W środę minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski potwierdził, że doszło do wycieku danych z firmy MyDr. Skutki ataku hakerów są ogromne - chodzi o informacje dotyczące 19 mln Polaków. Chodź minister uspokaja, że wdrożono odpowiednie procedury, to na dedykowanej platformie wciąż nie można sprawdzić, kogo wyciek dotyczy.
Z czwartkowych doniesień Polsatu News wynika, że sprawa może mieć wagę bezpieczeństwa państwa, gdyż zdarzenie mogło objąć pracowników ministerstwa obrony narodowej oraz żołnierzy Wojska Polskiego. MON miało w tej sprawie wystosować do wspomnianych komunikat, w którym zaznaczono, iż cyberprzestępcy mogli uzyskać dostęp do danych dotyczących wizyt lekarskich, skierowań, recept czy innych elementów dokumentacji medycznej.
Tego rodzaju informacje mogą zostać wykorzystane nie tylko do prób wyłudzeń finansowych, ale również do bardziej zaawansowanych działań socjotechnicznych.
Konkretne pytania do MON
Głos w sprawie zabrał były minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak. Podkreślił, że "to już nie jest wyłącznie kwestia ochrony danych osobowych tylko pytanie o bezpieczeństwo Wojska Polskiego i państwa". Wiceprezes PiS skierował też kilka pytań do resortu obrony, na które - jego zdaniem - odpowiedź powinna zostać udzielona natychmiast:
- Ilu żołnierzy i pracowników resortu mogło zostać dotkniętych wyciekiem?
- Czy wśród nich znajdują się osoby pełniące szczególnie wrażliwe funkcje?
- Czy SKW dokonała już analizy kontrwywiadowczej skutków tego incydentu?
- Czy istnieje ryzyko wykorzystania przejętych informacji przez obce służby do profilowania, szantażu lub operacji socjotechnicznych wymierzonych w żołnierzy?
- Jakie konkretne działania ochronne podjęły MON i SKW?
Pseudoafera sprzed czterech lat
Błaszczak przypomniał również o rzekomym skandalu, który miał miejsce w 2022 roku. Chodzi o aferę, która wybuchła po tekście Onetu pod tytułem "Gigantyczny wyciek danych z wojska. Ponad 1,7 mln pozycji w internecie". Według relacji portalu w sieci znalazła się baza obejmująca m.in. uzbrojenie, amunicję, części zamienne i oprogramowanie. Artykuł sugerował, że informacje mogą być cenne dla obcych wywiadów.
Jak się szybko okazało, nie był to żaden skandal, ani wpadka ówczesnego resortu obrony. Do sieci udostępnione zostały Jednolity Indeks Materiałowy, który zawierał powszechnie dostępne informacje.
"Wtedy była medialna pseudoafera. Dzisiaj mamy realny cyberatak i możliwość przejęcia wrażliwych danych żołnierzy. I co? Cisza ze strony kierownictwa MON, a minister Gawkowski zasłania się Wojskiem i próbuje przerzucać odpowiedzialność"
– stwierdził Błaszczak.
Jak podkreślił, "bezpieczeństwo żołnierzy to bezpieczeństwo państwa". - Oczekujemy natychmiastowej i pełnej informacji MON oraz SKW - dodał.
To już nie jest wyłącznie kwestia ochrony danych osobowych tylko pytanie o bezpieczeństwo Wojska Polskiego i państwa.
— Mariusz Błaszczak (@mblaszczak) August 13, 2026
Po gigantycznym cyberataku na MyDr przestępcy mogli wejść w posiadanie danych osobowych, a nawet medycznych żołnierzy i pracowników MON. Sam resort rozesłał do…