Polityczny plan ratunkowy
We środę minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda zaprezentowała szkic pakietu reform służby zdrowia. Miał on być odpowiedzią na ujawnione w ostatnich tygodniach afery - m.in. w warszawskim Szpitalu Południowym, Mogilnie itd. - i związane z nimi pokazowe ultimatum Donalda Tuska.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”
Proponowane przez minister zmiany dotyczyć mają m.in. likwidacji “kominów płacowych”, ograniczenia tzw. “bilokacji” lekarzy, wprowadzenie centralnej e-kolejki do zabiegów planowych oraz równego traktowania pacjentów i zakazu przyjmowania poza kolejką w salonikach “VIP”.
Sobierańska-Grenda podkreślała, że w projektowanych zmianach chodzi o odbudowę zaufania do publicznej ochrony zdrowia, bezpieczeństwo pacjentów oraz racjonalizację wydatków. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że prawdziwym celem jej wystąpienia było gaszenie politycznego pożaru.
Działania doraźne
O komentarz do proponowanych przez minister zdrowia reform portal Niezależna.pl zwrócił się do rektora Warszawskiej Akademii Medycznej Nauk Stosowanych dr. Piotra Kusznieruka.
- To nie jest reforma, to jest doraźna naprawa i to bardzo ostrożna, polegająca głównie na zamknięciu najbardziej kontrowersyjnych spraw i to też w taki sposób nie do końca udolny
- zaznaczył nasz rozmówca.
Dr Kusznieruk zauważył, że z wypowiedzi minister “trudno ustalić czy te 240 zł brutto [za godzinę pracy lekarza-red.] dotyczy tylko i wyłącznie osób zatrudnionych na umowach o pracę, czy również dotyczyć ma w jakikolwiek sposób najgorszej patologii systemu, czyli kontraktów”.
Podkreślił, że w systemie ochrony zdrowia nie ma dużych problemów z pracownikami zatrudnionymi na etatach, ponieważ “to jest najczystsza część tego systemu, bo oni nie bilokują, nie znajdują się w różnych miejscach, są objęci umową o pracę i mają obowiązek świadczenia pracy w określonym miejscu”. - Najgorszą patologią systemu jest wprowadzanie kontraktów, które generują kominy płacowe, a poza tym generują też niemożność przestrzegania Kodeksu pracy, czyli wykonywania pracy tu i teraz. I okazuje się, że można pracować w tym samym czasie w dwóch różnych miejscach, można pracować zdalnie itp. Ta reforma w tym zakresie do niczego więcej nie prowadzi - ocenił.
Przełomu nie będzie
Odnosząc się do propozycji monitorowania kolejek, zaznaczył, że według niego “nie będzie to oznaczać skrócenia kolejek”. - Nawet niekoniecznie ich zracjonalizowanie, bo trudno ustalić, jakie wnioski będzie wyciągało ministerstwo zdrowia przez monitorowanie kolejki. Będziemy wiedzieli, ile trwają, ale racjonalizowanie polegałoby na dobieraniu do kolejki osób, którym określony zabieg jest potrzebny jest jak najszybciej i odsuwaniu tych, którym ten zabieg jest mniej potrzebny. Ale nie zmienia to faktu, że wszystkie oczekujące w kolejce osoby są chore i wymagają zabiegu. Więc to nie jest żadna naprawa. A mechanizm kolejkowy na zabiegi planowane jest, może być i będzie omijany przez SORy - ocenił.
- Nie widzę tu jakiegoś głębokiego przełomu i myślę, że ta konferencja była głównie zrobiona po to, żeby wysłuchał jej pan premier Donald Tusk, który miał usłyszeć o jakiejś reformie zdrowia. Natomiast proponowana przez panią minister reforma systemu ochrony zdrowia niczego racjonalnie nie załatwi
- dodał dr Kusznieruk.
Zdaniem naszego rozmówcy, reforma “powinna być głęboka i skupiać się na innych czynnikach”. - Po pierwsze na wprowadzeniu rejestru usług medycznych, żeby NFZ wiedział, jak one są realizowane. Po drugie, musimy wyjść z systemu leczenia na system wyleczania. Czyli premiować lekarzy, którzy “szybko leczą”, a więc pozbywają się osoby z systemu ochrony zdrowia poprzez jej wyleczenie, a nie odbijają piłkę od lekarza do lekarza i pompują ten system ilością przyjęć i ilością wizyt - tłumaczył ekspert.
Bez nowej taryfikacji będą "kominy" płacowe
- I najbardziej istotny element w tej reformie systemu ochrony zdrowia, to nowa taryfikacja usług (żeby nie pojawiały się kominy typu 26 tys. zł za godzinę pracy) i dostosowanie do realiów wycen poszczególnych usług medycznych. Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji po prostu działała i działa źle i z tej reformy nie wynika, że będzie działała dobrze, bo w zasadzie żaden z postulatów, które wymieniła pani Sobierańska-Grenda nie dotyczył tej agencji
- wyjaśnił.
Odnosząc się do deklarowanej przez minister zdrowia chęci odbudowy zaufania pacjentów do systemu ochrony zdrowia, Kusznieruk zaznaczył, że “może ono następować po zakończeniu tendencji spadkowej”. - A na razie w mediach widzimy kolejne patologie systemu, głownie płacowe, ale również związane z cateringiem itp. Obserwujemy ciągły spadek zaufania do systemu ochrony zdrowia. Spada też chęć społeczna do tego, żeby do tego systemu dokładać środki finansowe, ponieważ społeczeństwo zorientowało się, że ile byśmy pieniędzy nie dołożyli, to one zawsze zostaną wypłacone poprzez wynagrodzenia, albo różnego rodzaju nienależne świadczenia. Ten system po prostu jest nieszczelny - tłumaczył.
- Po uszczelnieniu i rozpoczęciu poprawy jakości tego systemu, zaufanie z pewnością się odbuduje, ale przez postulaty czy przez reformy pani Sobierańskiej-Grendy niczego w tym systemie się nie zmieni. Najważniejsza jest dostępność świadczeń przy jakiejś standardowej jakości. A jeżeli chwilę wcześniej zabrało się diagnostykę obrazową, która jest jednym z największych osiągnięć współczesnej terapii, po czym dwa miesiące później dowiadujemy się, że skala kominów płacowych jest monstrualna, to społeczeństwo popada w kompletne ogłupienie
- ocenił.
Dr Kusznieruk podkreślił, że w kontekście reformy systemu ochrony zdrowia konieczne jest postawienie pytania - “czy służba zdrowia jest dla lekarzy czy dla społeczeństwa?” - A społeczeństwo odnosi dzisiaj wrażenie, że głównie dla lekarzy i dla zespołów medycznych, które w tym systemie pracują. Jeżeli dowiadujemy się, że pani Sobierańska-Grenda też ma jakąś dziwną umowę menedżerską, która gwarantuje jej niezwykle wysokie świadczenia przekraczające normalny standard, to trudno się dziwić, że społeczeństwo nie ufa wszystkim osobom, które podejmują decyzje lub leczą - podsumował ekspert.