Ale zanim o samym Gehlenie, muszę podzielić się jeszcze jedną refleksją. Ostatnio odwiedziła mnie w siedzibie TV Republika niemiecka telewizja ARD.
Robi jakiś kolejny materiał o naszych mediach. Patrząc na jej poprzednie „wyroby”, zakładam, że nieprzychylny. Pod koniec rozmowy pani redaktor, przedstawiająca się jako zupełnie nowa w Polsce, zapytała mnie, dlaczego uważamy Niemców za wrogów. My – to znaczy ja i dziennikarze Republiki. O ile pamiętam, to ani razu na antenie nie użyliśmy wobec dzisiejszego rządu Niemiec takiego określenia. Ewidentnym wrogiem jest putinowska Rosja, bo planuje swoje imperialne działania, opierając je na militarnej agresji, nie wzdraga się przed aktami terroru i nie chce zaakceptować istnienia niepodległej Polski. Jak więc zaklasyfikować Niemcy?
Odpowiadając na to pytanie, trzeba postawić kilka innych. Po pierwsze, czy Niemcy godzą się z istnieniem niepodległego państwa polskiego? I szczerze muszę przyznać, że mam co do tego poważne wątpliwości. Na każdym kroku można wyczuć, że wolą Polskę jako państwo zależne. Po drugie, czy w relacjach międzynarodowych używają narzędzi, które powinny zmuszać nas do reakcji? Takie instrumenty to: szantaż, wpływanie na wynik wyborów, niszczenie osób niewygodnych, zachęcanie do łamania prawa. Istnieje cały katalog przykładów, że Niemcy takich mechanizmów używają. Póki z nich korzystają, mówienie o przyjaźni między narodami będzie fikcją. Jednak od bycia wrogiem do bycia przyjacielem jest pewna przestrzeń, którą semantycznie można zagospodarować, unikając nawet słów niecenzuralnych – choć te czasem się jednak cisną. Żeby tę lukę wykorzystać możliwie pozytywnie, dwie sprawy na pewno trzeba jakoś wyjaśnić. Pierwsza to kwestia rozliczenia się Niemiec za II wojnę światową. Takie absolutne minimum to zaprzestanie przerzucania swojej odpowiedzialności na ofiary. Nie chcę w tym miejscu rozwijać wątku reparacji. Druga sprawa, dużo bardziej tajemnicza, to dziedzictwo organizacji Reinharda Gehlena. Kim był ten Niemiec? To były szef wywiadu Wehrmachtu, czyli niemieckiej armii na obszary wschodnie. W swoich opracowaniach podziwiał strukturę Armii Krajowej jako wzór do naśladowania na terenach okupowanych. Oczywiście był wrogiem AK.
Zorganizował bezcenne archiwum aktywów niemieckiego wywiadu z terenów zajętych przez ZSRS. Archiwum trafiło w ręce Amerykanów. Ale zaproponował im coś jeszcze: stworzenie siatki wywiadowczej w oparciu m.in. o autochtonów, na terenach zajmowanych przez wojska sowieckie i zwasalizowane armie. Wykorzystywał do tego oczywiście Niemców mieszkających w tych rejonach, rodziny mieszane, a nawet zdarzali się żołnierze AK.
Początkowo ten twór nazwano organizacją Gehlena. Później powołano z niej niemiecki wywiad, czyli BND. Oczywiście każde państwo ma swój wywiad, ale w Polsce organizacja Gehlena nieźle wgryzła się w życie społeczne, szczególnie na Śląsku, Mazurach czy w Trójmieście. Nie było to jednak tylko pasmo sukcesów, bo SB potrafiła ją zinfiltrować, a poza tym znajdowała się też pod szczególną uwagą KGB czy przede wszystkim Stasi. Nie zmienia to faktu, że wywiad niemiecki dostał możliwość wpływania na pewne rzeczy w Polsce dużo mocniej niż wobec innych państw. Skutkiem tego wpływu mogą być ludzie znaczący dzisiaj w naszej polityce. Niemcy, szukając jakiejś uczciwej formuły współpracy z Polską, muszą sami powstrzymać tego typu przewagi. Inaczej o przyjaźń będzie tu trudno.
Już w sprzedaży! Zobacz co przygotowaliśmy w najnowszym numerze tygodnika #GazetaPolska!
— Gazeta Polska - w każdą środę (@GPtygodnik) May 5, 2026
Czytaj więcej na https://t.co/OnIeddfVvX | prenumeruj e-wydanie na https://t.co/4iBN2D7fFX pic.twitter.com/5QRZcvGckO