Noty gabinetu Tuska w dół, samego premiera też. Trend spadkowy widać od kwietnia” – tymi słowami „Gazeta Wyborca” ostrzega liberalno-lewicowy komentariat. Choć tarcia w szeroko rozumianym obozie prawicy cieszą organ prasowy Adama Michnika, to nad złośliwą satysfakcją przeważa narastający niepokój.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”
Tym bardziej że na coraz gorsze oceny rządu i jego szefa wskazuje CBOS. Z analiz ośrodka badawczego wynika, że poparcie dla rządu deklaruje 29 proc. respondentów. Jak wskazuje „Wyborcza”: „To pierwszy raz od września 2025 r., kiedy noty rządu Tuska spadły poniżej 30 proc. A o 6 pkt proc. – do 48 proc. – wzrósł odsetek przeciwników rządu”.
Na tym nie koniec – sukcesywnie spadają notowania Koalicji Obywatelskiej. Partia pacjentów obsługiwanych poza kolejką w stosunku do czerwca straciła 3,4 pkt proc.: na początku lipca wedle CBOS chciałoby na nią głosować 25,1 proc. ankietowanych!
Jedna wielka afera szpitalna
A przecież CBOS od zawsze premiuje sondażowo rządzące akurat ugrupowania. Możemy być więc pewni, że partia Donalda Tuska, Rafała Trzaskowskiego et consortes jest w jeszcze gorszej sytuacji, niż to wynika z przytoczonego badania. Nic nie wskazuje na to, że – w ramach normalnej, demokratycznej rozgrywki – pojawi się jakikolwiek czynnik, który dałby platformersom impuls do wzrostu notowań.
Trzy lata dzielenia synekur między samych swoich, paplaniny, która zastąpiła pracę, gospodarczego kolapsu, pełzającego wzrostu bezrobocia, międzynarodowych porażek i coraz bardziej antyspołecznych cięć budżetowych robią swoje – choć media na pasku liberalnych elit robią, co mogą, by łagodzić wizerunkowe wstrząsy i porażki, erozja notowań „demokratów i liberałów” jest coraz wyraźniejsza.
Politycy KO liczą na to, że do jesieni afera szpitalna rozmyje się na tyle, że przestanie być opowieścią o skorumpowanych, chciwych i cynicznych ludziach związanych z rządzącą partią i będzie się kojarzyć wyłącznie z niewydolną ochroną zdrowia i bajońskimi zarobkami lekarza. Problem dla tuskowej ekipy w tym, że każdy niepokojący sygnał, płynący z publicznego systemu zdrowia, znacznej części wyborców kojarzy się jednak z politycznymi decyzjami tego rządu.
Znakomitym przykładem jest głośna sprawa opisana przez „Codzienną”: „Pacjenci onkologiczni otrzymują odmowę terapii w programach lekowych. Janusz Cieszyński ujawnił odmowę pacjentowi z rozpoznaniem raka wątroby. Wcześniej media informowały o podobnych przypadkach przy rozpoznaniu raka piersi. Szpitale nie mają środków na terapie ze względu na braki budżetowe NFZ. Pacjenci na własną rękę szukają placówek, które mogą włączyć ich do terapii, korzystając z pomocy takich organizacji jak Onkofundacja Alivia”.
Oddział chorych na raka
Przypomnijmy, że nieco wcześniej opinię publiczną wzburzyła informacja, że Centralny Szpital Kliniczny Uniwersytetu Medycznego w Łodzi przestał przyjmować nowych pacjentów do części programów lekowych, w tym dotyczących onkologii. Trudno o bardziej nośny temat, jeśli chodzi o zdrowie Polek i Polaków: zapobieganie nowotworom i ich leczenie od długich lat jest jednym z głównych wątków w debatach o ochronie zdrowia.
Opinia publiczna doskonale umie łączyć kropki, a eksperci potwierdzają potoczne opinie: skoro obecny rząd, za pomocą podwykonawcy, jakim jest Narodowy Fundusz Zdrowia, potężnie tnie nakłady na ochronę zdrowia – skutki nie mogą być inne. Zdrowie milionów ludzi to temat polityczny i niewiele zmienią w tej sprawie bezwzględne próby dalszej komercjalizacji i prywatyzacji systemu.
Liberalno-lewicowi politycy bardzo chcieliby się pozbyć odpowiedzialności w tej sprawie, a przy okazji nieźle zarobić na „szpitalnej restrukturyzacji”, ale wiele wskazuje na to, że to się po prostu nie uda. Nie mamy niestety porządnych socjologicznych badań, ale nastroje w social mediach jasno wskazują na wyraźny związek między demolką, jaką na zlecenie Tuska urządza w ochronie zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, aferą szpitalną a narastającą frustracją społeczną i spadkiem notowań rządu i Koalicji Obywatelskiej. Polska Tuska jak zamknięty oddział chorych na raka – to naprawdę sugestywny obraz.
A przecież to nie wszystko! Od dłuższego czasu zwracam uwagę, że niemal każdy tydzień przynosi złe wieści dla pacjentów i pacjentek. Tak jest i tym razem. Branżowy serwis Termedia.pl informuje, że rząd planuje likwidację większości oddziałów reumatologii w Polsce. Red. Krystian Lurka w emocjonalnym tonie pisze, że „nowe kryteria kwalifikacji do sieci szpitali, oparte na ministerialnej mapie potrzeb na lata 2022–2026, promują absurdalne limity ilościowe. Jeśli te wymogi zaczęłyby obowiązywać, z 74 oddziałów reumatologii w Polsce zostałoby zaledwie 13”.
Jeśli eksperckie medium w informacyjnym tekście nie stroni od mocnych określeń, to znaczy, że jest naprawdę źle. Mamy do czynienia ze swoistym pustynnieniem ochrony zdrowia w Polsce.
Nadchodzi demolka reumatologii
To proces odgórnie sterowany i sygnowany przez resort zdrowia: zapowiedź radykalnej demolki w reumatologii to efekt tzw. nowego komponentu mapy potrzeb zdrowotnych 2022–2026, dotyczącego schematu zabezpieczenia opieki szpitalnej. Co się kryje za okrągłymi, oficjalnymi słowami?
Lekarze i eksperci alarmują: jeśli rządowy plan zostanie zrealizowany, to pacjenci z Pomorza i Polski Wschodniej zostaną zupełnie pozbawieni opieki reumatologicznej. Rzecz dotyczy nie tylko dorosłych pacjentów – największe cięcia mają dotyczyć reumatologii dziecięcej.
Wyraźnie zbulwersowany prof. Zbigniew Żuber mówił niedawno na posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Chorób Reumatycznych: „Nikt z nami, jako Polskim Towarzystwem Reumatologicznym, tego nie skonsultował. Nie wiemy, z kim te plany uzgadniano”.
Mamy zatem do czynienia z ministerialną samowolką, której motywy wydają się oczywiste: oszczędzić ile się da na publicznej ochronie zdrowia, oszczędzić ile wlezie, korzystając z parasola ochronnego ze strony opiniotwórczych środowisk i ugrzecznionych wobec Donalda Tuska mainstreamowych mediów.
Miała być uśmiechnięta Polska, jest narastająca pożoga. W kraju rządzonym przez lewicowo-liberalne elity społeczeństwo jest kłopotliwym wydatkiem, na którym trzeba oszczędzać ile tylko wlezie. Z obietnic Donalda Tuska nic już nie zostało, ten rząd trzyma się już tylko na zmowie milczenia p.o. elit, sympatii liberalnych mediów i zaślepieniu żelaznego elektoratu. Pytanie, czy podobnie jak w 2015 r., sytuacja dojrzała do dużej zmiany. I kto będzie jej największym beneficjentem.