Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Aż 87 proc. wskazuje na rząd. Miażdżące wyniki po wycieku danych milionów Polaków

Mijają kolejne godziny od ujawnienia jednego z największych wycieków danych w historii Polski, a miliony obywateli wciąż nie wiedzą, czy ich dane znalazły się w rękach cyberprzestępców. Choć minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski przyznaje, że doszło do „niebywałego i bardzo dużego incydentu”, rząd nadal nie potrafi wskazać poszkodowanym, czy dotyczą ich skutki ataku. Tymczasem w sieci narasta oburzenie. Z najnowszej analizy Res Futura Data House wynika, że aż 87 proc. komentujących odpowiedzialnością za wyciek obarcza rząd i Ministerstwo Cyfryzacji, a nie prywatną firmę MyDr.

Autor:

Kilkanaście godzin po ujawnieniu wycieku danych 19 mln Polaków będących w dyspozycji firmy MyDr nadal nie można sprawdzić, kogo one dotyczą. W środę wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski poinformował, że „mamy do czynienia z niebywałym i bardzo dużym incydentem w zakresie bezpieczeństwa polskiej infosfery”. Dane dotyczą osób, „które w różnych kategoriach korzystały z wsparcia medycznego”.

W czwartek odbyła się kolejna konferencja prasowa z udziałem Gawkowskiego w tej sprawie. Polityk oświadczył, że na pełne wyjaśnienie sprawy trzeba będzie poczekać nawet kilka tygodni. 

Służby pracują nad ustaleniem osób odpowiedzialnych za atak. Obecnie nic nie wskazuje na udział podmiotu działającego spoza Polski. Wiemy już, gdzie znajdowała się luka w oprogramowaniu oraz które elementy zarządzania systemem zawiodły. Luka została usunięta, a firma współpracuje ze służbami. Okoliczności zdarzenia będą przedmiotem postępowania, które może zakończyć się nałożeniem kary. Pełne wyjaśnienie sprawy potrwa jednak nie kilka dni, lecz tygodnie. Najważniejsze jest teraz ograniczenie skutków wycieku i przekazanie obywatelom informacji, czy ich dane znalazły się w przejętym zbiorze

– mówił.

Ale - choć mijają kolejne godziny od wycieku, na rządowym portalu bezpiecznedane.gov.pl wciąż brak konkretnych informacji. Jest za to zdawkowy komunikat o treści:

"Dane z wycieku w firmie MyDr nie trafiły jeszcze do bazy serwisu. Zostaną udostępnione w serwisie niezwłocznie po ich przekazaniu przez podmioty dotknięte cyberatakiem. O fakcie zasilenia danymi poinformujemy w osobnym komunikacie".

Kto winnym całej sytuacji? Polacy nie mają złudzeń

W sieci nie milkną komentarze po podaniu informacji o wycieku danych blisko 19 mln Polaków. Jak wynika z analizy Res Futura Data House, zdecydowana większość internautów nie uznaje tłumaczeń przedstawicieli rządu, którzy wskazują przede wszystkim na błędy prywatnej firmy MyDr.

Według badania obejmującego około 2 mln zasięgu w mediach społecznościowych, aż 87 proc. analizowanych komentarzy odpowiedzialność za całą sytuację przypisuje ministrowi cyfryzacji Krzysztofowi Gawkowskiemu oraz rządowi. Jedynie 13 proc. opinii wskazuje, że wyłączna wina leży po stronie operatora systemu.

Autorzy raportu zwracają uwagę, że w internetowej dyskusji dominują pytania o nadzór państwa nad systemem, któremu powierzono przetwarzanie niezwykle wrażliwych danych medycznych milionów obywateli. W komentarzach regularnie pojawiają się zarzuty dotyczące niewystarczających zabezpieczeń oraz braku skutecznej kontroli nad podmiotem obsługującym elektroniczną dokumentację medyczną.

Wyniki analizy pokazują również, że dla wielu uczestników debaty problem nie sprowadza się wyłącznie do samego cyberataku. Znaczna część komentujących podnosi kwestię odpowiedzialności instytucji państwowych za bezpieczeństwo danych powierzonych systemowi. To właśnie dlatego większość głosów w sieci kieruje krytykę nie pod adresem prywatnej spółki, lecz osób odpowiadających za cyfryzację i nadzór nad kluczowymi systemami publicznymi.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl, Res Futura Data House

NAJNOWSZE Polska