Sprawa Dawida Kacprzyka i jego bajońskich zarobków w służbie zdrowia, która wywołała lawinę porażających doniesień o sytuacji w warszawskich Szpitalu Południowym, rozpala opinię publiczną już od blisko dwóch tygodni.
Głos zabierali różni przedstawiciele obozu rządzącego - od Rafała Trzaskowskiego, prezydenta Warszawy, któremu podlega szpital, Marcina Kierwińskiego, szefa MSWiA i szefa warszawskich struktur KO, po szefa rządu Donalda Tuska. Brakowało jednak głosu minister zdrowia, Jolanty Sobierańskiej-Grendy.
W środę minister zdrowia ograniczyła się do zamieszczonego w sieci oświadczenia, w którym poinformowała o zleceniu kontroli na SOR-ach Szpitala Południowego i Szpitala Bródnowskiego. W czwartek Sobierańska-Grenda pojawiła się na briefingu prasowym, gdzie mówiła o likwidacji kominów płacowych.
W piątek na antenie neoTVP Jolanta Sobierańska-Grenda przekonywała, że państwo zadziałało prawidłowo ws. afery w Szpitalu Południowym.
Dodała jednocześnie, że "nie potrafi rozstrzygnąć kwestii lekarza, który bez kwalifikacji był na SOR", a powodem miał być brak znajomości treści umowy.
Hahahahah hit, minister zdrowia wyszła z cienia i słuchajcie tego:
— chrzanik (@chrzanikx) June 26, 2026
„Kwestia lekarza, który jednak bez kwalifikacji był na SOR to jest kwestia, której nie potrafię rozstrzygnąć bo nie znam treści umowy”
ONA ŻEBY TO ROZSTRZYGNĄĆ POTRZEBUJE UMOWY? XDDDDDD pic.twitter.com/pkmWxYEe8m
Pewni rozstrzygnięcia kadrowego są jednak Polacy. Jak wynika z sondażu SW Research dla rp.pl, ponad 57 proc. Polaków uważa, że w związku z aferą w Szpitalu Południowym Sobierańska-Grenda powinna stracić ministerialne stanowisko.
18,5 proc. badanych było przeciwnego zdania, a ponad 24 proc. ankietowanych nie miała zdania w tej sprawie.