14 maja br., krótko po godz. 9, pani Grażyna źle się poczuła – jej ciśnienie wynosiło 220/147, towarzyszył temu silny ból w klatce piersiowej. Kobieta znajdowała się wówczas przypadkowo na przystanku autobusowym tuż obok Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego w Warszawie i tam trafiła na SOR. Badania wykazały, że ma ostry zawał serca.
Lekarz, który przyjął kobietę na SOR Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego, to były już działacz Koalicji Obywatelskiej Dawid Kacprzyk, bohater afery szpitalnej, koordynator SOR w Warszawskim Szpitalu Południowym. Przez wiele godzin leczona była… wyłącznie paracetamolem. Kobieta zmarła tego samego dnia.
Wczoraj te informacje ujawnił serwis Zero.pl. To kolejny już ujawniony przez media fakt z działalności Dawida Kacprzyka. Sprawą zajmuje się prokuratura. Sam Dawid Kacprzyk nie został jednak przesłuchany ani w sprawie Warszawskiego Szpitala Południowego, ani w powyższej sprawie.
Prok. Skiba: Poczekamy
Kilka dni temu rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Skiba wyjaśniał, że Kacprzyk nie został przesłuchany, ponieważ „wiedziałby dzięki temu, jaką wiedzą procesową dysponujemy”. Mówił to w kontekście śledztw prowadzonych w sprawach Warszawskiego Szpitala Południowego.
Jako koordynator SOR w tej placówce Kacprzyk zarobił w 2025 r. ok. 1,6 mln zł. Zorganizował tam także salonik VIP i szybką ścieżkę badań bez kolejki dla działaczy KO.
Brak przesłuchania Kacprzyka przez prokuraturę skomentował w kontekście nowych informacji kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek. Jak wyjaśniał, zwłoka w przesłuchaniu Kacprzyka miałaby sens, gdyby ta sprawa była zawiła i niejednoznaczna, a tak nie jest.
– Mamy do czynienia z aferą, którą państwo również odkrywacie razem z nami od półtora miesiąca i która jest całkowicie jasna, jednoznaczna – mówił na konferencji prasowej Czarnek.
Jego zdaniem zwlekanie prokuratury nie ma podstaw. – Mówienie przez prokuraturę, że będzie przesłuchiwać pana Kacprzyka nie wiadomo kiedy, to jest czekanie na co? Aż pan Kacprzyk wyjedzie za granicę, ucieknie, liczenie na to, że pan Kacprzyk nie zdradzi, kto go instalował w tych miejscach? - grzmiał Czarnek.
Kandydat PiS na premiera zażądał natychmiastowych działań prokuratury w sprawie afery szpitalnej oraz jak najszybszego powołania Komisji Zaufania Publicznego.
– To jest granie przeciwko interesowi publicznemu i granie pod pana Kacprzyka, miejscową warszawską Platformę Obywatelską. Coś, co jest niegodne i nie powinno mieć miejsca. Żądamy natychmiastowego przesłuchania pana Kacprzyka i ruszenia z tą sprawą do przodu, ale przede wszystkim żądamy powołania Komisji Zaufania Publicznego, bo tylko ta w naszym przekonaniu jest w stanie tę sprawę wyjaśnić do samego spodu
– podkreślił Czarnek.
Komisja w konsultacjach
– Marszałek Sejmu trzyma nasz projekt o powołaniu Komisji Zaufania Publicznego w zamrażarce. Skierował go do konsultacji. Tymczasem to jest wyjątkowa sytuacja. Z każdym dniem oddalamy się od możliwości nie tylko wyjaśnienia, ale przecięcia tych patologii
– mówi „Gazecie Polskiej Codziennie" poseł Marcin Warchoł.
Projekt ustawy o powołaniu Komisji Zaufania Publicznego ds. zbadania funkcjonowania, organizacji, zarządzania i nadzoru nad publicznymi szpitalami oraz innymi publicznymi podmiotami leczniczymi na terenie m.st. Warszawy wpłynął do wydziału obsługi Prezydium Sejmu 1 lipca. Dzień później marszałek Włodzimierz Czarzasty skierował projekt do konsultacji i wyznaczył koniec tychże konsultacji na 1 sierpnia. Ostatnie posiedzenie Sejmu przed wakacjami kończy się 31 lipca. Oznacza to, że przed wakacjami komisja nie tylko nie zostanie powołana, ale projekt w ogóle nie wejdzie do prac sejmowych.
W ramach konsultacji projektu na stronie sejmowej zamieszczona jest rutynowa ankieta internetowa dostępna po zalogowaniu się profilem zaufanym.
„Liczba ankiet: 6” – to wczorajsza informacja ze strony (przy czym jedną z ankiet wypełniła „Codzienna”).
Zdaniem Marcina Warchoła konsultacje w tej formie niczego nie wnoszą, a jedynie są pretekstem do odsunięcia na czas po wakacjach prac nad powołaniem komisji i wyjaśnianiem afer. Według polityków PiS ludzie Donalda Tuska liczą, że opinia publiczna zapomni o tej aferze – i do tego dąży marszałek Sejmu, a także prokuratura opóźniająca przesłuchanie Kacprzyka i niezabezpieczająca dowodów.
– Po wakacjach projekt ustawy o powołaniu komisji może ewentualnie trafić na pierwsze czytanie. Prokuratura w sprawie Kacprzyka wciąż nie zabezpieczyła kluczowych dowodów, nie przesłuchała samego zainteresowanego. Przecież od tej czynności uzależnione są kolejne. Dotychczas nieruchomości Kacprzyka i szpitalne biura nie zostały przeszukane. Zachodzi więc ryzyko bezpowrotnej utraty ważnych dowodów elektrochemicznych z telefonów komórkowych, komputerów, dowodów z dokumentów, księgi wejść i wyjść, ksiąg ewidencyjnych, rachunkowych, zapisów monitoringów ze szpitala, wykazów kontaktów, połączeń telefonicznych itp. To celowa zwłoka organów ścigania. Ma ona na celu uzyskanie przez osoby podejrzewane czasu dla zniszczenia lub ukrycia dowodów ich obciążających
– alarmuje Warchoł.
Kacprzyk to nie emerytka z Torunia
Warchoł dodaje:
– Proszę porównać tę sytuację i działania prokuratury i policji do śledztwa w sprawie rzekomych gróźb pod adresem Jerzego Owsiaka. Emerytka, która śmiała skrytykować Owsiaka, padła ofiarą wszechstronnych czynności śledczych od razu. W trybie ekspresowym już dwa dni po jej wpisie w internecie, o godz. 6.25, została zatrzymana we własnym mieszkaniu.
Prokurator Prokuratury Rejonowej Toruń Centrum-Zachód zastosował wobec emerytki zaskakująco drastyczne środki zapobiegawcze w postaci poręczenia majątkowego, zakazu opuszczania kraju, obowiązku stawiania się na komisariacie trzy razy w tygodniu, zakazu kontaktowania się z prezesem WOŚP i zbliżania się do niego na mniej niż 100 metrów, a także zakazu publicznego komentowania sprawy. Policja zabezpieczyła także telefon 66-latki.
– W ciągu zaledwie dwóch dni od zamieszczenia wpisu policja wystąpiła do Mety, operatora Facebooka, o przekazanie danych osoby, która dokonała wpisu. Uzyskała je. Wtedy wystąpiła do firmy telekomunikacyjnej o kolejne dane. Otrzymała je. Szokuje też wyjątkowo liczny i wysoko postawiony zespół śledczych nachodzących 66-letnią emerytkę w jej mieszkaniu. Tymczasem w sprawie, która jest największą aferą kryminalną w ochronie zdrowia ostatnich lat, nic się nie dzieje
– komentuje Marcin Warchoł.