Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Śmierć w ciemnościach. Wysłano pilota i złamano procedury

Dlaczego pilot Dromadera musiał walczyć z czasem i ciemnością? Mimo wyraźnych ograniczeń technicznych maszyny i odmowy wsparcia z innych regionów, samolot gaśniczy wystartował z Warszawy do pożaru na Lubelszczyźnie. Maszyna rozbiła się w rejonie pożaru o 20.41 – ponad 45 minut po zachodzie słońca. Przybliżamy jak doszło do decyzji, które doprowadziły do wysłania pilota na misję w warunkach, w których Dromader nigdy nie powinien być już nad zagrożonym obszarem.

Samolot M-18 Dromader jest samolotem rolniczym i gaśniczym, który nie jest certyfikowany do lotów w nocy, a nawet po zmierzchu. 

Samolot PZL M18 Dromader o znakach SP-ZUT wystartował z Warszawy w okolicach godz. 19.00, by gasić płonące lasy w okolicach miejscowości Osuchy (woj. lubelskie). O godz. 20.41 maszyna nagle zniknęła z radarów. Pilot zginął na miejscu. Zachód słońca 5 maja w tym regionie nastąpił około godz. 19.56. Co maszyna robiła tak późno, wbrew jej możliwościom? Kto wystosował dyspozycje do tak późnego lotu?  

Odmowy lotu

Według informacji portalu Niezależna.pl strażacy i leśnicy próbowali wysłać w miejsce pożaru inne statki powietrzne z pozostałych baz. Te po kolei odmawiały – argumentując, że nie mogą operować po zmroku. Tak było np. w przypadku Białegostoku. W wypadku PZL M18 Dromader o znakach SP-ZUT było inaczej.

Samolot, który został wysłany na akcję należał do Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Warszawie. Stacjonował na stołecznym lotnisku Babice.

Lasy Państwowe dysponują 42 statkami powietrznymi. Są zlokalizowane w całej Polsce. Zapotrzebowania na ich usługi są składane przez Regionalne Dyrekcje do Generalnej Dyrekcji Lasów Państwowych. 

W umowach jest zapis, że czas i stopień gotowości startowej określa zamawiający na podstawie stopnia zagrożenia pożarowego w danym dniu. Loty mogą być wykonywane od godz. 10.00 do godziny przed zachodem słońca, z wyjątkiem przypadków, gdy przeprowadzana jest akcja gaśnicza. Zmrok to są warunki niebezpieczne. Są ograniczenia w lotach o tej porze. Nie chcę mówić kto wydał polecenie lotu w tym przypadku. Nie była to decyzja pojedynczej osoby

– powiedziała portalowi Niezależna.pl rzecznik Lasów Państwowych Regina Klimaszewska.

Duża część samolotów (konkretnie 19), w tym PZL M18 Dromader, są użytkowane przez Lasy Państwowe na podstawie umowy z państwową spółką Mieleckie Zakłady Lotnicze.

Porozmawialiśmy jej z dyrektorem operacyjnym Grzegorzem Walczakiem.

Wykonujemy opryski lasów i gasimy pożary. Jesteśmy kontraktowani przez Lasy Państwowe. Latamy w ciągu dnia, w razie prowadzenia akcji gaśniczej możemy pracować do zachodu słońca. Pół godziny po zachodzie słońca trzeba wracać i lądować na lotnisku. Nie robimy operacji nocnych

 – powiedział.

Zapytaliśmy dyrektora czy ma wiedzę, kto wydał decyzję o tak późnym locie PZL M18 Dromader z Warszawy nad teren pożaru na odległej Zamojszczyźnie.

Nasze Dromadery są rozlokowane w 19 bazach. Samoloty, które brały udział w akcji są z baz w Kielcach, Radomiu, Piotrkowie Trybunalskim i Warszawie. Zostały wezwane do pożaru, bo taki mamy kontrakt z Lasami Państwowymi. Samoloty gaszą pożar. Jeżeli jest już późno nie wracają do bazy, tylko lądują na najbliższym lotnisku, tam leśnicy zabezpieczają pilotom nocleg, uzupełniają paliwo, biorą wodę. Tak się to odbywa

 – stwierdził Walczak.

"15 min przekroczył. Co się Pan czepia?"

Jak poinformował samolot, który uległ katastrofie miał zrzucić wodę i lądować na lotnisku w miejscowości Turbia pod Stalową Wolą. „Takie miał dyspozycje” – podkreślił. 

– To dlaczego do katastrofy doszło o 20.41, jak już było ciemno, dawno po zmierzchu – dopytaliśmy. „Leciał, był w akcji. Miał przekazaną informację, że ma zrzucać wodę i lądować w Turbi. Nasze samoloty są w dyspozycji Lasów Państwowych” – odpowiedział.

– Całodobowo? Do jakiej godziny? Samolot, który nie jest przystosowany do nocnych lotów może poruszać się w nocy? – dopytaliśmy. 

Co pan się czepił tej nocy?! 15 czy 10 minut przekroczył, no. Jest akcja, gasimy pożary. W trakcie gaszenia pożaru nieraz tak się zdarza, że samolot zrzuci wodę i wraca do bazy. Nierzadko gasiliśmy pożary do późnego dnia, kawałek po zachodzie słońca i od wschodu kontynuowaliśmy pożar. Tutaj była taka sytuacja. Samoloty lądowały w Turbi, jeden wrócił do Radomia. Przeczekali i od samego świtu byli gotowi i w dyspozycji Lasów Państwowych do kontynuowania gaszenia pożaru. Mamy zgodę do latania w ciągu dnia do zachodu słońca. Po zachodzie słońca może jeszcze samolot latać. Tu się zdarzyło, że samolot doleciał późno i musiał wracać do lotniska w Turbi

 – odpowiedział dyrektor Walczak. 

Dromader, uległ katastrofie w rejonie miejscowości Osuchy. Tuż obok niej znajdowało się wówczas centrum pożaru. To około 80 kilometrów od docelowego lotniska w Turbi. Czyli samolot o 20.41 (45 min, po zachodzie słońca) znajdował się jeszcze w zagrożonym obszarze i nie zmierzał na lotnisko lub dopiero zaczął wykonywać ten manewr. 

Okoliczności zdarzenia będą wyjaśniane przez Państwową Komisję Badania Wypadków Lotniczych oraz prokuraturę.

We wtorkowej akcji gaszenia pożaru brały udział samoloty i śmigłowiec z jednostek regionalnych dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie, Warszawie, Łodzi oraz Radomiu. „Maszyny wykonywały zrzuty wody do zapadnięcia zmroku. Wtedy zgodnie z procedurami bezpieczeństwa wsparcie lotnicze zostało zakończone” – piszą Lasy Państwowe  w komunikacie zamieszczonym na ich stronach internetowych. 

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zamościu Rafał Kawalec poinformował w środę, że śledztwo prowadzone będzie w kierunku sprowadzenia katastrofy w ruchu lotniczym, w której zginęła jedna osoba.

Źródło: Niezależna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska