaleziono odcisk palca jednego ze sprawców dywersji. Prof. Sławomir Cenckiewicz ocenił, że "zwodowanie" takiej informacji jest bardzo nieodpowiedzialnym działaniem któregoś pracownika służby, czy prokuratury. "Można być pewnym, że od tej pory wszyscy rosyjscy czy białoruscy operatorzy będą pracowali w rękawiczkach" - stwierdził w Telewizji Republika szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.