Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Gang "obcinaczy palców" bez wyroku! Kompromitacja Sądu Apelacyjnego w Warszawie - rzekomo zabrakło sędziów

Kuriozalna sytuacja w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie. Od ponad trzech lat nie ruszył proces bandytów z gangu "obcinaczy palców", bo nie udaje się skompletować składu orzekającego, a problem stał się tak poważny, że kilka dni temu do Sądu Najwyższego trafił wniosek o przekazanie sprawy do innego sądu. Wcześniej od orzekania wyłączono już siedmioro sędziów, aż w końcu uznano, że nie ma kto osądzić gangsterów. To efekt zdemolowania pionu karnego. O tym, że scenariusz w tej konkretnej sprawie może być fatalny, już w 2024 roku pisała "Gazeta Polska".

"Obcinacze palców" to jedna z najbardziej brutalnych zbrojnych grup przestępczych, która ma na swoim koncie m.in. uprowadzenia dla okupu oraz zabójstwa. W latach 2000-2006 grupa dokonała kilkunastu porwań. Aby zmusić rodziny ofiar do zapłacenia okupów, członkowie grupy przesyłali najbliższym odcięte palce porwanych. 

Niestety, do dzisiaj los niektórych osób pozostaje nieznany - tak jak uprowadzonego Hindusa Harisha H., czy córki znanego biznesmena z branży mięsnej Eweliny B. Prokuratura oskarżyła trzynaście osób z grupy "obcinaczy" - w akcie oskarżenia znalazło się również m.in. zabójstwo Mariusza M. czy też morderstwo w siłowni "Paker" w Warszawie.

Wyrok pierwszej instancji w sprawie bezwzględnej grupy bandytów zapadł w Sądzie Okręgowym w Warszawie dokładnie 12 września 2022 roku. Wszyscy zostali skazani na wieloletnie kary więzienia, a trzech z nich - Wojciech S., Krzysztof P. i Tomasz R. - usłyszało wyrok dożywocia.

Kary łączne, jakie wymierzono oskarżonym, to: Wojciech S. - dożywocie; Krzysztof P. - dożywocie; Tomasz R. - dożywocie; Marcin N. - 25 lat; Artur N. - 15 lat; Sebastian L. - 15 lat; Grzegorz K. - 15 lat; Tomasz R. - 15 lat; Krzysztof M. - 12 lat; Leszek Z. - 7 lat i 6 miesięcy; Wiesław B. - 7 lat; Jarosław R. - 3 lata i 6 miesięcy; Marcin S. - 4 lata.

Nadal jednak nie ma prawomocnego wyroku. Choć minęło już ponad 3,5 roku, to w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie proces nawet nie ruszył. Niedawno informowaliśmy na Niezalezna.pl, że raz po raz ze sprawy wyłączani są kolejni sędziowie. Jak się okazało, nic się w tej sprawie nie zmieniło poza kolejnymi wyłączeniami sędziów. Aż do 20 kwietnia tego roku. Sąd w końcu się poddał i wydane zostało zdumiewające postanowienie.

Jak ustaliliśmy, przewodniczący wydziału karnego sędzia Maciej Gruszczyński (na delegacji z Sądu Okręgowego w Warszawie) zwrócił się do Sądu Najwyższego o przekazanie sprawy do rozpoznania innemu sądowi równorzędnemu. Powód? Brak... możliwości skompletowania składu orzekającego!

Jak się okazuje, wyłączonych od orzekania w tej sprawie zostało już siedmioro sędziów. Kolejno byli to: Ewa Leszczyńska-Furtak, Marzanna Piekarska-Drążek, Rafał Kaniok, Małgorzata Janicz, Dorota Tyrała, Anna Zdziarska i Ewa Gregajtys. Została jedynie Ewa Jethon, ale ona orzekała w innym wątku dotyczącym zbrodni "obcinaczy". 

Zostali więc sędziowie delegowani - ale tylko jeden może zasiąść w składzie orzekającym, jest nim właśnie s. Gruszczyński, który został referentem sprawy. 

Mając na uwadze skomplikowany charakter sprawy, występujące w sprawie zagadnienia zarówno prawa karnego materialnego, jak i procesowego o dużym stopniu zawiłości, a także (a nawet przede wszystkim) charakterystykę osób zasiadających na ławie oskarżenia, sytuację gdzie tylko jeden z pięciu sędziów tworzących skład orzekający, do tego nie mogący przewodniczyć składowi, orzeka na co dzień w sprawach karnych – uznać należy jako godzącą w dobro wymiaru sprawiedliwości

– stwierdzono w uzasadnieniu postanowienia.

Przypomnijmy, że pion karny w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie został zdewastowany za czasów ministra sprawiedliwości Adama Bodnara. W warszawskim Sądzie Apelacyjnym funkcjonowały dwa wydziały karne – II i VIII, do których trafiały apelacje od wyroków obu stołecznych sądów okręgowych, wydanych w pierwszej instancji. Jeden z nich został zlikwidowany, a wszyscy orzekający w nim sędziowie trafili do nowo powstałej sekcji zażaleniowo-wnioskowej. Było oczywiste, że decyzja przyniesie fatalny skutek, o czym ostrzegała m.in. "Gazeta Polska" już w 2024 roku.

Skutki widać dziś, jak na dłoni. O tym, czy bandyci z gangu "obcinaczy palców" będą sądzeni przez inny sąd, zdecyduje Sąd Najwyższy.


Bulwersującą sytuację z procesem gangu „obcinaczy palców” jednoznacznie ocenia Przemysław Radzik, karnista, sędzia Sądu Apelacyjnego w Warszawie.

„Próba przekazania sprawy przez przewodniczącego wydziału karnego, sędziego Gruszczyńskiego, innemu równorzędnemu sądowi, czyli wysłanie jej gdzieś w Polsce, jest skandaliczna. Po pierwsze, na płaszczyźnie prawnej - artykuł 37 Kodeksu postępowania karnego nie dopuszcza przekazania sprawy tylko dlatego, że w danym sądzie nie można utworzyć składu. Po drugie, na płaszczyźnie merytorycznej - ta sprawa leży w sądzie apelacyjnym już od kilku lat, a jest jedną z najpoważniejszych, jakie zawisły w wydziale karnym, dotyczy najcięższych zbrodni, także zabójstw dokonanych ze szczególnym okrucieństwem”

– tłumaczył.

Co ciekawe, do orzekania w procesie bezwzględnych gangsterów próbowano namówić sędziów z…. wydziału pracy! Bezskutecznie.

„Przewodniczący Gruszczyński „zapomina” jednak o 13 sędziach z wydziału karnego, których na siłę, wbrew ich woli, wtłoczono do tzw. sekcji zażaleniowo-wnioskowej, którzy mają wszelkie kompetencje do orzekania w tego typu sprawach, ale im się na to nie pozwala” – zaznaczył s. Radzik. – „Sędzia Gruszczyński w swoim wniosku pisze również, a właściwie kłamie, że ci sędziowie nie mają w zakresie obowiązków orzekania w sprawach odwoławczych. To nieprawda, bo większość z nich, także ja, wygrała odwołania do Krajowej Rady Sądownictwa, ale uchwały KRS nie są respektowane przez kierownictwo Sądu Apelacyjnego w Warszawie”. 

Sędziego Radzika szczególnie mocno bulwersuje, że zapomniano o pokrzywdzonych, tych którzy ucierpieli wskutek przestępczych działań, a przede wszystkim o krewnych ofiar zabójstw. „Powinni być na pierwszym miejscu” – podkreśla s. Radzik. – „Niestety, interes pokrzywdzonych, interes ludzi, interes społeczeństwa, ta ekipa ma kompletnie za nic”.

W ocenie sędziego Radzika, wyrok w tej sprawie powinien zapaść w ciągu kilku miesięcy od wpłynięcia akt do sądu apelacyjnego. Tymczasem czeka na rozstrzygnięcie od kilku lat, a mogą minąć kolejne, jeśli sprawa zostanie przekazana do innego sądu w Polsce. Drastycznie wzrosną też koszty, bo oskarżonym – w większości nadal tymczasowo aresztowanym – trzeba będzie zapewnić transport.

„Oskarżeni, którzy przecież cały czas są osobami korzystającymi z domniemania niewinności, też mają prawo do procesu w rozsądnym terminie. Tylko z powodów o charakterze ideologicznym ta sprawa się nie kończy. Sędzia Gruszewski podejmuje decyzję nieracjonalne, niezgodne z prawem, mówiąc wprost – głupie” – ocenił s. Radzik.

Dodając: „Ta sprawa to przykład, że część środowiska sędziowskiego wzięła strony postępowań, generalnie społeczeństwo, za zakładników swojej wojny, imaginacji, swoich wyobrażeń o prawie. Takie zachowanie powinno być traktowane jako ciężki delikt dyscyplinarny. Co najmniej”.

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej