Złamanie procedur
Według ustaleń portalu Niezależna.pl jedną z możliwych przyczyn katastrofy samolotu M-18 Dromader podczas akcji gaszenia pożaru lasów na Lubelszczyźnie mogło być złamanie obowiązujących procedur w zakresie lotów przeprowadzanych po zmroku. Dromader jest samolotem rolniczym i gaśniczym, który nie jest certyfikowany do lotów w nocy, a nawet po zmierzchu.
Pytana przez portal rzeczniczka Lasów Państwowych nie chciała poinformować kto wydał polecenie lotu w tym konkretnym przypadku, ale przyznała, że nie była to decyzja pojedynczej osoby.
Minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska na pytania dziennikarza Republiki w tej sprawie stwierdziła jedynie, że nie ma wiedzy na temat tego, żeby "maszyna nie miała jakichś uprawnień". Szef MSWiA Marcin Kierwiński uznał, że pytanie ma charakter polityczny.
Działania “na łapu-capu"
Były komendant główny Państwowej Straży Pożarnej i b. szef Obrony Cywilnej Kraju gen. Andrzej Bartkowiak w rozmowie z portalem Niezależna.pl przyznał, że stan Dromaderów jest niezadowalający. - One są już bardzo wysłużone i mają swoje lata. Od dawna ich już nie produkujemy i tylko dzięki wspaniałym umiejętnościom polskich mechaników i pilotów te maszyny jeszcze latają - powiedział.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”
Przypomniał, że z tych m.in. powodów, pełniąc funkcję kierownicze w PSP i Obronie Cywilnej Kraju naciskał na zakup śmigłowców Black Hawk z przeznaczeniem dla policji i straży pożarnej. - O tym się zapomina, ale te Black Hawki są policyjno-strażackie - dodał.
Analizując tę konkretną sytuację zaznaczył, że trudno mu ją ocenić, ale “na pewno pilot poleciał też na swoją odpowiedzialność, bo zawsze tak jest, że pilot może odmówić i to też trzeba brać pod uwagę”.
- Gdyby nie doszło do tego, że ten pożar wyszedł na wierzchołki, to byłaby zupełnie inna sprawa. Pożar wierzchołkowy w takim lesie powoduje taki mikroklimat, że ta maszyna mogła sobie z tym nie poradzić. Zgodnie z obowiązującymi procedurami po zmroku te maszyny nie powinny działać. Zresztą Black Hawki też po zmroku nie działają, takie w Polsce są przepisy. Jest to wielki dramat, wielka tragedia
- ocenił gen. Bartkowiak.
Zastanawiał się w tym kontekście czy Lasy Państwowe miały podpisane umowy w tym zakresie “czy to wszystko było na łapu-capu, bo różnie z tym bywało”. - Moim zdaniem Black Hawk mógł polecieć pierwszego dnia, bo moim zdaniem dużo wcześniej można było go wysłać. Dziś mówi się, że załoga nie była skompletowana. Jeśli procedury zostały złamane, to na końcu zostanie pytanie: co na to pilot? A to był emerytowany pilot, bardzo doświadczony z nalotem 22 tys. godzin. Jeżeli się zgodził na lot, to gdzieś na końcu powiedzą, że on za to wziął odpowiedzialność - tłumaczył.
Sprawa dla komisji
Pytany o oburzenie minister klimatu Pauliny Hennig-Kloski oraz szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego na pytania dziennikarza Republiki o ścieżkę decyzyjną w tym konkretnym przypadku, gen. Bartkowiak przyznał, że pilot zadziałał w reakcji na wcześniej podjęte przez kogoś decyzje.
- Pan minister nie ma się co oburzać, bo to są naturalne pytania. Gdyby on był w opozycji też by dopytywał. Przypominam sobie jak atakowano nas za różne tematy, m.in. za pożar nam Biebrzą, działania na granicy itd. Uważam, że należy nam się analiza działań Państwowej Straży Pożarnej i decyzji, które zapadały. Kiedy ktoś zadzwonił na policję, kiedy wysłano dokumenty, kiedy ten Black Hawk był gotowy, kiedy nie był i co było tego powodem. Tu jest więcej aspektów sprawy. Najbardziej interesujemy się tą katastrofą, bo zginął człowiek i jest to wielka tragedia dla rodziny itd. Ale generalnie jest tu znacznie szersze spektrum spraw, które trzeba wyjaśnić. Z tego co mi wiadomo, takie rozmowy, które się odbywały w Państwowej Straży Pożarnej i w policji na pewno muszą być rejestrowane. A jeżeli tak, to musza być do wglądu i odpowiednia komisja powinna się tym zająć
- podsumował gen, Andrzej Bartkowiak.