Szpitale Pomorskie to spółka zarządzająca czterema placówkami, których właścicielem jest samorząd województwa pomorskiego: Szpitalem Morskim im. PCK w Gdyni, Szpitalem im. św. Wincentego a Paulo w Gdyni, Szpitalem Specjalistycznym im. Floriana Ceynowy w Wejherowie oraz Centrum Medycznym Smoluchowskiego w Gdańsku.
Jolanta Sobierańska-Grenda kierowała spółką od 2017 r. do czasu, gdy w 2025 roku została ministrem zdrowia.
Podczas środowej konferencji prasowej przed Szpitalem Morskim im. PCK w Gdyni posłowie Prawa i Sprawiedliwości - Kacper Płażyński, Dorota Arciszewska-Mielewczyk, Michał Kowalski i Patryk Wicher - tłumaczyli, że kontrola ma związek z ogólnopolską dyskusją o sytuacji w ochronie zdrowia po ujawnionych przez portal zero.pl nieprawidłowości w Warszawskim Szpitalu Południowym. Jak podkreślili, chcą sprawdzić, czy w Szpitalach Pomorskich występowały podobne mechanizmy.
- Chcemy dowiedzieć się, czy pod okiem pani minister Sobierańskiej-Grendy w Szpitalach Pomorskich było więcej takich Kacprzyków
– powiedział poseł Kacper Płażyński.
Dawid Kacprzyk jako koordynator SOR-u w Szpitalu Południowym w Warszawie, a także radny KO warszawskiej dzielnicy Ursus, miał w trakcie specjalizacji z anestezjologii zarobić w 2025 r. 1,6 mln zł. Na prowadzonym przez Kacprzyka oddziale politycy Koalicji Obywatelskiej mieli być przyjmowani bez kolejki, a kompleksowe badania miały być im wykonywane niemal bezpośrednio po dokonaniu przez nich rejestracji. Informacje o tym jako pierwszy podał Kanał Zero.
Parlamentarzyści poinformowali, że skierowali do spółki ok. 20 pytań. Dotyczą one przede wszystkim zarobków lekarzy, umów, czasu pracy personelu i finansów poszczególnych placówek.
Posłowie chcą się dowiedzieć m.in., kto otrzymywał najwyższe miesięczne wynagrodzenia w latach 2017–2026, na jakiej podstawie wypłacano pensje i świadczenia pieniężne, czy w spółce działał system kontroli wynagrodzeń oraz czy sprawdzano łączny czas pracy lekarzy i innych osób zatrudnionych w placówkach. Pytają też, czy te same osoby nie pracowały równolegle w kilku szpitalach, czy prawidłowo rozliczano im godziny pracy, jak wyglądała sytuacja finansowa poszczególnych placówek oraz czy procedury obowiązujące w spółce gwarantowały przejrzystość wypłat, bezpieczeństwo pacjentów i kontrolę współpracy z podmiotami zewnętrznymi.
- Chcemy zobaczyć, czy pani minister sama przestrzegała standardów, których teraz wymaga od innych placówek, od lekarzy
- powiedziała Dorota Arciszewska - Mielewczyk.
Politycy odnieśli się również do informacji medialnych o wypłatach, które Sobierańska-Grenda otrzymała ze Szpitali Pomorskich po odejściu ze stanowiska prezesa spółki. Chodzi m.in. o odszkodowanie z tytułu zakazu konkurencji.
W 2025 r. Szpitale Pomorskie wypłaciły jej łącznie ponad 530 tysięcy złotych. Na tę sumę miało składać się wynagrodzenie (373 tys. 500 zł), odszkodowanie za zakaz konkurencji (134 tys. zł), niewykorzystany urlop (aż 12 tys. zł) oraz zwrot kosztów za korzystanie z własnego samochodu (ok 11 tys. zł). Według ustaleń dziennikarzy Wirtualnej Polski w 2026 r., już po objęciu przez Sobierańską-Grendę funkcji ministra zdrowia, Szpitale Pomorskie wypłaciły jej kolejne ponad 57 tys. zł jako dalszą część odszkodowania za zakaz konkurencji.
- Pani minister, obejmując stanowisko w resorcie zdrowia, z mocy prawa i tak nie mogłaby prowadzić żadnej konkurencyjnej działalności medycznej czy pracować w prywatnej służbie zdrowia. Mimo to pobrała ze Szpitali Pomorskich ponad 500 tysięcy złotych za zakaz konkurencji. To wyciąganie publicznych pieniędzy na prywatne konta osób blisko związanych z Koalicją Obywatelską, z Donaldem Tuskiem i Mieczysławem Strukiem, który jest marszałkiem województwa i szefem PO na Pomorzu
- ocenił poseł Michał Kowalski.
Rzecznik Szpitali Pomorskich Krzysztof Piotrowski przekazał, że spółka zapozna się z treścią pisma posłów, a następnie przygotuje odpowiedź w przewidzianym przepisami terminie. Dodał, że na tym etapie spółka nie ma nic do dodania.