Szef klubu senackiego KO Marcin Bosacki pod koniec maja zapowiedział, że w najbliższych tygodniach Senat "co najmniej zawiesi możliwość głosowania zdalnego na życzenie", a marszałek Senatu Tomasz Grodzki zaproponuje Konwentowi Seniorów nowe przepisy ws. głosowań.
To pokłosie sytuacji, gdy niespodziewanie została odrzucona poprawka KO i PSL do ustawy ratyfikacyjnej związanej z wdrożeniem unijnego Funduszu Odbudowy, która zakładała wprowadzenie preambuły mówiącej m.in. o sposobie wydatkowania środków z Funduszu Odbudowy. O odrzuceniu preambuły zdecydowały głosy dwóch senatorów KO. Przeciw zagłosował Aleksander Pociej, a w głosowaniu nie wziął udziału Leszek Czarnobaj. Obaj głosowali zdalnie. Pociej tłumaczył, że równolegle, kiedy trwały głosowania w Senacie, obradowały władze Rady Europy, których jest członkiem, a Czarnobaj, że miał problemy z połączeniem internetowym. Ustawa została przyjęta bez poprawek.
Obecnie senatorowie uczestniczą w obradach, pracach komisji i głosują w sposób hybrydowy - część z nich jest na sali obrad, część w innej sali; pozostali pracują zdalnie przy użyciu tabletów i laptopów.
Senatorowie przyznali, że w momencie, gdy wydaje się, że pandemia Covid-19 powoli ustępuje, a coraz większa liczba osób jest zaszczepiona nadchodzi czas, by wrócić do normalnego trybu prac w Senacie.
Zdaniem senatora Czarnobaja, głosowanie zdalne powinno zostać utrzymane jedynie w przypadkach osób, które dostarczą zwolnienie lekarskie, bo jest to "jedyne klarowne kryterium". Pociej nie chciał wypowiadać się w tej kwestii; jak zaznaczył, "emocje związane z ostatnim głosowaniem sprawiają, że nie jest tu obiektywny".
Wicemarszałek Senatu Marek Pęk (PiS) uważa, że trzeba tu postępować "metodą małych kroków".
Opór w Senacie
"Może nie rezygnujmy z trybu zdalnego całkowicie, ale analogicznie do Sejmu zwiększajmy limity obecności posłów na sali. Kancelaria Sejmu zwykle wyznaczała dobry standard jeśli chodzi o prace zdalne. To raczej Senat miał problem, by się do tego trybu dostosować. Ja wiecznie prosiłem, by dostosowywać się do standardów w Sejmie i wiecznie był wobec tego opór"
- powiedział senator Pęk.
Jego zdaniem, nieco inaczej wygląda sytuacja dziennikarzy w Sejmie i Senacie. "Nie odnoszę wrażenia, by w Sejmie dziennikarzy było niewielu. Wydaje mi się, że tu ograniczenia wejścia nie wzięły się znikąd; w Senacie jest jeszcze mniej miejsca niż w Sejmie, więc tu poluzowanie powinno odbywać się wolniej i w dostosowaniu do sytuacji epidemicznej" - stwierdził.
Natomiast wicemarszałek Senatu Gabriela Morawska-Stanecka (Lewica) zgadza się z senatorem Bosackim.
"My od samego początku zachęcaliśmy senatorów do tego, by głosowali z Senatu i byli na miejscu. Moim zdaniem, to, że marszałek Sejmu tak niełaskawie uchyla obostrzenia, że po zmianie regulaminu Sejmu decyduje, czy dana komisja ma się odbyć czy nie, za jej zgodą, prowadzi do upadku parlamentaryzmu. Uważam, że jeśli głosowanie zdalne nie jest spowodowane stanem zdrowia lub służbowym wyjazdem, to należy tę opcję +na życzenie+ zlikwidować"
- powiedziała Morawska-Stanecka.
Tego samego zdania jest inny wicemarszałek izby, Michał Kamiński (PSL). "Zarówno w Senacie, jak i w Sejmie, powinniśmy przejść na normalny tryb pracy, sytuacja epidemiczna w kraju na to już pozwala" - uważa Kamiński.
Szybkiego przywrócenia normalnego trybu prac w izbie oczekuje także senator niezależny Wadim Tyszkiewicz. "Ja praktycznie nie brałem udziału w głosowaniach zdalnych i zawsze byłem na nich osobiście. Bałem się, że może coś się zdarzyć na łączach, gdy były głosowania. Kiedy było naprawdę źle, zdalne posiedzenia Senatu miały uzasadnienie. Teraz go nie ma, w dodatku większość senatorów jest zaszczepionych" - powiedział Tyszkiewicz.
Ponadto bardzo przeszkadza mu to, że - jak to ujął - "jako, że nie jest z pierwszej ligi polityków, więc grzecznie w Senacie siedzi w innej sali niż sala plenarna". "A to już nie jest to, gdy senatorowie są rozproszeni - albo w domach przed laptopami, albo w różnych salach. Nie ma takiego samego klimatu czy takiej samej możliwości debaty, dopytywania w różnych kwestiach" - powiedział Tyszkiewicz.
Dlatego - jak powiedział - marzy o tym, by wrócić na salę plenarną obrad, "móc normalnie pracować, zamiast brać udział w hybrydowych posiedzeniach, które były dobre na czas największego kryzysu, ale już nie są niezbędne".