- W sprawie wydarzeń w Berlinie potrzebna jest interwencja natury politycznej - podkreślił Marcin Przydacz.
Sytuacja jest absolutnie niedopuszczalna. Patrząc na te obrazki, które do nas tutaj docierają, gdzie polscy obywatele są turbowani, przepychani, w sposób absolutnie nieakceptowalny traktowani przez policję niemiecką
- powiedział, zwracając się do polskich dziennikarzy.
- Wiemy, że konsulat polski już zareagował swoją obecnością tam na miejscu, ale uważamy, że w tej sprawie potrzebna jest także interwencja natury politycznej - dodał w oświadczeniu dla mediów podczas wizyty prezydenta Karola Nawrockiego na Florydzie.
- Bez względu na to, jak kto ocenia działalność tego czy innego obywatela Rzeczypospolitej, to są, panie ministrze spraw zagranicznych, obywatele Rzeczypospolitej i oni zasługują na to, aby ich wesprzeć w sytuacji, w której traktuje ich się w nieodpowiedni sposób - oświadczył prezydencki minister, zwracając się do szefa MSZ Radosława Sikorskiego. - Zwłaszcza kiedy to robi sojusznicze państwo, zwłaszcza kiedy to robi policja sąsiedniego państwa. W związku z tym ta rozmowa natury politycznej powinna się odbyć jak najszybciej - zaznaczył Marcin Przydacz.
- Dziwię się, że do tej pory MSZ nie zareagowało i dziwię się też tym różnym komentarzom, które przypominają najgorsze czasy. Komentarzom niektórych polityków związanych z koalicją rządzącą, którzy niejako cieszą się z tego, że polscy obywatele zostali pobici czy poturbowani na terytorium Niemiec. To jest rzecz absolutnie nie do zaakceptowania bez względu na to, jakie kto ma poglądy polityczne. Dla pana prezydenta to są obywatele Rzeczypospolitej, zasługują na ochronę i na odpowiednią reakcję państwa polskiego i do tego wzywamy rząd - dodał.
Clearwater. Briefing Szefa BPM Marcina Przydacza. pic.twitter.com/b9iuGMUmQB
— Kancelaria Prezydenta RP (@prezydentpl) June 17, 2026
Brutalny atak na Polaków
We wtorek w Berlinie działacze Ruchu Obrony Granic zostali pobici i skuci przez niemiecką policję, gdy chcieli ustawić krzyż przy głazie upamiętniającym polskie ofiary II wojny światowej.
Berlińska policja uniemożliwiła im to, a po trwających kilkadziesiąt minut negocjacjach i po odśpiewaniu Roty brutalnie ich zaatakowała. Część osób trafiła do szpitala.