Jak ustaliliśmy na ośrodek należący do spółki O.W. "GRYF" Wioletta Łącka Spółka komandytowa złożono do KPO trzy projekty, w sumie na ponad milion złotych. Na planowaną inwestycję składały się projekty:
- 474 657,00 PLN na "Stworzenie ogrodu zimowego w OW „GRYF”", który ma być przeznaczony m.in. na "casualowe wieczory firmowe".
- 324 000,00 PLN na "Przystosowanie pomieszczenia na salę konferencyjną".
- 216 000,00 PLN na "Rozbudowę i modernizację sali restauracyjnej", co ma pozwolić na obsługę o 20% więcej gości.
Jak nas poinformował Artur Łącki, otrzymali dofinansowanie, ale - jak twierdzi - w wysokości 474 657 złotych. We wtorek uzupełnił, że pomimo poczynionej już inwestycji w wysokości ponad miliona złotych, wciąż oczekują na przelew z programu KPO HoReCa.
O przyznanej pomocy dla przedsiębiorczego małżeństwa Łąckich mówiła we wtorek minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.
- Mnie taka sytuacja po ludzku oburza, jako człowieka, ale jako minister muszę działać zgodnie z regułami. To są ogromne pieniądze i nie może paść cień podejrzenia, że coś się zadziało z klucza politycznego i że ktoś z zestawu ministerialnego, ktoś z nas zainterweniował w procedury. Nie ma takiej możliwości, aby w regulamin programu wpisać, że nie wolno przyznawać wsparcia osobom z legitymacją tej czy innej partii czy też osobom, których małżonek czy matka, czy ojciec mają legitymację partyjną. To są zapisy niedopuszczalne w naborze, a jak ich nie ma, to nie ma tytułu do ich egzekucji. Zostaje ludzkie oburzenie
- powiedziała minister Pełczyńska-Nałęcz.
Gdy kilkudniowa burza wokół afery KPO nieco ucichła, głos publicznie zabrał poseł Artur Łącki.
- Nie słyszę u pana tej refleksji: kurcze, nie powinienem - zwracał się do polityka Krzysztof Stanowski w Kanale Zero.
- Nie no… ja już cały czas o tym myślę, że nie powinienem. Na razie próbuję wytłumaczyć, że powinienem, bo powinienem rozwijać firmę - odparł polityk Koalicji Obywatelskiej.
- Na drugi dzień powiedziałem: „Boże, po co my to wzięliśmy?! Będzie większy problem z tym wszystkim niż warte te całe pieniądze” - mówił.
I dalej:
„w pierwszych chwilach byłem zły, dlatego zacząłem straszyć ludzi, że będę ich pozywać. […] Tam się niepotrzebnie uniosłem, przepraszam za to. Nikogo nie będę do sądu pozywał”.
- Druga refleksja - „kurczę, będzie z tego afera, bo będą to grillować – relacjonował, po czym dodał, że to „wilcze prawo opozycji”.
- Trzecia sprawa - mówię „Boże, przecież kurczę no…”. Każdy normalny przedsiębiorca do mnie dzwoni i mówi: „Artur, miałeś prawo wziąć te pieniądze i wziąłeś”. Mam takich telefonów od groma
- wypalił na koniec.