Jak pisze "Newsweek" - "wyrzucenia Biernata domagają się trzej działacze łódzkiej PO. Ich zdaniem poseł razem ze współpracownicą Martą Barańską, sekretarzregionu łódzkiego, dopuścili się w 2010 r. fałszerstwa list kandydatów w wyborach samorządowych: do rady miejskiej w Zduńskiej Woli i do rady powiatu zduńskowolskiego. Mieli oni usunąć nazwiska czterech kandydatów Platformy, uprzednio zatwierdzonych przez zarząd i radę regionu".
Jeśli Biernat faktycznie zostanie wyrzucony z Platformy, będzie to potężny cios w Donalda Tuska. "Gazeta Polska" kilka tygodni temu tak pisała o Biernacie: "Land rover evoque, rocznik 2012 – ten luksusowy samochód to najnowszy nabytek łódzkiego barona PO Andrzeja Biernata. Były nauczyciel pływania i działacz III-ligowego klubu sportowego, znany z bezwzględności wobec partyjnych kolegów oraz alkoholowych ekscesów wyrósł na jednego z najbliższych współpracowników Donalda Tuska, a tym samym najbardziej wpływowych polityków w kraju".
Jak ustaliła „Gazeta Polska”, Tusk obiecał już Biernatowi pierwsze miejsce na liście w wyborach do Parlamentu Europejskiego z Łódzkiego. Oznacza to, że lider PO - jeśli oczywiście pozostanie w partii - na dalsze miejsce zepchnie Jacka Saryusza-Wolskiego. Saryusz-Wolski to fachowiec, negocjował wstąpienie Polski do UE, był wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego.
Tusk wspiera Biernata, bo potrzebne mu jest poparcie „Spółdzielni” – frakcji partyjnej założonej niegdyś przez część baronów PO na czele z Cezarym Grabarczykiem, w której Biernat stał się dziś postacią numer jeden - pisała "GP".
– Biernat to wytrawny zakulisowy gracz; wraz z Rasiem trzyma w ryzach całą „Spółdzielnię”. Wszyscy przedstawiciele łódzkiej PO się go boją – oceniał w rozmowie z "GP" łódzki poseł SLD Dariusz Joński.