Dziś o 9:00 w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego rozpoczęła się seria trzech posiedzeń jawnych w sprawie protestów przeciwko wyborowi prezydenta - m.in. tych, w związku z którymi zdecydowano o weryfikacji kart wyborczych. Sprawą zajęli się sędziowie Adam Redzik, Aleksander Stępkowski i Paweł Wojciechowski.
Problem pojawił się już na początku, kiedy pojawiła się na sali prokurator wysłana przez ministra Adama Bodnara. Okazało się, że nie ma ona odpowiedniego umocowania prawnego. Sąd zezwolił, by w ciągu dwóch dni dostarczyła stosowne upoważnienie. Według dokumentów, które posiada Sąd Najwyższy, umocowanie w sprawach wyborczych dostał od Bodnara prokurator Jacek Bilewicz.
Co ciekawe, mimo tego, że sam Bodnar wypowiada się czasami, że Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych "nie jest sądem", pani prokurator wyraźnie zwróciła się "Proszę Wysokiego Sądu" - czyli ona z kolei uznaje i sąd i izbę.
Raport #3 - #MążZaufania przy PKW w SN
— Darek Lasocki 🇵🇱 (@Dariusz_Lasocki) June 27, 2025
Prokurator od p. Min. @Adbodnar składa upoważnienie.
Jest problem i wątpliwość SN - prokurator nie jest umocowany. Hucpa, sztubackie błędy?
Prokurator oświadcza: "Proszę Wysokiego Sądu..." czym uznaje Sąd i Izbę.
Pierwsza z protestujących, pani Magdalena Miazek-Mioduszewska nie stawiła się na sali. Sąd odrzucił trzy wnioski - jeden o przekazanie sprawy do Izby Pracy, drugi dotyczący wyłączenia sędziów, a trzeci... autorstwa wiceprzewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej. Ten ostatni to ciekawostka prawnicza, bo reprezentować PKW może tylko jej przewodniczący, Sylwester Marciniak.
Z kolei wniosek pani Miazek-Mioduszewskiej został odrzucony na wniosek ministra Adama Bodnara. "To musi szokować "Demokratów": Prokurator Generalny wniósł o odrzucenie protestu. Pan Adam Bodnar jest przeciwko protestującej. Nie mówcie mec. Romanowi Giertychowi" - komentował prawnik Dariusz Lasocki.
Pani Miazek-Mioduszewska złożyła protest dotyczący kilkunastu komisji w Polsce, na podstawie zasłyszanych w mediach informacji. W komisjach o których pisała w proteście, wystąpiły następujące sytuacje - które potwierdził lub odrzucił Dariusz Lasocki:
- Kraków nr 95 - głosy dobrze policzono ale odwrotnie wpisano w protokole [błędne przypisanie głosów]
- Oleśno - 1 głos pomylony ale błąd w protokole [błędne przypisanie głosów]
- Mińsk Mazowiecki - 1 głos nieważny, policzone prawidłowo ale błąd w protokole;
- Strzelce Opolskie - policzono prawidłowo, błąd w protokole [błąd przypisania głosów]
- Grudziądz - policzono prawidłowo, błąd w protokole
- Gdańsk - pomyłka o 2 głosy, błąd w protokole [błąd przypisania głosów]
- Bielsko-Biała - 160 głosów źle obliczonych, na niekorzyść Trzaskowskiego;
- Tarnów - nie ma błędu, wszystko jest zgodnie z protokołem;
- Katowice - błąd w liczeniu;
- Tychy - nie ma błędów w liczeniu, błąd w protokole;
- Kamienna Góra - błędnie dodane głosy Trzaskowskiego dla Nawrockiego (to 2 komisja ze wszystkich powyższych)
- Wieniec - błędne przypisanie głosów ale głosy policzono prawidłowo.
Lasocki dobrze podsumował kuriozalną sytuację, z jaką mamy do czynienia.
"To może tak:
- Adam Bodnar nie uznaje Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych;
- Ale wysyła do niej prokuratora na posiedzenie;
- Co więcej wysyła pisma do tejże Izby;
- Na koniec BOMBA - Adam Bodnar wnioskuje o odrzucenie protestu pani Miazek, która zarzuca nieprawidłowości w kilkunastu komisjach, pewnie z wzorku Romana Giertycha"
- napisał mec. Lasocki.
To może tak.
— Darek Lasocki 🇵🇱 (@Dariusz_Lasocki) June 27, 2025
1. @Adbodnar nie uznaje Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych;
2. Ale wysyła do niej prokuratora na posiedzenie;
3. Co więcej wysyła pisma do tejże Izby;
4. Na koniec BOMBA @Adbodnar wnioskuje o odrzucenie protestu Pani Miazek, która zarzuca…
Pierwszy protest odrzucony
Sąd Najwyższy, oceniając zarzuty protestu dotyczące 12 obwodowych komisji wyborczych na terenie kraju, stwierdził, że w 11 doszło do nieprawidłowości różnego rodzaju, jednak nie miały one wpływu na wynik wyborów. W przypadku obwodowej komisji w Tarnowie, protest uznano za niezasadny.
W uzasadnieniu, sędzia SN Adam Redzik, stwierdził, że wykazano nieprawidłowości podczas oględzin, jednak ocena tego, czy te pomyłki były przypadkowe czy celowe, pozostaje w gestii postępowania prokuratury.
Czy takie sytuacją są wyjątkowe? Chyba nie, bo Sąd Najwyższy mierzył się z takimi problemami już wcześniej, zapadały postanowienia w 2010 r. gdzie odchodziło do podobnych nieprawidłowości
- powiedział sędzia Redzik.