Świętej pamięci prezydent Lech Kaczyński wykonał dla Polski i naszej części Europy nieprawdopodobną wręcz pracę. I to właśnie jego misja ukształtowała w naszym kraju nurt niepodległościowy, który stał się jedną z głównych sił politycznych. Heroiczna wyprawa do napadanej przez Rosję Gruzji, brawurowe przemówienie w spowitym nocą Tbilisi i później zdecydowane przeciwstawianie się imperialnej polityce Moskwy na arenie międzynarodowej, mocne piętnowanie sojuszu niemiecko-rosyjskiego – to wszystko wręcz wychowało część polskich elit. To właśnie przede wszystkim jemu zawdzięczamy zablokowanie na wiele lat budowy w naszym kraju tzw. prorosyjskiej prawicy, której przecież w Europie nie brakuje i której próba wykreowania została u nas podjęta nie raz i nie dwa razy. Sojusz z Rosją to z polskiej perspektywy nierealna i arcyniebezpieczna mrzonka. Nie było bowiem Rosji, która mogłaby być dla nas partnerem, i wszystko wskazuje na to, iż w dającej się przewidzieć przyszłości jej nie będzie. Z drugiej strony mamy poważny i realizowany plan ograniczania suwerenności Rzeczypospolitej w trybie step-by-step. To inne zagrożenie, ale też niebezpieczne i potencjalnie wręcz unicestwiające naszą państwowość. Unikalność polskiego środowiska patriotycznego polega na rozumieniu obu tych procesów przy jednoczesnym pojmowaniu różnic między nimi. Kreml to zagrożenie śmiertelne i niszczycielskie, dominujący dziś nurt polityczny w Unii Europejskiej, nakierowany na stopniowe pochłanianie kompetencji krajów członkowskich na rzecz uzależnionego od Niemiec centrum decyzyjnego, to niebezpieczeństwo rozłożone w czasie, które wymaga asertywności i sprytu. Wobec obu zjawisk kluczowe jest utrzymanie przekonania o konieczności obrony niepodległości i ścisłej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. I dokładnie tak działał śp. prezydent Lech Kaczyński. Rozumienie wagi relacji transatlantyckich jest dziś również wielką siłą polskich środowisk patriotycznych. Warto mieć świadomość, iż ich polityczni adwersarze w obu sprawach ustawiają się dokładnie odwrotnie – grają nimi w zależności od okoliczności i polityki niemieckiej. Gdy Berlin bratał się z Moskwą na całego, premier Tusk współpracował z Rosją taką, jaką ona jest, i nie miał problemu z byciem człowiekiem Kremla w Warszawie. Gdy z powodu rosyjskiej napaści na Ukrainę trudno już było utrzymać ten kurs, dzisiejszy premier przepoczwarzył się w rusofoba, ale jednocześnie uwidocznił politykę uderzania w relacje transatlantyckie, czyniąc to w spektakularnie ostentacyjnej formie. A to oznacza, iż w czasie totalnej dekoniunktury na kontakty z Rosją zachował to, co można było zachować z tzw. polityki resetu – antyamerykanizm.
Dziś śmiertelnym zagrożeniem dla polskich środowisk niepodległościowych jest sklejenie ich z jawnie prorosyjskim nurtem politycznym, który od czasu pandemii COVID coraz śmielej działa na naszej scenie politycznej. Jest elementem całkowicie obcym naszej kulturze, sprzecznym tak bardzo, jak to tylko możliwe, z polską racją stanu, ale mimo to pod płaszczykiem obrony tradycyjnych wartości wpycha się w nurt konserwatywny i udaje, że jest jego elementem. W tym numerze „Nowego Państwa” publikujemy wnikliwą analizę tego niebezpiecznego zjawiska napisaną przez Piotra Lisiewicza. Żadne zbliżenie z Rosją nie umocni niepodległości Polski, tak jak i Rosja nigdy nie będzie obrońcą tradycyjnych wartości czy prawdy historycznej. Tak było, jest i będzie.
Tekst pochodzi z majowego wydania miesięcznika „Nowe Państwo”. Zachęcamy do prenumeraty
Majowy numer miesięcznika #NowePaństwo już w sprzedaży! 🗞️✨
— Nowe Państwo (@NowePanstwo) May 8, 2026
W numerze https://t.co/UWNbICDo2v.:
➡️Niepodległość Polski. Jak Tusk chce zneutralizować stary koszmar Berlina i Moskwy
➡️Leśne drogi do wolności
➡️Na ratunek Dude 44 Bravo
Zamów już dziś: 👇 https://t.co/7o9jDDPMGF pic.twitter.com/0JCu1Bg909