Leszek Kraskowski został zatrzymany na początku czerwca. Sąd Rejonowy w Piasecznie, na wniosek prokuratury, zastosował wobec niego trzymiesięczny tymczasowy areszt. Śledczy przedstawili mu zarzuty kierowania gróźb karalnych wobec komendanta powiatowego policji w Piasecznie oraz nielegalnego posiadania broni i amunicji.
Po 27 dniach spędzonych w areszcie prokuratura poinformowała, że autorem wiadomości z groźbami mogła być inna osoba. Kraskowski opuścił areszt po wpłaceniu poręczenia majątkowego przez prezesa Telewizji Republika Tomasza Sakiewicza.
Na antenie Telewizji Republika dziennikarz szczegółowo opisał przebieg zatrzymania.
– Ścigały mnie cztery nieoznakowane radiowozy. W sumie było to dziesięciu funkcjonariuszy. Jeden z funkcjonariuszy pokazał mi telefon. Była tam wiadomość: "Zabiję komendanta Macieja Cepila, a następnie popełnię samobójstwo", plus mnóstwo wulgaryzmów
– relacjonował.
Jak dodał, funkcjonariusz zapytał go, czy to on wysłał wiadomość.
– Moja odpowiedź była: "Przepraszam bardzo, a kto to jest komendant Maciej Cepil?". Ja nie znałem i nie znam tego człowieka.
Kraskowski podkreślał, że nazwisko komendanta nie było mu znane.
– Mieszkam w małej wiosce, 12 kilometrów od Piaseczna, w Łosiu. Mimo że mieszkam blisko Piaseczna i oczywiście to nazwisko obiło mi się kiedyś o uszy, bo gdzieś tam występuje w mediach, to ja nie wiem, kto to jest komendant Maciej Cepil
- zaznaczył.
Według dziennikarza przedstawiony mu zarzut wywołał u niego zdziwienie.
– To jest o tyle absurdalne, że w momencie, kiedy policjanci mnie zatrzymali i przeczytali mi ten zarzut, to ja się zacząłem śmiać. Mnie nie było do śmiechu, bo cały się trząsłem. Byłem przekonany, że gonią mnie bandyci.
Opisując samą akcję zatrzymania, mówił, że uczestniczyli w niej funkcjonariusze ubrani po cywilnemu.
– Dwóch ludzi wytatuowanych od stóp do głów. Wszyscy byli po cywilnemu. Postury Schwarzeneggera. Tacy goście, po których widać, że głównie są na siłowni. Byłem przekonany, że gonią mnie bandyci
- mówił.
Kraskowski opowiedział również, że próbował dojechać pod komisariat policji w Prażmowie.
– Zaparkowałem, trąbiąc pod komisariatem w Prażmowie, mając nadzieję, że ktoś z tego komisariatu wyskoczy. Ale to była sobota. Komisariat stał pusty. Dopiero wtedy wyskoczyli ci ludzie i zaczęli krzyczeć: "Policja". Wtedy powiedziałem: "Uff, chwała Bogu". Byłem przekonany, że to bandyci
- podkreślił.
Jak relacjonował, po usłyszeniu treści zarzutu ponownie zaprzeczył, by znał osobę, wobec której miały zostać skierowane groźby.
– Jak oni przeczytali mi ten zarzut: "Czy pan chciał zabić komendanta Macieja Cepila?", odpowiedziałem: "A kto to jest komendant Maciej Cepil?". Usłyszałem: "To jest komendant policji w Piasecznie"
- dodał.