W ostatnim czasie dziennikarze ujawnili próby wpływania Donalda Tuska na Szymona Hołownię, marszałka Sejmu, by ten przeszkodził w zaprzysiężeniu Karola Nawrockiego na prezydenta RP. Hołownia odciął się od tego typu działań. Koalicjanci Tuska podkreślali konieczność akceptacji wyborczego wyniku, mimo że nie był on po myśli koalicji 13 grudnia. W Koalicji Obywatelskiej i wśród jej sympatyków nie brakowało z drugiej strony podejścia kwestionującego wyborcze rozstrzygnięcie.
Przejawem tego jest chociażby postawa Lecha Wałęsy, byłego prezydenta RP, który odmówił przyjęcia zaproszenia na Zgromadzenie Narodowe, gdzie będzie zaprzysiężony Karol Nawrocki.
"Odmawiam udziału w tym gorszącym dla mnie widowisku. Lech Wałęsa" - napisał były prezydent w mediach społecznościowych.
Przytyk w stronę Tuska i Wałęsy?
Skomentowała to dzisiaj w Radiu Zet Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz (Polska 2050), minister funduszy i polityki regionalnej.
- To jest prawo prezydenta Wałęsy do swoich ocen i swojej obecności. Nie jest już urzędującym, więc nic nie musi. Ja powtarzam jedno. Demokracja polega na tym, że się akceptuje wynik głosowania obywateli i decyzje obywateli. Na tym to polega
- powiedziała minister.
Dodała, że "jeżeli ktoś nie jest gotowy do tego, żeby akceptować decyzję suwerena i decyzję wyborców, bo ona jest nie po jego myśli, to nie jest demokratą i zaczyna huśtać tym wszystkim".