Narodowy Fundusz Zdrowia planuje pokrywać jedynie 40 proc. kosztów świadczeń w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej (AOS) wykonywanych ponad zakontraktowany limit, zamiast dotychczasowych 100 proc.
Już w marcu NFZ zaproponował takie zasady rozliczeń m.in. dla kolonoskopii, gastroskopii, tomografii komputerowej oraz rezonansu magnetycznego. Działanie te budzą krytyką zarówno wśród opinii publicznej, jak i opozycji.
Co więcej, jeszcze przed świętami media alarmowały - za informacją przekazaną przez rzecznika Naczelnej Izby Lekarskiej, Jakuba Kosikowskiego, że od kwietnia kilkanaście poradni oraz przychodni w Polsce, ograniczy przyjmowanie pacjentów. Powodem są właśnie... zmiany w rozliczeniach diagnostycznych planowanych przez NFZ. Choć kończy się dopiero pierwszy kwartał bieżącego roku, kontrakty wielu placówek z NFZ albo już się wyczerpały, albo wyczerpią się niebawem.
Jednocześnie, w przestrzeni publicznej wciąż wybrzmiewa echo wypowiedzi Macieja Berka, ministra do spraw Nadzoru nad Wdrażaniem Polityki Rządu. Gdy został zapytany o drastyczne cięcia w finansowaniu leczenia zaplanowane przez NFZ, zasugerował, że płacenie placówkom za nieograniczoną liczbę nadwykonań jest... nieuczciwe. Dodał też, że obniżanie cen za nadwykonania to mechanizm, który jego zdaniem "ma w sobie jakąś racjonalność".
Wczoraj na łamach portalu Niezalezna.pl opublikowaliśmy dramatyczne informacje z Lublińca. Otóż, w blisko 80-tysięcznym powiecie lublinieckim na Śląsku, już na początku marca br. szpital czasowo zaprzestał udzielania świadczeń na oddziałach anestezjologii i intensywnej terapii, ginekologicznym oraz na bloku operacyjnym. Teraz zawiesił czasowo izbę przyjęć. Dług placówki to prawie 70 mln zł, kontrakt roczny z NFZ wynosi ok. 30 mln zł.
Szczegóły w tekście: Szpital w Lublińcu bez OIOM-u, ginekologii, bloku operacyjnego i izby przyjęć. Placówka w stanie krytycznym
Moskal: kolejne szpitale będą upadały
O kryzysie wokół NFZ rozmawiano dziś rano na antenie Republiki. Michał Moskal, poseł PiS wskazał, iż jest "pod wrażaniem" osób, "które są w stanie wysłuchać m.in. ministra Berka, który idzie do radia i mówi, że jeśli ktoś jest chory i chce się leczyć, ale szpital jest już poza limitem, bo wykorzystał swój limit np. w pierwszym miesiącu tego roku, to zachowuje się w sposób "nieuczciwy".
Taką sytuację mamy np. w szpitalu Wojewódzkim w Lublinie. Kontrakt na ortopedię skończył się z końcem lutego, więc został wprowadzony rządowy zakaz łamania rąk i nóg. Gdyby przyszedł Państwu do głowy np. zawał - to nie w drugiej połowie roku.
– ironizował polityk PiS.
Jego zdaniem - "patrząc na to, co rząd zaplanował, a zaplanował Polakom, kiedy mogą mieć zawały, kiedy mogą łamać ręce i nogi, to mamy do czynienia ze szczegółowym planowaniem".
"Takim czymś chyba nawet komuna by się nie poszczyciła..." - ocenił.
Oprócz tego, rząd zaplanował też deficyt. Widzimy ponad 20 mln deficytu zapowiedzianego już na początku roku. W momencie, kiedy jest uchwalony budżet, wychodzą ministrowie i mówią, że brakuje w nim 20 mld złotych na służbę zdrowia. I to w bardzo optymistycznym wariancie liczenia. Zakłada się tu zabieranie pieniędzy m.in. z puli na posiłki dla pacjentów. Jeśli zaś nie uda się załatać tej dziury, wtedy okaże się, że tej dziury jest więcej - 30-40 mld złotych. Wtedy kolejne szpitale będą musiały upaść.
– wskazał polityk.