W potrzasku procedur
Podczas zatrzymania agresywnego i nie wykonującego poleceń Ukraińca podejrzanego o uprowadzenie dziecka we wrześniu 2024 roku sierż. Michał Czabrowski z Komendy Miejskiej Policji w Sopocie użył gazu pieprzowego. I tu zaczęły się jego kłopoty. Przełożeni wszczęli wobec niego postępowanie dyscyplinarne, kierując jednocześnie zawiadomienie o możliwości popełnienie przestępstwa do prokuratury.
Komendant wojewódzki podpierając się opiniami doświadczonych policjantów ostatecznie uznał, że nie doszło do żadnego naruszenia przepisów, a tym samym do przekroczenia przez Czabrowskiego uprawnień. Jednak prokuratura zdecydowała o skierowaniu wobec funkcjonariusz aktu oskarżenia do sądu.
Co gorsza - niezależnie od przyszłych decyzji sądów, sierżantowi grozi wydalenie ze służby!
Sierżant Michał Czabrowski w rozmowie z portalem Niezależna.pl przyznał, że na przestrzeni 5 lat służby nigdy nie brał pod uwagę, że do podobnej sytuacji kiedykolwiek może dojść, ponieważ - jak zaznaczył - zna prawo i obowiązujące go procedury oraz wie co mu “wolno w przypadku używania środków przymusu bezpośredniego”.
Za bardzo się starał
Pytany na czym polega różnica zdań w sprawie oceny przebiegu zatrzymania Ukraińca między prokuraturą a komendantem wojewódzkim policji, który nie dopatrzył się w jego postępowaniu żadnych naruszeń, sierż. Czabrowski podkreślił, że chodzi tu o konflikt pomiędzy nim, a jego bezpośrednimi przełożonymi z Komendy Miejskiej Policji w Sopocie, “którzy doskonale znają panią prokurator, bo pracują z nią od wielu lat”. - I złożyli zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. To wygląda tak, że jeżeli się wszczyna postępowanie dyscyplinarne, to przełożeni - jeżeli uznają, że mogło dojść do przekroczenia uprawnień - składają zawiadomienie, taka jest procedura. Ale oni mogą uznać, że mogło dojść lub że nie doszło do przekroczenia uprawnień. W tym wypadku mój bezpośredni przełożony, Komendant Miejski Policji w Sopocie na początku postępowania złożył takie zawiadomienie - dodał.
Na pytanie, dlaczego jego zdaniem zapadła taka decyzja, policjant wskazał na swoje osiągnięcia “w zatrzymywaniu sprawców przestępstw narkotykowych”. - Będąc w patrolu zatrzymywałem bardzo wiele takich osób (o czym też donosiły media) i wielokrotnie byłem za to nagradzany. To się nie podobało moim przełożonym. Wielokrotnie mówili mi, że ja już przez to mam pensję większą od nich, że przysparzam pracy całej komendzie i że mam przestać - tłumaczył.
- Przykładowo: jednej nocy zatrzymałem 10 kg różnych substancji. Za to poszły wnioski nagrodowe, ale kilka wydziałów komendy musiało przez parę tygodni się z tym bujać. Zatrzymując, wchodząc do mieszkania, robiąc tzw. przeszukanie na gorąco ujawniam narkotyki, zatrzymuję ludzi. Moja praca się kończy na tym, że ja tych ludzi osadzę w celi, potem pójdę do sądu i to wszystko. Ale w takie miejsce musi być w nocy skierowany technik, pies, dyżurujący policjanci: typu kryminalni, dochodzeniówka. Jak wykonają czynności na miejscu, to idzie to dalej. Trzeba zapłacić biegłemu. Policjanci muszą wykonać szereg czynności, przesłuchać ludzi, zabezpieczyć materiały
- wyliczał sierż. Czabrowski.
Zaznaczył, że w jego przypadku do podobnych zatrzymań dochodziło bardzo często, a “rzecznikowi dyscyplinarnemu się to nie podobało, bo żył dobrze z policjantami, którym nie chciało się wykonywać tej pracy”. - Rocznie potrafiłem zatrzymać 70 osób w związku z popełnieniem przestępstw narkotykowych. To jest tyle, co jedna komenda albo jeden posterunek. Rzecznik chodził wielokrotnie do komendanta i nalegał, żeby się mnie pozbyć, bo moje skuteczne działanie przysparzało pracy innym policjantom. Szukano więc na mnie bardzo długo haka, aż w końcu wrobiono w postępowanie dyscyplinarne, w którym na komendzie miejskiej mnie ukarano - wyjaśnił.
Dyscyplinarka upadła, ale... to nie koniec
- Kiedy się odwołałem, komenda wojewódzka stwierdziła, że nie ma żadnych dowodów na to, że zrobiłem cokolwiek nie tak. Stwierdzono, że zachowałem wszelkie środki ostrożności, że użyłem środków przymusu zgodnie z prawem i mnie uniewinniono. Ale wcześniej, zanim mnie uniewinniono zostało złożone zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa
- przypomniał.
Zdaniem sierż. Czabrowskiego, w policji podobne sytuacje “się niestety zdarzają na każdym szczeblu”, co według niego ma “ogromny wpływ na morale całej służby”. - Teraz jestem zawieszony i nie mogę wrócić do służby. Pani prokurator postawiła mi zarzutu w Święto Policji. Zawiesiła mnie chyba po 9 miesiącach trwania śledztwa, kiedy już zebrano wszystkie dowody: zeznania świadków, wypowiedział się biegły i zabezpieczono monitoring – czyli zrobiono wszystko, co trzeba. To zawieszenie nie ma więc żadnego sensu, tym bardziej, że ma obowiązywać przez cały okres trwania postępowania, co jest w naszej służbie niespotykane - ocenił policjant.
- Niedawno policjanci z Sopotu dostali zarzuty za dogadywanie się z bandziorami, podrzucanie narkotyków itd. I oni nie zostali zawieszeni przez prokuratora, a mnie zawieszono za wyprowadzenie mężczyzny bez butów czy użycie gazu pieprzowego
- powiedział nasz rozmówca.
Zastanawiający upór prokuratury
Rozbieżności w kwestii oceny interwencji sierż. Czabrowskiego pomiędzy prokuraturą, a komendą wojewódzką oraz jego – jak się wydaje – nieuzasadnione zawieszenie, to nie jedyne problemy w trwającym postępowaniu. Okazuje się, że mogło też dojść do nieuzasadnionej, a być może nawet celowej zwłoki, której skutkiem może być wydalenia policjanta ze służby. - Doświadczony prokurator wysyła akta sprawy z moim odwołaniem od środków zapobiegawczych do niewłaściwego sądu, gdzie leżą przez 5 miesięcy i nikt się tym nie interesuje. Dopiero po moim zażaleniu na przewlekłość tego postępowania, w jeden dzień pani prokurator wycofała akta z niewłaściwego sądu i przesłała do tego, do którego była powinna przesłać wcześniej - relacjonuje policjant.
- Ona wie, że po roku zawieszenia zostanę zwolniony, a to może nastąpić już 24 lipca. Mogą, ale nie muszą tego zrobić, choć praktyka wygląda tak, że każdy po roku zawieszenia jest zwalniany. Jeżeli nie wrócę chociażby na jeden dzień do pracy, to na 99 proc. wydalą mnie ze służby
- dodał sierż. Czabrowski.
Nasz rozmówca podkreślił, że próbują mu pomóc m.in. policyjne związki zawodowe. - Walczą o mnie cały czas. W tym momencie dzięki nim włączył się do sprawy Rzecznik Praw Obywatelskich, bo sytuacje, za które otrzymałem zarzuty - jak wyprowadzenie mężczyzny, który nie chce ich ubrać bez butów - zdarzają się policjantom prawie codziennie - tłumaczył.
Opisując badane przez prokuraturę zdarzenie, policjant przypomniał, że podczas zatrzymania użył gazu pieprzowego, w stosunku do człowieka, który “najpierw robił śniadanie, potem położył noże do zlewu, a następnie przy nich stał i nie chciał od nich odejść”. - A to nie były nożyki do obierania ziemniaków, tylko duże 30-centymetrowe noże kuchenne. Na każdym szkoleniu mówią nam: nie podchodzić, odejść, odsunąć się, wydawać polecenia. Na nagraniu z paralizatora słychać moje polecenia, na które mężczyzna nie reagował. Ubliżał nam, a w końcu stanął przy nożach. Użyłem więc gazu, przyszedł drugi i obezwładniliśmy go - relacjonował.
Sierż. Czabrowski podkreślił, że po wszczęciu wobec niego postępowania prokuratorskiego i zawieszeniu go “policjanci, jadąc na interwencje bali się zatrzymywać czy zabierać na izbę wytrzeźwień ludzi, którzy nie chcieli zakładać butów czy rękawiczek”. - Boją się używać środków przymusu, bo boją się konsekwencji, które mnie spotkały. To już wpłynęło i na pewno, jeżeli zostanę skazany wpłynie na ich zachowania jeszcze bardziej - ocenił.
- W środowisku policyjnym wszyscy uważają, że sąd mnie uniewinni, może nawet nie dojdzie do odczytania aktu oskarżenia, a chodzi tylko o to, żeby mnie zmęczyć psychicznie i przeciągnąć zawieszenie do roku, żeby mnie wydalić ze służby
- podsumował sierż. Michał Czabrowski.
Policjanci nie mogą się bać
Pełnomocnik sierż. Czabrowskiego, mec. Bartosz Lewandowski podkreśla w komentarzu dla portalu Niezalezna.pl, że sprawa jego klienta “wywołuje i będzie wywoływała efekt mrożący w policji”. - Ona sprowadza się de facto do możliwości wykorzystania środków przymusu bezpośredniego. Nie mówimy tutaj o jakiejś przemocy czy pobiciu osoby zatrzymanej. Nie mówimy też o tym, że przy zatrzymaniu tego agresywnego mężczyzny zastosowane zostały jakieś nieznane ustawie środki. Mówimy o tym, że policjant w bardzo dynamicznej sytuacji, kiedy osoba zatrzymana odmawiała współpracy (była agresywna, wyzywała policjantów, nie chciała wykonywać poleceń, nie chciała odejść od noży, a zatem nie można się było do niej zbliżyć) - użył adekwatnego środka przymusu bezpośredniego w postaci jednorazowego psiknięcia gazem po to, żeby tego mężczyznę obezwładnić - tłumaczył adwokat.
Podkreślił, że mimo wspomnianych okoliczności, a także mimo “szczegółowego i obszernego uzasadnienia decyzji komendanta wojewódzkiego policji w sprawie dyscyplinarnej, w której doświadczeni policjanci wyraźnie wypowiedzieli się, że w tej konkretnej sprawie nie doszło do naruszenia żadnych przepisów”, prokurator nie bierze tego pod uwagę “i utrzymuje środek zapobiegawczy w postaci zawieszenia w czynnościach służbowych oraz kieruje akt oskarżenia do sądu”.
- Tym samym pan sierżant Czabrowski stoi przed widmem wydalenia ze służby, chociaż nie będzie jeszcze skazany prawomocnym wyrokiem sądu, a w postępowaniu dyscyplinarnym policjanci i komendant wojewódzki stwierdzili, że wszystko było w najlepszym porządku, a środki przymusu bezpośredniego były zastosowane adekwatnie. Policjanci nie mogą bać się konsekwencji i zastanawiać się czy zastosowanie gazu lub pałki nie będzie skutkowało zarzutami prokuratorskimi. To jest jakieś nieporozumienie
- ocenił prawnik.