Centerius nie miał dobrego dnia. Setnik wyznaczył go, by pilnował porządku wokół skazanych na ukrzyżowanie Żydów. Gorący dzień i zbierająca się burza rozdrażniły go do reszty. Na szczęście stał daleko od miejsca kaźni. Patrzył na wściekły tłum otaczający górę Czaszki. Podobno wśród skazanych był jakiś żydowski prorok i to on wzbudzał takie emocje. Centerius razem z kilkoma żołnierzami miał sprawić, by nikt nie dostał się pod krzyże. W pewnym momencie z tłumu wyszła kobieta z młodym mężczyzną. Zagrodził im drogę. Szybko zorientował się, że to matka jednego ze skazańców. Spojrzał na jej zbolałą twarz oraz zapłakane oczy i zrobiło mu się nieswojo. Zszedł z drogi. Poszli pod sam krzyż, chyba do tego proroka.
Umierający coś próbował mówić do kobiety i towarzyszącego jej młodzieńca. Centerius stał zbyt daleko, żeby słyszeć. Zresztą i tak nie rozumiał ani słowa po aramejsku. Był tu zbyt krótko, żeby nauczyć się miejscowego języka, i miał nadzieję, że będzie na tyle niedługo, żeby się nie uczyć. Nie znosił tego kraju i gdyby nie służba w legionie, dawno by stąd uciekł. Marzył o powrocie do Rzymu, piciu wina i ucztach, na których poznawał młode dziewczęta. Najbardziej marzył o swojej ulubionej grze w kości. To przez nią musiał zaciągnąć się do armii. Pamiętał noc, kiedy obstawił cały majątek. Gra w kości go tak wciągnęła, że nie był w stanie nad sobą zapanować. W oczach został ostatni rzut. Z kubka wyleciały trzy kamienne kości. Na dwóch było sześć kółek, na jednej tylko jedno koło. Kompan wyrzucił trzy szóstki. Centerius stracił wszystko. Żeby mieć co jeść, zaciągnął się do armii. Miał dzięki temu zapewnione utrzymanie, a po szesnastu latach służby dostanie ziemię do uprawy w jednej z podbitych przez Rzym prowincji. Zamiłowania do hazardu jednak się nie wyzbył. Przegrywał cały żołd niemal zaraz po tym, jak go odbierał. Czekał, aż może kiedyś wyrzuci swoje trzy szóstki i całe jego życie się odmieni. Nigdy jednak mu się to nie udało.
Wokół krzyży zrobiło się zamieszanie. Żołnierze kłócili się o szaty skazańców. Wreszcie zaczęli je rozdzierać. Jednak wśród szat znalazła się tkana tunika. Jej rozdzierać nie było warto. Rozpadłaby się od razu. Żołnierze postanowili rzucić o nią kości. Ale kto je miał ze sobą w czasie służby? W całej kohorcie był tylko jeden, który zawsze posiadał kości do gry – Centerius.
Tym razem nie chciał w tym uczestniczyć. On, potomek znamienitej rodziny, miałby walczyć o ochlapane krwią szaty skazańca? Kości pożyczył żołnierzom. Ten, który wyrzuci w sumie najwięcej oczek, wygra. Do gry stanęło czterech. Pierwszy wyrzucił dwie dwójki i czwórkę. Drugi trzy piątki. Trzeci dwie piątki i szóstkę. Wydawał się pewien zwycięstwa. W żyłach Centeriusa na widok tej rozgrywki żywiej zaczęła krążyć krew. Przypomniał sobie te niesamowite noce w Rzymie, kiedy pełen napięcia patrzył na wylatujące z kubka kamienne kości. Czekał na rzut czwartego żołnierza. Nie musiał długo czekać. Zamieszał kubkiem. Wypadła jedna piątka i dwie szóstki. Żołnierze krzyknęli ze zdumienia. Centerius nie wytrzymał. Chwycił za kości i wrzucił je do kubka. Znowu to zdenerwowanie i radosne podniecenie, które towarzyszyło mu, kiedy stawiał cały majątek. Kości długo toczyły się po ziemi aż wreszcie ułożyły się w trzy szóstki. Nie wierzył w to, co widział. Po raz pierwszy udało się. Chwilową radość zaczęła zastępować coraz większa wściekłość. Czekał na to całe życie. Stracił, czekając na swoje szóstki, cały majątek, a teraz w tym strasznym kraju, kiedy rzucił los o brudną tunikę skazańca, doczekał się. Zabrał kości i oddał tunikę żołnierzowi, który losował przed nim.
Wkrótce wartę zmieniono. Dobrze, bo zaczęła się ulewa. Niedługo później poczuł lekkie wstrząsy. Ziemia trzęsła się coraz bardziej, aż nagle wszystko się uciszyło. Miał dosyć tego dnia. Postanowił napić się wina.
Dawno tyle nie wypił. Zresztą żołnierze, którzy byli z nim na służbie, też chcieli się pozbyć koszmarnych widoków. W nocy wszyscy byli mocno pijani. Ktoś sięgnął po kości. Na stole pojawiły się pierwsze monety. Wreszcie do gry włączył się Centerius. To znaczy chciał się włączyć, ale nie miał co postawić. Wszystko przecież przegrał wiele dni temu, a do kolejnego żołdu było jeszcze trochę czasu. Wtedy wpadł na pomysł:
– Stawiam swoje kości. Były dzisiaj szczęśliwe.
Żołnierze kiwnęli głowami. Opowieść o szóstkach Centeriusa rozeszła się szybko.
Rzucano kośćmi Centeriusa. Kto wygra, weźmie postawione pieniądze i kości. Wygrał Centerius. Z radości przez chwilę zakręciło mu się w głowie. I tym razem wypadły trzy szóstki. Wszyscy byli pijani, ale natychmiast zrobiło się cicho. Centerius chciał zgarnąć wygraną, gdy stanął jak wryty. Na stole zamiast pieniędzy i kości leżała okrwawiona tunika. Świat zawirował mu w oczach i zemdlał. Gdy się obudził, leżał w swoim łożu. Żołnierze położyli obok jego rzeczy i całą wygraną. Na wierzchu leżały kamienne kości. Wziął je do ręki i mimowolnie wypuścił. Znowu wypadły trzy szóstki. Powtórzył, trafiły się ponownie. Przypomniał sobie wtedy mijającą go zapłakaną kobietę i to, co opowiadano o proroku.
– To jakieś czary…
Wieczorem zagrał znowu. Za każdym razem wygrywał. Wypadały mu tylko trzy szóstki. Grze przyglądał się setnik. Kiedy na stole pojawiła się największa pula pieniędzy, podszedł do Centeriusa i złapał go za rękę. Setnik wręczył mu własne kości. Centerius rzucił i przegrał wszystko.
Kiedy żołnierze zobaczyli, co się stało, rozszedł się szept:
– Oszust, oszust, oszust…
Centeriusa wtrącono do lochu. Czekała go za to chłosta. Widok okrwawionej tuniki wrócił znowu.
Rano do lochu wrzucono jeszcze dwóch żołnierzy. Oskarżono ich, że zasnęli na służbie. Pilnowali grobu ukrzyżowanego proroka i ktoś wykradł ciało. Czekała ich za to, podobnie jak Centeriusa, surowa kara. Przysięgali, że widzieli, jak ktoś wychodził z grobu. Centerius jako jedyny im wierzył.
Zupełnie zapomniał o chłoście. Nie mógł doczekać się, kiedy wyjdzie z lochu. Postanowił odszukać uczniów tego proroka. Wiedział, że tym razem wygrał coś naprawdę, choć zeszłego wieczoru grał po raz ostatni.