W kontekście rekonstrukcji rządu Donalda Tuska wyraźna była dyskusja o stanowisku wicepremiera dla Polski 2050 - zwłaszcza w obliczu realizacji "rotacji" na stanowisku marszałka Sejmu, które późną jesienią miałby stracić Szymon Hołownia. Jego miejsce, według pierwotnych ustaleń, miałby zająć przedstawiciel Lewicy - Włodzimierz Czarzasty.
Polska 2050 w zamian za to oczekiwała stanowisko wicepremiera, co głośno artykułowała niedawno minister funduszy i polityki regionalnej z partii Hołowni, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.
W zamian usłyszała kilkanaście dni temu jednoznaczną odpowiedź ze strony szefa rządu.
- W tej chwili na pewno nie ma mowy o tym [o wicepremierze dla Polski 2050]. Znaczy w ramach rekonstrukcji rządu nie przewiduję stanowiska wicepremiera dla Polski 2050 i na pewno nie będzie
- stwierdził Tusk.
Szef rządu padł ofiarą stwierdzenia "nigdy nie mów nigdy"? Na to wychodzi.
Porozumieliśmy się, że w listopadzie, w momencie, kiedy zgodnie z umową odchodzi pan marszałek Hołownia, to dla Polski 2050 wicepremier i wicemarszałek Sejmu. Więc jest porozumienie, jest wszystko tak, jak powinno być
- powiedziała dzisiaj rano w Radiu Zet Pełczyńska-Nałęcz.
Stwierdziła, że "może stanowisko wicepremiera powinno było zostać explicite zapisane w umowie koalicyjnej".
- Po prostu to akurat nie zostało zapisane - dodała szefowa MFiPR.