Od sobotniego poranka trwa operacja Izraela oraz Stanów Zjednoczonych wymierzona w Iran. W wyniku ataków zginął najwyższy przywódca ajatollah Ali Chamenei oraz inni wysocy rangą przedstawiciele władz. W ramach zapowiadanego odwetu - Teheran przystąpił do ataków na bazy amerykańskie w regionie. Wybuchy słychać w wielu krajach Bliskiego Wschodu.
Polacy bez pomocy rządu
W związku z sytuacją na Bliskim Wschodzie kraje tamtego regionu zamykają przestrzenie powietrzne. Występują znaczne utrudnienia w ruchu lotniczym. Loty w regionie odwołało wielu przewoźników, w tym PLL LOT, które podjęły decyzję o zawieszeniu połączeń do Tel Awiwu (Izrael) do 15 marca włącznie oraz do Dubaju (Zjednoczone Emiraty Arabskie) i Rijadu (Arabia Saudyjska) do 2 marca.
Na miejscu pozostaje wielu Polaków, którzy nie mają możliwości powrotu do kraju. Ministerstwo spraw zagranicznych w formie "pomocy" zaoferowało drugą infolinię, która działa w wyznaczonych godzinach. Nie przewidziano jednak wysłania samolotów wojskowych, którymi polscy obywatele mogliby bezpiecznie wrócić do Polski. Zrobiły tak na przykład Czechy, które wysłały cztery samoloty do Omanu.
Trzy samoloty Boeing 737 Max polecą do Maskatu, a jeden do miejscowości Salala. W systemie Drozd, analogicznym do działającego w Polsce systemu Odyseusz, zarejestrowało się 6650 Czechów, którzy są na Bliskim Wschodzie.
Ponadto, premier Czech poinformował, iż Praga jest gotowa wysłać samoloty do Egiptu po Czechów przebywających w Izraelu, ale z uwagi na zamkniętą przestrzeń powietrzną muszą oni sami przekroczyć granicę z Egiptem. Niemożliwa jest także ewakuacja z terenu Zjednoczonych Emiratów Arabskich, gdzie według systemu Drozd jest około 3,5 tys. Czechów.
"Zostawiamy was samych sobie"
Państwo polskie mówi: nie, my Was zostawiamy samych sobie. Dałoby się bardzo dużo zrobić. Dałoby radę wysłać chociażby autobus do Arabii Saudyjskiej i tam zorganizować bezpieczny most drogą lotniczą. Tyle, że polskie państwo nic nie robi. Mija kolejny dzień. Ludzie są tam zagrożeni. Rozumiem, że polski rząd, przy tej dużej polityce przy Iranie może słabo coś zrobić, ale niech chociaż zadba o swoich obywateli. Nie potrafimy, nie chcemy zadbać o swoich obywateli, którzy tam koczują. A nawet tego nie robią. Pokazuje to bezsens działania, nieudolność tego rządu.
– komentował w programie Michała Rachonia, red. Tomasz Grodecki.
Cezary Gmyz podzielił się swoimi doświadczeniami - w związku z podróżą do Izraela w ostatnim czasie.
Wróciłem niedawno z Izraela. Jadąc tam, miałem świadomość, że z tego Izraela mogę mieć problem z powrotem. Czytałem oczywiście ostrzeżenia MSZ. Podobnie było w momencie, gdy podróżowałem do Libanu. Natomiast, tutaj mamy do czynienia z inną sytuacją. Jeżeli chodzi o kraje Zatoki Perskiej, to w stosunku do tych krajów, nie było żadnych ostrzeżeń - czy to w sprawie Dubaju, Dohy czy Kataru. Ci ludzie nie byli przez polski MSZ ostrzeżeni. Rozumiem, że ci, którzy udawali się do Libanu czy Izraela, w jakimś sensie jechali na własną odpowiedzialność, ale nie oznacza to, że należy ich porzucać. Jeżeli jednak ktoś tkwi na lotnisku w Abu Zabi, czy w Dosze, to państwo polskie ma obowiązek w tej sprawie interweniować.
– mówił dziennikarz śledczy Republiki.
Tymczasem... Tusk odpoczął
Na portalu Niezalezna.pl pisaliśmy dziś rano o zachowaniu wicepremiera, szefa ministerstwo obrony narodowej - Władysława Kosiniaka-Kamysza, który kolejny raz, w sytuacji zagrożenia, opuścił teren Polski.
Okazuje się, że czas na odpoczynek, w dobie sytuacji krytycznie ważnej dla bezpieczeństwa Polek i Polaków, znalazł też premier RP - Donald Tusk.
Media donoszą, że weekend szef rządu spędził w rodzinnym Sopocie. "Sytuacja w Polsce i na świecie wciąż jest bardzo napięta. Trwa wojna za wschodnią granicą, a opozycja krytykuje przygotowany przez rząd projekt ustawy, która ułatwi pozyskanie i wykorzystanie środków z programu SAFE. Premier Donald Tusk każdego dnia zmaga się z dziesiątkami decyzji – od bezpieczeństwa państwa, przez finanse publiczne, po trudne negocjacje międzynarodowe. W takim rytmie czasu na odpoczynek pozostaje bardzo niewiele. Mimo to w sobotę szef rządu postanowił zwolnić tempo. Ok. godziny 10:00 przed jego domem zatrzymała się rządowa limuzyna z przyciemnianymi szybami. Donald Tusk wysiadł, skinął głową funkcjonariuszowi Służby Ochrony Państwa i spokojnie wszedł do środka" - pisze "Super Express".
Donald Tusk (69 l.) w weekend rano wrócił do domu w Sopocie, aby odpocząć przez weekend od politycznych trosk. Z tej okazji do domu rodziców przyjechała córka szefa rządu i wytęsknionymi wnuczkami, aby spotkały się z dziadkiem.
— Super Express (@se_pl) March 2, 2026
Sytuacja w Polsce i na świecie wciąż jest bardzo… pic.twitter.com/O0hBuIwwaF