Na początku listopada media udostępniły apel byłego dowódcy Wojsk Lądowych i byłego wiceszefa MON Waldemara Skrzypczaka, byłego Dowódcy Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych gen. Mirosława Różańskiego, europosłanki, założycielki PAH Janiny Ochojskiej oraz aktorki Mai Ostaszewskiej do funkcjonariuszy Straży Granicznej.
Gen. Skrzypczak mówił w nagraniu m.in., że za wschodnią granicą "dzieją się rzeczy złe, (...) które godzą w godność ludzką i często w honor żołnierski”. Gen. Różański podkreślał natomiast, że "bezpieczeństwo nie wyklucza człowieczeństwa" oraz zwracał się do funkcjonariuszy słowami: "Żołnierzu, kiedy wypowiadałeś słowa roty przysięgi wojskowej, przysięgałeś Rzeczypospolitej bronić jej niepodległości i granic, ale również przysięgałeś strzec konstytucji".
Obowiązująca przysięga
Zapytaliśmy Bartosza Kownackiego, wiceprzewodniczącego sejmowej Komisji Obrony Narodowej, czy byli wojskowi mogą bezkarnie wzywać żołnierzy Wojska Polskiego do nieposłuszeństwa i czy emerytowanych wojskowych nie obowiązuje przysięga. - Oczywiście, że obowiązuje niezależnie od tego, czy jest się żołnierzem w służbie czynnej, czy też nie. Zwłaszcza kiedy samemu się było dowódcą i wie się, co to znaczy wydawanie rozkazów i wykonywanie rozkazów, to tym bardziej takie działanie jest szkodliwe - powiedział.
- Trudno jednak komentować takich ludzi jak generał Różański, bo to jest człowiek, który rozpuszcza kompletnie niesprawdzone i nieprawdziwe informacje na temat polskiej armii, próbując destabilizować morale tej armii
- stwierdził.
Żołnierz, czy polityk?
Poseł Prawa i Sprawiedliwości przyznał, że zastanawia się, czy „on rzeczywiście był kiedykolwiek takim pełnoprawnym dowódcą, czy tylko udawał dowódcę”. - Nigdy bym takich apeli i sądów nie wypowiadał na jego miejscu - zaznaczył.
- Mam wrażenie, że jest w Polsce wąska grupa - bo przecież to paru generałów, większość jednak wie, na czym polega służba wojskowa - wysokich rangą oficerów, która tak naprawdę nigdy nie chciała być żołnierzami, tylko chciała być politykami i pewnie dużo lepiej czuliby się w tej roli. Oni nie są lojalni wobec państwa polskiego, tylko wobec swojego przekonania i swojego spojrzenia na politykę, na rzeczywistość
- ocenił Bartosz Kownacki.
Wiceszef sejmowej komisji podkreślił, że „nie takie jest zadanie żołnierza”. - Żołnierz ma swoich przełożonych i wykonuje ich rozkazy w demokratycznym państwie. Jeżeli ktoś wygłasza takie apele, takie sądy to jest jednak bardziej politykiem. Abstrahując od tego, jakim byłby politykiem i komu usłużnym, bo to są działania szkodliwe dla państwa polskiego - podkreślił.
Uniknęliśmy kryzysu
- Dobrze, że ci ludzie, którzy tak się wypowiadali za czasów pana ministra Antoniego Macierewicza odeszli z polskiej armii dzięki postawie pana ministra, bo być może mielibyśmy dzisiaj w polskiej armii ludzi, którzy by na przykład odmawiali wykonywania rozkazów, bo tak trzeba na to patrzeć. Gdyby oni pozostali w armii, pełniliby funkcje, to w sytuacji kryzysowej - a pamiętamy, jaki był wtedy atak na ministra Macierewicza - dokładnie tak by się zachowali. Mielibyśmy rzeczywisty kryzys w Polsce i realne zagrożenie suwerenności państwa
- zakończył nasz rozmówca.